13.07.2015
Mieszkanie Grzegorza

Przy okazji ostatniego wpisu o "kamienicach niczyich" (swoją drogą, fajna nazwa - może jakiś skwerek czy plac tak we Wrocławiu nazwiemy? Plac Strzelecki wydaje się tu bardzo dobrym kandydatem do zmiany nazwy...) napisało do mnie kilka osób, by opowiedzieć o swoich prywatnych bataliach. Walka o doprowadzenie do stanu używalności mieszkań pokrytych nie tyle patyną czasu, co wręcz dosłownie... osadami wieków to ponoć pasmo niespodzianek. Czasami tak zaskakujących, że nawet kwestia pieniędzy schodzi na dalszy plan.

O p o w i e ś ć  o  m e t a m o r f o z i e
O ponad stu metrach kwadratowych desek, trzech kilogramach gwoździ, klamkach, które macał sam rektor i o 5 fenigach ze swastyką... i o wielu, wielu innych atrakcjach opowiedział mi pewien szczęśliwy posiadacz mieszkania w kamienicy. Był na tyle uprzejmy, że zgodził się ze mną spotkać i porozmawiać o tym, jak to się stało, że "adoptował" takie bezpańskie, kamieniczne mieszkanie. Na potrzeby tego wpisu udostępnił też kilkadziesiąt zdjęć z remontu (wszystkie fotografie ilustrujące dzisiejszy wpis oraz zdjęcia w galerii na Flickr są jego autorstwa).

Zatem, w imieniu Grzegorza, zapraszam.
Nikt z jego najbliższej rodziny nie mieszka w kamienicach. Wydaje mi się, że to warte podkreślenia: jego zamiłowanie do wrocławskich czynszówek nie zostało odziedziczone w genach. Ba, jego rodzice nie byli zachwyceni - delikatnie mówiąc - kiedy oznajmił im, że postanowił kupić ponad stuletnie mieszkanie. Jednak mój rozmówca miał już wszystko przemyślane, sprawdzone i wykalkulowane. Zanim zdecydował się na zakup tego konkretnego mieszkania, miał konkretny zarys tego, czego szuka i listę punktów "do sprawdzenia". Wśród kwestii najistotniejszych znalazł się oczywiście ogólny stan budynku, dach, piwnice, sąsiedztwo i odległość od centrum. Co do mieszkania - Grzegorz chciał, by było duże i miał zachowane jak najwięcej oryginalnych elementów. Nie musiało być wyremontowane - wolał wszystko urządzić po swojemu, o czym zadecydowały względy i estetyczne, i finansowe (kamieniczne mieszkania po liftingu osiągają niebotyczne ceny, a jeśli dodać do tego koszt ponownego dekorowania zgodnie z własnymi upodobaniami - wychodzi bajońska suma).

No i takie się właśnie trafiło. Gdzieś w Śródmieściu.

R e k t o r s k i e  k l a m k i
To mieszkanie miało dużo szczęścia Po pierwsze: poprzedni właściciele nie mieli ani zapędów dekoratorskich, ani też niszczycielskich. Ściany i sufity pokrywała hojna warstwa białych farb. Po drugie: zachowały się sztukaterie, stolarka drzwiowa i okienna, podłogi. Po trzecie: nowy właściciel wie co z tym wszystkim zrobić :).
Wprawdzie przyznał mi się, że początkowo nie myślał o tak gruntownym remoncie. Okazało się jednak, że podłoga w pokoju nad nieogrzewanym holem wymaga reanimacji. Jeśli ściągać deski w jednym pokoju - to można i we wszystkich. Przy okazji można dokonać wiekopomnych odkryć (3 kg gwoździ, skrawki niemieckich gazet i 5 fenigów - no kto by nie chciał znaleźć? ;)). A jak już się ściągnie tych sto metrów kwadratowych desek, to... głupio by było nie zrobić dokładnie w s z y s t k i e g o, nie? No wzruszyłam się, szczerze, wzruszyłam się na widok tych klamek przed & po.
A, taka ciekawostka, ponoć tymi właśnie klamkami otwierał okna pewien rektor, do którego to mieszkanie należało za czasów Breslau. Przedmioty codziennego użytku to całkiem magiczna sprawa...

