1.10.2016
Blog Forum Gdańsk 2016

Jadąc tam czułam się jak romansująca mężatka. Bo przecież Wrocław taki mój, od zawsze, na zawsze. A jednak często wracam myślami do Trójmiasta! Sopot to cudowne wille i molo, Gdynia - plaża w Orłowie i wspomnienia z dzieciństwa. A Gdańsk? Gdańsk jest po prostu magiczny. I mówię to ja, Wrocofilka.  
W o k ó ł  t e m a t u
W tym roku motywem przewodnim konferencji było pytanie „Czy blogerzy zmieniają świat na lepsze?”. W prelekcjach i panelach przewijało się raczej nieśmiało, choć każda z występujących osób miała "potencjał", by do tematu nawiązać odważniej... Ba, pewnie była niejedna okazja, by publiczność - a więc również i ja - pobawiła się w moderatora. Jednak z prelegentami pokroju Mariusza Szczygła jest taki "problem", że mogłabym słuchać godzinami. Na każdy temat, nomen omen. 

Oprócz postaci pokroju wspomnianego mistrza, miałam okazję podziwiać stosunkowo młode stażem gwiazdy internetów. Niecierpliwie czekałam na panel z udziałem Uli Łupińskiej, czyli Pani Korektor. Nie rozczarowałam się. Moja ulubiona orędowniczka poprawności językowej, zadeklarowana kociara, a do tego drobny złośliwiec ;) - na żywo wypada jeszcze sympatyczniej niż w wersji blogowej. 
S r e b r n e  l i s y  b l o g o s f e r y
Spodobał mi się również pomysł zaproszenia blogerów-seniorów. Rekacje publiczności - pozytywne, ale jednak duże zaskoczenie - utwierdziły mnie w przekonaniu, że jeszcze sporo pracy i czasu przed nami, by stwierdzenia pokroju "moja babcia lubi gry komputerowe", "mój dziadek jest blogerem" przestały brzmieć tak orientalnie, jak jest jeszcze w tej chwili. Dzięki temu, że miałam kiedyś przyjemność współtworzyć pismo dla osób 65+, zdążyłam się z tematem oswoić na tyle, by nie reagować nerwowymi heheszkami. Nasze społeczeństwo się starzeje, chyba pora wziąć na klatę to, że emerytura może być doskonałym czasem na próbowanie nowości, na rozwój, na szukanie nowych pasji. Innymi słowy: nie zakładajmy dziadkom beretów. 

Na pierwsze moje BFG przyjechałam w dniu konferencji. Na kolejnym, ubiegłorocznym, byłam już dwa dni wcześniej. W tym roku dałam sobie tydzień na zachwycanie się miastem. Jeśli dostanę zaproszenie na kolejną edycję, pojadę dwa tygodnie wcześniej. Uroczyście przysięgam!

Materiały z konferencji można obejrzeć [tutaj]. 


Czytaj dalej
5.09.2016
Kamienice na papierze

Aparaty cyfrowe odebrały trochę magii fotografowaniu. Pamiętam emocje związane z oddawaniem kliszy do wywołania, wyczekiwanie na odbitki i najważniejsze pytanie „jak wyszły”. Teraz każde zdjęcie mogę przed wywołaniem dokładnie obejrzeć, przeprowadzić selekcję i wybrać te, które chcę mieć na papierze, a które po prostu skasuję. Niestety, ten tryb pracy niepostrzeżenie doprowadził do tego, że zdjęcia – zamiast w albumach, pod ręką – siedzą na dysku i… chyba trochę rzadziej je przeglądam. 

Z a w o  d n a  e l e k t r o n i k a
Czasami dostaję od Was maile z pytaniem, czy moje zdjęcia są dostępne w formie odbitek czy plakatów, albo czy mogę udostępnić Wam pliki w wyższej rozdzielczości. Znaczna część kadrów z „początków kamienicowania” niestety przepadła, razem z dyskiem, na którym je gromadziłam. Od czasów tej pamiętnej katastrofy zaczęłam robić dodatkowe kopie, ale… kto mi zagwarantuje, że dysk zewnętrzny też pewnego dnia nie ulegnie awarii?

Zatem – powrót do przeszłości, ale w odświeżonej wersji: zamiast tradycyjnego albumu – fotoksiążka.