P l a n y
Po zakończeniu prac remontowych Grzesiek planuje oddać mieszkanie w ręce dekoratorki wnętrz, zaznacza jednak, że sofy z Ikea to tam nie planuje. Mówcie co chcecie, może ze mnie beton, ale odetchnęłam z ulgą.
Na deser info. Mój rozmówca zadeklarował, że chętnie podzieli się wiedzą praktyczną zdobytą podczas remontu. Chcielibyście taki mini poradnik o tym co i jak po kolei? Jak wybrać mieszkanie w kamienicy, jak je remontować, na co zwrócić uwagę, jak wybrać odpowiednich specjalistów? Dajcie znać w komentarzach. A teraz już zapraszam do galerii zdjęć z przebiegu tej niezwykłej metamorfozy.

Czytaj dalej
24.05.2015
Kamienice niczyje



Zwykle staram się pokazać Wam co pięknego znalazłam we wrocławskich ceglanych staruszkach. Skupiam się na sztukateriach, imponujących bramach, koronkowych schodach. Zasłona milczenia miłosiernie skrywa upiorne akty wandalizmu, samowolkę w wymianie stolarki okiennej i ułańską fantazję w zakresie zagospodarowywania wspólnej przestrzeni klatek schodowych. Podczas mojego "kamienicowania" nieczęsto mam okazję, by zajrzeć do mieszkań i przekonać się, ile warstw współczesności nałożyło się na dostojne ściany. Z moich obserwacji wynika jednak, że niektóre mieszkania zdają się nic sobie nie robić z upływających dekad i zmian stylów wystroju wnętrz. Czy to z zamiłowania, czy z zaniedbania, czy z przyzwyczajenia - w wielu lokalach mieszkańcy pozostawiają oryginalne elementy. A te porastają kurzem i kolejnymi warstwami farb. Albo... znikają.
fot. Agnieszka M.

S z t u k a t e r i e  n a  w y n o s
Kiedyś na Facebooku kamienic udostępniłam link do ogłoszenia znalezionego na popularnym portalu sprzedażowym. Z treści ogłoszenia wynikało, że pewien pan z wrocławskiego Śródmieścia ma na sprzedaż... sztukaterie ze swojego mieszkania. Było również zapewnienie, że jeśli nie znajdzie się kupiec, to elementy zostaną zniszczone (Taktyka: "Płaćcie, albo je zabiję". Tylko czekać na zdjęcia przerażonych sztukaterii czy anonimowe przesyłki z poodcinanymi fragmentami zdobień...). To zdecydowanie za mało informacji, by móc z czystym sumieniem wyciągnąć widły i dokonać samosądu. Może kamienica idzie do rozbiórki? W obliczu faktu, że Wrocław nie ma czegoś w stylu banku detali architektonicznych, faktycznie lepiej je jakkolwiek uchronić przed zniszczeniem. Jednak wrodzona nieufność (a może smutne doświadczenia?) podsuwa mi inny scenariusz. Szaber Breslau trwa nieprzerwanie od 1945 roku, a w całej tej klęsce urodzaju, jaką pod względem kamienic może pochwalić się Wrocław, powoli ogarnia nas znieczulica.

N i c z y j e
fot. Agnieszka M.
Jak wiele oryginalnych elementów ginie z kamienicznych mieszkań? Co uległo zniszczeniu ze starości i zaniedbania, a co zostało z rozmysłem spieniężone lub usunięte, bo nie pasowało do kwadratowej sofy z Ikea? Strach pomyśleć. Gwoździem do trumny dla wielu pięknych mieszkań jest to, że są "niczyje", czyli miasta. Koszta remontu takich cudowności to skarbonka bez dna, a osoby zamieszkujące w lokalach komunalnych zwykle nie należą do majętnych i same niejednokrotnie potrzebują pomocy, a co dopiero mówić o inwestowaniu w mieszkanie, które de facto do nich nie należy.
fot. Agnieszka M.
Kilka lat temu moja znajoma rozglądała się za lokum dla swojej rodzinki. To, co zastała w niektórych mieszkaniach wyzwalało chęć przeprowadzenia remontu z kategorii "ogniem i mieczem!" - zdezynfekować i wpuścić buldożery. Tylko wprawne i wyczulone oko dostrzeże, że gdzieś na suficie majaczą resztki sztukaterii, dostojne drzwi zasługują na drugą młodość, a podłoga, gdyby tak ujrzała światło dzienne... Pytanie: kto ma na to czas i pieniądze, by w tym chlewie szukać pereł? W ten sposób kolejne mieszkania tracą swój wyjątkowy klimat.



S z u k a j c i e,  a . . .
fot. Grzegorz B.
Wiem, że to, co pokazałam na zdjęciach od Agnieszki, to nie jest jakiś kamieniczny standard, ale zwyczajnie szkoda mi tych mieszkań, które "miały pecha". Nie chcę jednak kończyć notki tak pesymistycznym akcentem. Wertując otrzymane od Was e-maile sięgnęłam do archiwum, w którym znalazłam m.in. list od pana Grzegorza, mieszkańca mojej ulubionej kamienicy przy Krasińskiego, który podzielił się ze mną kilkoma zdjęciami z remontu mieszkania - w tym fotką swojego niezwykłego "odkrycia" pod kilometrami farby na podłodze. Serce roście... ;)


Jestem ciekawa, czy ktoś z Was porwał się na taką stajnię Augiasza i doprowadził ją do stanu używalności, a przy tym zdołał zachować kilka smaczków rodem z Breslau? Piszcie w komentarzach lub na maila, wszelkie wspomnienia mile widziane :).

Czytaj dalej
28.01.2015
"To dla mnie ważne"

Kilka dni temu napisała do mnie pani Katarzyna, która w imieniu Fundacji Aviva poprosiła mnie o przekazanie Wam informacji o akcji "To dla mnie ważne". Wiem, że nie samymi kamienicami człowiek żyje, a na tyle, na ile zdążyłam Was, moich czytelników poznać - nie wątpię, że interesuje Was to, co dzieje się w Waszym mieście i regionie. Zwłaszcza gdy jest szansa, by działo się dobrze :). O co dokładnie chodzi?

"W ramach 2. edycji konkursu "To dla mnie ważne" lokalne inicjatywy mają szansę starać się o pieniądze na realizacje swoich przedsięwzięć dzięki platformie crowdfundingowej. Dzięki tej mechanice, każdy może dotować na wybrany projekt ze swojej okolicy. Czasami wystarczy symboliczna złotówka, aby naprawdę wspaniałe inicjatywy weszły w życie."
Waszej uwadze chciałabym polecić dwie dolnośląskie inicjatywy. Pierwsza jest z Wrocławia, to "Przyjazne i bezpieczne miejsce dla maluchów".


"Celem projektu jest otwarcie Bezpłatnego Punktu Przedszkolnego dla dzieci z rodzin w trudnej sytuacji społeczno - ekonomicznej. Fundusze zebrane za pomocą platformy Wspieram.to przeznaczone zostaną na zrealizowanie ostatniego etapu remontu - wykończenia lokalu."

Druga inicjatywa jest z Łagoszowa Wielkiego i nazywa się "Tlenowe Witaminy"

"Celem projektu jest Integracja najmłodszych mieszkańców oraz ich rodziców po przez wspólne spędzanie czasu wolnego na placu integracyjnym pełnym zieleni."
 

 Do końca akcji zostały już tylko trzy dni. Rozważcie wsparcie którejś z inicjatyw - to, że liczy się każda złotówka, to nie pusty frazes, tylko magia crowdfundingu :).