Ł a t w e  p r o j e k t o w a n i e
Firma, która wykonała moją fotoksiążkę, udostępnia do pobrania specjalną aplikację, dzięki której sami możemy zaprojektować nasze „wydawnictwo”. Korzystałam z wersji Saal Design 4.0. Nie wiem, czy tak samo wygląda to w przypadku innych firm, ale aplikacja jest niezwykle intuicyjna. Możemy wybierać z gotowych szablonów, możemy je modyfikować, możemy też stworzyć coś całkowicie autorskiego. 
Aplikacja będzie nas cały czas pilnować – informować o jakości wstawianego zdjęcia, a także wyświetlać linie, dzięki którym możemy umieszczać fotografie na konkretnej wysokości. Projekt w każdej chwili można zapisać, by wrócić do niego za jakiś czas. Oprócz wskazówek technicznych przy projektowaniu układu, fajną funkcją aplikacji jest to, że automatycznie podlicza nam koszt naszego projektu – a ten zmienia się w zależności od np. wybranego papieru czy okładki. Miłym dodatkiem jest też opcja czat-pomocy. Nie musiałam z niej wprawdzie korzystać – jak wspominałam, aplikacja praktycznie prowadzi nas za rękę – ale może komuś się przyda.
N a  w y c i ą g n i ę c i e  r ę k i
Fotoksiążka dotarła do mnie opakowana w folię bąbelkową i w sztywną, kartonową kopertę. Okładka w żaden sposób nie ucierpiała w transporcie (a z racji, że wybrałam wersję błyszczącą, trochę obawiałam się zarysowań na powierzchni). 
Przyznam, że zobaczenie swoich zdjęć wydrukowanych na dobrej jakości papierze, w pięknych, nasyconych kolorach i w ustalonym przez siebie układzie sprawia przyjemność :). Jest ten efekt "odświętnego wow". Fotoksiążka przyciąga uwagę osób, które mnie odwiedzają -jest namiętnie kartkowana praktycznie każdego dnia. Ba, sama również po nią sięgam z przyjemnością. Myślę, że zdecyduję się na uwiecznianie moich ulubionych fotografii w tej właśnie formie. Elektronika elektroniką, ale... Czuję się dziwnie spokojniej, kiedy mam coś na papierze ;). 

Projektujecie swoje fotoksiążki? Jeśli tak, to czy drukujecie je dla siebie, a może wręczacie komuś w prezencie? 


Czytaj dalej
28.07.2016
BFG 2016 - Gdańsku, nadchodzę!


S ą  w y n i k i, b ę d z i e  G d a ń s k
Przyznam, że tak nastawiałam się na ponowne odwiedziny w tym mieście i uczestnictwo w konferencji, że właściwie prawie zapomniałam o tym "drobiazgu", jakim jest rejestracja... 

Teraz niecierpliwie czekam na program. Szkoda że nie jest on znany wcześniej (teoretycznie chyba tak powinno być - chcę jechać na konferencję, bo interesują mnie prelekcje), ale wierzę, że i tym razem organizatorzy staną na wysokości zadania. W ubiegłym roku się nie rozczarowałam. A prelekcję prof. Bralczyka oglądałam później jeszcze kilkakrotnie na YT ;)). 

G d z i e   n o c o w a ć   w   G d a ń s k u  
Zaczynam wielkie poszukiwania noclegu. Chciałabym pobyć w Gdańsku dłużej, nacieszyć się tym miastem. A bez przyzwoitej "bazy wypadowej" - będzie trudno. Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki. Może znacie jakieś fajne miejsce z klimatem? Może nawet w kamienicy ;)? Chętnie przetestuję. 


Czytaj dalej
13.07.2016
Stylowe grzanie


Jako że formalnie mamy już lato, to dzisiejsza galeria również będzie w gorących klimatach. A właściwie - będzie o ogrzewaniu.