Czytaj dalej
22.12.2014
ul. Podwale 61

Dzielnica: Stare Miasto
Osiedle: Przedmieście Świdnickie
Ulica: Podwale, dawniej: Schweidnitzer Stadtgraben (Podwale Świdnickie)

 


Żeby nie było, że Podwale to tylko "okrągłe schody", konsulat i PAN - dziś neogotycki kopciuszek.

Stoi naprzeciwko przystanku, ale to nie pomaga. Gdy opisywałam ją znajomym, nie mieli pojęcia, że "coś takiego tam w ogóle jest". Zaryzykowałabym stwierdzenie, że to najbardziej niedoceniana kamienica tego fragmentu Podwala. Elewacja budynku była gruntownie remontowana, ale w latach 80. XX wieku, więc obecnie może już nie wzbudzać takich zachwytów przy pobieżnym zerknięciu na jej fasadę. Ale zerknąć warto, bo pobrzmiewa tu neogotyk. Tak, to jest powód. 
 
ul. Podwale 61 - balkon
D o m  w ł a s n y
Kamienicę zaprojektował mistrz murarski Wilhelm Hoseus jako swój dom własny, co powinno gwarantować, że się przyłożył. No i mógł sobie powiedzieć: "Mój dom jest moją twierdzą". Dosłownie!
Jest to jedna z najstarszych neogotyckich kamienic Wrocławia. Takie czynszówki pojawiały się w naszym mieście rzadziej. Czasami styl ten występował w wersji secesyjnej, jak w przypadku fasady mojej ulubienicy przy ul. Krasińskiego 21/23 zaprojektowanej w 1899 roku przez firmę mistrzów murarskich Steinera i Linderta.

Podwale 61 składa się z budynku frontowego i skrzydła bocznego, a pierwotnie została wzniesiona w zabudowie zwartej. Teraz z dyzgustem oddziela się od sąsiedniego bloku miedzą. Oryginalny projekt zakładał, że na każdej z czterech kondygnacji znajdować się będzie jedno mieszkanie. To założenie zostało zweryfikowane przez czasy i potrzeby – w latach 30. XX wieku każde z mieszkań zostało podzielone na dwa mniejsze.
ul. Podwale 61
To, co przede wszystkim rzuca się w oczy w przypadku tej kamienicy, to samo zwieńczenie budowli w postaci „obronnego” krenelażu z wieżyczkami. Blanki już nieco przykurzone, ale nadal majestatyczne. Dekoracji jest niewiele. Symetryczna elewacja ma 6 osi, boki zaznacza nieśmiały ryzalit. Między kolejnymi piętrami są ząbkowane gzymsy, a oprócz tego kondygnacje są zróżnicowane pod względem dekoracji. Wyraźnie widać inspiracje architekturą gotycką – zwłaszcza w balustradach balkonów. 

T w i e r d z a
Kamienica ma coś jeszcze. Działający zamek w bramie (w końcu twierdza, nie?). I najprawdopodobniej żadnych żywych lokatorów. Przynajmniej ja nigdy takich nie spotkałam. Nie, martwych też nie... Może inaczej: w ogóle nikogo nie spotkałam. Kiedy już raz udało mi się zerknąć do środka, to nie miałam ze sobą aparatu. Ale sień możecie zobaczyć tutaj *klik*. W kamienicy urzęduje obecnie m.in. Maćków Pracownia Projektowa. Co by na to Maurermeister Hoseus... ;)))?

Galeria: *klik*




Źródła:  
Architektura Wrocławia. t.1 Dom, pod red. J. Rozpędowskiego, Wydawnictwo "Werk", Wrocław 1995. 
Leksykon architektury Wrocławia, red. R. Eysymontt, J. Ilkosz, A. Tomaszewicz, J. Urbanik, Wydawnictwo Via Nova, Wrocław 2011. 


Czytaj dalej
19.12.2014
Wyniki konkursu

Pewnie już wiecie z Facebooka, ale... :) Z przyjemnością informuję, że decyzją jury LeoApart główne nagrody w konkursie "Zapoluj na lwa" zdobyli: pani Jolanta Bernal, pani Anna Kot i pan Paweł Rogacki. Już niebawem powędrują do Państwa bony prezentowe Empiku. Zwycięzców mogło być tylko troje, ale dla pozostałych uczestników konkursu mam miłą wiadomość. Wypatrujcie listonosza, niebawem przyjdą do Was Czekoladowe Pocztówki (z kamieniczkami, a jakże!). 

A oto zwycięskie prace:
fot. Paweł Rogacki

fot. Jolanta Bernal

fot. Anna Kot

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie zgłoszenia, zdjęcia, maile i aktywność na Facebooku. Liczne zdjęcia, które przysłaliście, to dla mnie wyraźny sygnał, że lubicie konkursy i doskonale znacie Wrocław. Chyba muszę zacząć planować kolejny konkurs :). 


Czytaj dalej
10.12.2014
Złote gody, czyli pamiątki z Breslau


Brama była zwykle otwarta, "żeby się wietrzyło". Czy pomagało - trudno powiedzieć, bo zapach wilgotnych cegieł po prostu cię pochłaniał, gdy tylko przekroczyłeś próg. Schody z lekko uginających się desek, trzeszcząca balustrada pomalowana zieloną farbą, szeroki, niski parapet przy wielkim oknie na klatce schodowej.  Drzwi do mieszkań - pełen eklektyzm. Ale były i te stare, z szybkami wstydliwie zasłonięte firanami, takimi starymi, z grubych splotów. Na każdym piętrze mieszkała czyjaś babcia (przez co rozważałam istnienie jakiejś pradawnej, magicznej zależności, że babcie po prostu muszą mieszkać w kamienicach, to taki naturalny habitat osób 70+). Czasami nawet babcia z dziadkiem, choć dziadkowie byli raczej towarem deficytowym.

Wycieczki do kamienicy, w której mieszkała rodzicielka mojej rodzicielki wspominam z rozrzewnieniem. Było trochę jak w dużym rodzinnym domu. Nie tylko brama była otwarta. Bawiąc się na podwórku z grupą dzieciaków wiedziałam, że w razie czego (i nie mam tu zaraz na myśli wyłącznie jakiegoś strasznego kataklizmu, ale też i rozbite kolano czy nagłe zapotrzebowanie na coś do picia ;)) mogę zapukać do dowolnych drzwi. 

W niektórych mieszkaniach czas się zatrzymał. Drewniane toaletki, piękne witryny z fazowanymi szybkami, ciężkie, zdobione krzesła. W innych pyszniły się kredensy z lat 50., takie na wysoki połysk. Niektórzy poszli z duchem czasu, kupili meblościanki i z lubością wypełniali je kryształowymi wazonami. Ale wysokie stropy, szerokie deski na podłodze, charakterystyczne włączniki światła, skrzynkowe okna i wielkie kaflowe piece nie pozwalały zapomnieć, że to kamienica. Niekiedy nawet dobitnie można było odczuć, że to kamienica poniemiecka. Napisy na skrzynkach, fragmenty starych gazet i wreszcie przedmioty. Takie zdecydowanie nie z tej bajki, np. ogromna żeliwna wanna na nóżkach (a właściwie łapkach). Jak ja za nią teraz tęsknię! Niestety, ponad dwadzieścia lat temu te wszystkie smaczki wzbudzały we mnie takie emocje... jak w rybie Luwr.

Teraz po tamtej kamienicy został tylko plac zarośnięty trawą.

Dopiero niedawno przypomniałam sobie o mojej ówczesnej ulubionej zabawce znalezionej gdzieś w starym mieszkaniu babci. Sądziłam, że mam bujną wyobraźnię, ale teraz nie umiem powiedzieć, do czego mi ta rzecz właściwie służyła.
Napis na awersie głosi: "Seid fröhlich in Hoffnung, geduldig in Trübsal, haltet an am Gebet", czyli "Bądźcie radośni w nadziei, cierpliwi w strapieniu, pozostańcie w modlitwie".
Na rewersie już sam konkret: Die Evangelische Kirche der Altpreußischen Union * Zur Goldenen Hochzeit - Kościół Ewangelicki Unii Staropruskiej * Z okazji złotych godów.