P o l s k i e   C a r c a s o n n e
W ubiegłym roku odwiedziłam ze znajomymi Paczków. "Polskie Carcasonne" zainteresowało mnie bardziej niż się tego spodziewałam i to nie tylko ze względu na zaglądające do okien zabytkowe baszty. W Paczkowie jest kawałek Breslau! I to dosłownie. Miejscowe Muzeum Gazownictwa ma w swoich zbiorach liczne eksponaty przywiezione z powojennego Wrocławia. Klimat jest niesamowity.  
Oprócz samych gazomierzy (których jest w muzeum około 600) znajduje się tu także kolekcja lamp i kinkietów, urządzeń przemysłowych i sprzętów domowych. Można tu również podziwiać całe aranżacje, np. kuchnię czy łazienkę. Na ścianach wiszą dokumenty - plany gazowni, rysunki pieców. Są też stare reklamy zachęcające do użytkowania urządzeń gazowych i gazu w ogóle (pamiętajcie, "Gaz - to jedyne kulturalne paliwo" ;)).

                                                               P r a w i e   j a k   B i g   B r o t  h e r
Ekspozycja zajmuje kilka budynków, jest dużo do oglądania. To niesamowite, a jednocześnie trochę straszne - układanka przedmiotów, które kiedyś stanowiły część różnych domostw, a teraz są wystawione na widok publiczny, ułożone w scenkę rodzajową ku uciesze gawiedzi. I - jako owa gawiedź - przyznaję: ucieszona byłam, oj byłam. Choć po powrocie do domu widok mojego "pospolitego" kaloryfera zabolał jak nigdy... 


Na stronie internetowej Muzeum Gazownictwa w Paczkowie znajdziecie więcej informacji na temat ekspozycji, możecie też wybrać się na wirtualne zwiedzanie (polecam budynek przypiecowni :)).





Czytaj dalej
12.07.2016
Własna pierzeja, czyli Mini Keramika


Jeśli nie macie pomysłu, co kupić np. w urodzinowym prezencie znajomemu kamienicolubowi - serdecznie polecam takie o cudeńka.

Prywatna pierzeja
Z uroczymi miniaturkami prawdziwych kamienic zetknęłam się po raz pierwszy w ubiegłym roku w Gdańsku. Były w jednym ze sklepików z pamiątkami, stały w witrynie - dokładnie naprzeciwko swoich "realnych" wzorców. Pierwsza myśl: Skandal, dlaczego Wrocław czegoś takiego nie ma?! I co zrobić, by miał ;)? Pracownicy sklepiku nie potrafili mi powiedzieć kto zajmuje się wyrobem tych śliczności. Do Wrocławia wróciłam więc ze złamanym sercem i dwiema gdańskimi miniaturkami. 

Temat powrócił podczas tegorocznego Jarmarku Świętojańskiego. Miniatury wrocławskich kamienic stały w jednej z budek i robiły furorę wśród turystów z Azji. Tym razem miałam więcej szczęścia - pani pracująca przy tym stoisku poinformowała mnie, że wyrobem miniaturek zajmuje się litewska Mini Keramika [klik!].

Na miejscu dostępne były dwa modele. Trzeci, dzięki uprzejmości pracowniczki stoiska i właścicieli sklepu, dotarł do mnie pod koniec Jarmarku. Nie wiem czy Mini Keramika ma w ofercie inne wrocławskie kamieniczki, ale liczę, że moja prywatna pierzeja na półce jeszcze się powiększy... 

Czytaj dalej
10.07.2016
ul. Jagiellończyka 16

Dzielnica: Śródmieście
Osiedle: Nadodrze
Ulica: Kazimierza Jagiellończyka, dawniej: Ottostrasse

 


ul. Jagiellończyka 16
Jagiellończyka 16 ma lwa. Ma i przepastną sień (wyścigi dziecięcych rowerków można spokojnie zorganizować). Sympatycznych lokatorów też ma. I sielską atmosferę w podwórzu. A czego już nie ma? Trudno mi odgadnąć. Ściany wewnątrz budynku bezwstydnie świecą cegłami (tam, gdzie nie są akurat pokryte tradycyjną zieloną olejną). Podłoga to solidnych rozmiarów deski, mocno już "wygładzone" przez ponad sto lat użytkowania. Jednak gdzieniegdzie pojawia się coś, co przykuwa wzrok i każe się zastanawiać jak wyglądała kamienica za czasów swojej świetności.
ul. Jagiellończyka 16
Jedyne, co przychodziło mi do głowy, kiedy patrzyłam na to wszystko, to "Przykro mi". Tak zwyczajnie, po ludzku. 
PS Szukałam informacji o historii "kamienicy z lwem". Na dolny-slask.org.pl Administrator Virzzz pisze: "W pierwotnym projekcie elewacji (1888, G. Dressler) w tym miejscu miało być... okno. Ośmioosiowa kamienica w strefie parteru miała mieć 7 okien (jest 6) i proste wejście bez szczególnych zdobień". Tyle. Jeśli macie coś więcej na jej temat - piszcie, chętnie się dowiem :).