Wujek Google twierdzi, że to lata 20. XX w.

Co robiła ta pamiątka gdzieś w jednej z wrocławskich kamienic? Jak potoczyły się losy osób, które zostały nią uhonorowane? Czy mieszkanie zajmowane przez moją babcię należało do nich, czy do ich dzieci lub dalszej rodziny? Jaka była ta para, która przeżyła wspólnie przynajmniej 50 lat? Czy zastało ich w Breslau piekło wojny? Nigdy nie uda mi się tego dowiedzieć, ale pytania i tak natrętnie się kłębią, mnożą, wracają i przyprowadzają ze sobą swoich znajomych.


Macie w domu takie rzeczy, które ostentacyjnie wspominają swoich poprzednich właścicieli? Pocztówki, meble, zdjęcia, drobiazgi...? Dajcie znać w komentarzach.


Czytaj dalej
6.12.2014
ul. Podwale 75

Dzielnica: Krzyki
Osiedle: Przedmieście Oławskie
Ulica: Podwale, dawniej: Ohlauer Stadtgraben (Podwale Oławskie)

 

"Ta z figurami", "ta-w-której-jest-PAN" - to chyba najpowszechniejsze nazwy tej kamienicy. Bywa też "tą z wieżyczką" i "tą obok konsulatu". Wszystko się zgadza, wszystko to prawda, ale równie dobrze mogłaby być "tą z lwami", "tą z rózgami liktorskimi" i... diabli wiedzą z czym jeszcze. Drodzy Państwo, oto przed Wami dorodny przykład barokowego horror vacui, strachu przed pustką. Podwale 75.

ul. Podwale 75
O tym, że jest, delikatnie mówiąc, duża (wiem, wiem, mówi się "puszysta"...), człowiek przekonuje się dopiero wtedy, gdy stanie na wąskim chodniczku koło fosy i wymaga od swojego obiektywu, by objął całą fasadę. Cóż, trzeba było dreptać za fosę. I powiem Wam, że o tej porze roku jest tam przeraźliwie zimno.

Fasada nie krzyczy kolorami, ruchliwy chodnik i hałaśliwa ulica zniechęcają do zatrzymywania się i przyglądania zdobieniom. Cała ta... misterna serweta (moje pierwsze skojarzenie - serweta z grubej koronki okrywająca cały budynek) może czuć się niedoceniana - uwagę przechodniów przyciąga głównie parter.

ul. Podwale 75

Panna w serwecie powstała w 1900 roku (jak sama bezwstydnie się chwali). Wcześniej w tym miejscu znajdowała się klinika położnicza i... cmentarze. Wprawdzie nieczynne od dłuższego czasu, ale jednak... upiorne miejsce. Ta klinika położnicza, brrr.

Kamienica została wzniesiona na zlecenie dwóch panów: Leona Rittera i Moritza Kirsteina, a zaprojektowali ją Hermann Benedickt i Wilhelm Heller (kto ciekaw projektów, niech zajrzy t u t a j). Warto dodać, że imponująca fasada szła w parze z luksusowym wnętrzem. Tak właśnie, było na bogato. Pod względem rozmiaru i standardu tutejsze mieszkania były w czołówce kamienic Breslau. Teraz najlepsze: pierwotnie na każdym piętrze znajdowały się po dwa mieszkania o powierzchni ok. 375 m kw.! To dla mnie nie do ogarnięcia. Dosłownie i w przenośni. No bo jak to - niektórzy mieszkali w suterenach, po kilka osób w ciasnym pokoju, bez wygód, łazienki, czegokolwiek, a tutaj... tutaj było chyba można jeździć na rowerze. I się zgubić. Jednak z drugiej strony... w takim mieszkaniu nigdy bym nie wiedziała, gdzie aktualnie jest mój kot. A to niedopuszczalne. 

Fasada jest symetryczna, na dole środkową oś podkreśla wejście, a na dachu - przepiękny hełm. Ponoć ma latarnię, tak w którymś z mądrych źródeł wyczytałam [dopisek z 7 grudnia: OK, latarnię ma, ale nie w sensie że taką świecącą :P, tylko wieżyczkę/gloriettę. Za objaśnienie dziękuję Janowi Jerzmańskiemu]. Jak już podkreślałam, kamienica jest obficie udekorowana - eklektyzm romantyczny z nutką secesji. Starring (gwiazdują, czyli): atlanty i kariatydy formujące dwie triady przy wejściu do budynku. A wejście... och, drodzy Państwo, czysta rozpusta ;)! Mam na dysku prawdopodobnie kilkadziesiąt ujęć każdego detalu tej kutej kraty i z trudem ograniczę się do pokazania Wam "jedynie" kilku.

ul. Podwale 75
Kamienica ma 5 kondygnacji, budynek frontowy i trzy skrzydła, które tworzą dziedziniec. Dziedziniec jest dość... pustynny. Może skrywa jakieś tajemnice i uroki, ale nie zdążyłam ich znaleźć - ewakuowałam się w pośpiechu na widok jakiegoś mętnego jegomościa (bynajmniej nie portiera), który najwyraźniej miał ochotę powiedzieć coś w stylu "a czego fotografuje, niech nie fotografuje, bo milicję zawołam".

Zapraszam na wycieczkę - od zdobienia, do zdobienia... Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam. Zdjęcia robiłam o różnych porach roku, choć większość jest jesienna. Niech Was nie zmyli to kwiecie przy wejściu. Zima idzie. 

[GALERIA]

ul. Podwale 75


Wszystkie mądre informacje na temat tej kamienicy wyszperałam w następujących publikacjach:
Architektura Wrocławia. t.1 Dom, pod red. J. Rozpędowskiego, Wydawnictwo "Werk", Wrocław 1995.

Cmentarze dawnego Wrocławia, Marek Burak, Halina Okólska, Wydawnictwo Muzeum Architektury we Wrocławiu, Wrocław 2007.

Encyklopedia Wrocławia, pod red. Jana Harasimowicza, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006

Leksykon architektury Wrocławia, red. R. Eysymontt, J. Ilkosz, A. Tomaszewicz, J. Urbanik, Wydawnictwo Via Nova, Wrocław 2011.
 
Czytaj dalej
1.12.2014
Zapoluj na lwa - konkurs


Dziś, drodzy kamienicofile ;), mam dla Was konkurs. Zapolujcie na lwy! Oczywiście celujemy obiektywami, a strzelamy lampą. Do wygrania karty prezentowe Empiku. Ale po kolei.
 


apartament Fredro, fot. LeoApart
Jakiś czas temu skontaktowała się ze mną firma LeoApart i zaproponowała, by coś fajnego razem przygotować. LeoApart to wrocławska firma oferująca apartamenty w systemie hotelowym, w ich bazie jest prawie 50 mieszkań, wszystkie w centrum miasta. Oczywiście są i w kamienicach, a jakże. Oferta jest na tyle różnorodna, że znajdą coś dla siebie i rodziny z dziećmi, i grupki przyjaciół, i miłośnicy luksusu. Apartamenty to świetne rozwiązanie dla osób, które chcą pozwiedzać miasto i poczuć się odrobinę jak jego mieszkańcy. Sama często korzystam z takiej opcji, bo nie przepadam za anonimowymi termitierami hoteli. Lubię mieć wrażenie, że "mieszkam". LeoApart mają swoje apartamenty w tak dogodnych komunikacyjnie, a jednocześnie urokliwych punktach miasta, że pozostaje mi tylko żałować, że nie jestem turystką ;). 


LeoApart
Mając do dyspozycji tak fotogeniczne miasto jak Wrocław... po prostu nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności zorganizowania konkursu fotograficznego. Temat podsunęła nam nazwa firmy – LeoApart. Lew jako symbol ma wiele znaczeń – siła, odwaga, majestat, dostojeństwo, wojowniczość, dzikość... Ile lwów spogląda na Was codziennie z fasad kamienic? Przyjrzyjcie się uważnie. Jest ich więcej niż podejrzewałam. Niektóre groźne, inne już złagodniały (zwykle pod wpływem warunków atmosferycznych, które, co tu dużo mówić, potrafią stępić kły...). Czasami to samotnicy, innym razem z jednej fasady szczerzy się kilka paszcz. Znajdźcie je, uwiecznijcie na zdjęciach i przyślijcie do mnie. Trzy najciekawsze zdjęcia firma LeoApart nagrodzi kartami prezentowymi Empiku o wartości 100 zł.




Z a p o l u j  n a  l w a
konkurs fotograficzny dla amatorów i profesjonalistów


Co  t r z e b a  z r o b i ć ?
Wśród zdobień wielu z wrocławskich kamienic czają się lwy. Zapoluj na najpiękniejszego i najdumniejszego, jakiego uda ci się znaleźć i uwiecznij go na zdjęciu. Prześlij fotografię na adres wroclawskie.kamienice@gazeta.pl i weź udział w konkursie organizowanym przez firmę LeoApart na blogu Wrocławskie Kamienice. 
Autorów prac zakwalifikowanych do konkursu (wymogi poniżej, w punkcie „Fotografie”)  LeoApart zaprosi na wernisaż i wspólne podziwianie zdjęć. Podczas wernisażu jury (wybrane przez organizatora) wskaże 3 najlepsze i najciekawsze prace, których autorzy otrzymają karty prezentowe Empiku o wartości 100 zł. Wszystkie zdjęcia zgłoszone i zakwalifikowane do konkursu można będzie zobaczyć w folderze „Zapoluj na lwa” na profilu Facebookowym firmy LeoApart. Zachęcam do lajkowania i komentowania – jury będzie pilnie śledzić popularność zdjęć i może wziąć pod uwagę vox populi.

J a k  t o  z r o b i ć ?
Każda osoba może przesłać maksymalnie 3 fotografie. Zdjęcia mogą być cyfrowe lub analogowe, ale jeśli zdjęcia będą analogowe, wówczas oczywiście autor będzie musiał je zeskanować. Nie stosujcie fotomontaży, zwykła obróbka zdjęć jest dopuszczalna (jasność, kontrast, itp.). Fotografie powinny być zapisane w formacie JPG lub TIFF, o rozdzielczości minimum 200 dpi i 10 mpix. Chcemy je później wydrukować i podziwiać, więc to wymóg konieczny. Nie, nie powiększamy zdjęć w Paincie ;). Do konkursu można zgłaszać jedynie prace, które nie były wykorzystywane i zgłaszane w innych konkursach oraz nie były dotychczas publikowane. Fotografie powinny być opisane według wzorca: imię_nazwisko_tytułfotografii.
Razem ze zdjęciami w mailu uczestnik musi podać swoje imię i nazwisko, telefon kontaktowy, miejsce wykonania fotografii oraz oświadczenie, iż jest autorem prac i posiada do nich pełne prawa majątkowe. Nadesłanie fotografii na konkurs jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie przez organizatora danych osobowych uczestnika na potrzeby realizacji konkursu (ustawa o ochronie danych osobowych z dn.29.08.1997 r. Dz.U. Nr 133 poz.833 z póz. zm.) oraz na potrzeby promocji konkursu.
Już tylko pro forma wspomnę, że zdjęcia powinny przedstawiać lwy zdobiące wrocławskie kamienice. Lew musi być detalem architektonicznym, nie będą uznawane fotografie plakatów, zdjęć, rysunków, logo. 
 
... i  d o  k i e d y ?
Start konkursu: 1 grudnia
Termin nadsyłania prac: 15 grudnia
Wernisaż i wręczenie nagród: 19 grudnia w restauracji „Vincent”


Cały regulamin znajdziecie TUTAJ. Zachęcam Was, zaczajcie się na lwy i na nagrody. Karty do Empiku czekają :).

gdzieś na Nadodrzu...

Czytaj dalej