 
Czytaj dalej
9.05.2016
Zapomniane Miasto

W niedzielny wieczór, 8 maja w holu Dworca Nadodrze odbył się pierwszy z cyklu koncertów "Zapomniane Miasto". O co chodzi? W skrócie: 12 koncertów, każdy z nich w nietypowym (dla występów artystycznych) otoczeniu. Dworce, parki, kamienice, podwórza. Wszystko po to, by pozwolić muzyce wyjść z sal koncertowych i zabrzmieć w miejscach, których blask już nieco przygasł. Motywem wspólnym wszystkich występów będzie "Tierkreis" ("Znaki zodiaku") Karlheinza Stockhausena - każdy z artystów zaprezentuje jedną część tego cyklu.
W ramach inauguracji całego projektu w murach dostojnego Dworca Nadodrze wystąpił wczoraj Kajetan Galas. Trudno mi oszacować ile osób przyszło... "Bardzo dużo" to mało precyzyjne, ale bardzo odpowiednie określenie. Przekrój wiekowy i społeczny też całkiem imponujący, a więc i oczekiwania z pewnością rozmaite. A jednak dźwiękom organów Hammonda udało się tę różnorodność spoić! Koncert spotkał się z niezwykle ciepłym przyjęciem, a sam artysta dzielnie zniósł niecodzienny akompaniament w postaci np. szumu dworcowej tablicy z rozkładem jazdy.

Nie wiem czy organizatorzy spodziewali się takiej frekwencji, ale jeśli tyle samo osób ma zamiar przyjść na koncerty w kolejnych lokalizacjach, to obawiam się, że się po prostu nie pomieszczą. O ile podwórze przy ul. Traugutta (gdzie odbędzie się kolejny koncert) zniesie wiele, to klatka schodowa przy ul. Kołłątaja już nie...  Mimo tych obaw zachęcam Was do udziału w kolejnych koncertach. Dla miłośników kamienic szykuje się tam kilka wyjątkowych miejsc.

Już w następną niedzielę koncert Aleksandry Wasik w podwórzu kamienic przy ul. Traugutta 102-104, czyli tam, gdzie  mieściła się niegdyś wytwórnia wódek Carla Schirdewana. Więcej informacji [tutaj].

Wybieracie się?
Do zobaczenia :)!


Czytaj dalej
2.05.2016
Zlokalizuj kamienice, czyli: Wrocław czy nie?

Dostałam ostatnio wiadomość z nietypową prośbą. Pani Agnieszka przesłała mi dwa zdjęcia, które znalazła w rodzinnym archiwum. Co jest na zdjęciach? Właśnie tego usiłujemy dociec. Możliwe, że to Wrocław, ale może też być inne miejsce na Dolnym Śląsku.

Pani Agnieszka pisze:
"Babcia mieszkała w Bogatyni, uczyła się w Zgorzelcu, a studiowała we Wrocławiu. Te zdjęcia były w małej kopercie zaadresowanej do mojego pradziadka na adres już na Pomorzu"(...). "Nie jestem też w 100% pewna czy to Wrocław, być może zostały one tylko tam wywołane, a miejsca fotografii są gdzieś indziej... Mimo wszystko sądzę, że warto pokazać je dalej".

I co do tego nie można się nie zgodzić: takie znaleziska warto upubliczniać, przekazywać dalej. Właścicielka zdjęć jest z Gdyni, więc ze zrozumiałych względów trudno jej samej przeprowadzić "śledztwo" ;). Ale może ktoś z Was będzie kojarzył te budynki? Zdaję sobie sprawę, że w przypadku drugiego zdjęcia szanse są nikłe, ale to pierwsze może mieć więcej szczęścia. 

Z a j r z y j  d o  a l b u m ó w
Czy macie w swoich zbiorach fotografie, o których wiecie tylko tyle, że są... bardzo stare? Tak stare, że właściwie nie macie już kogo zapytać o to, co przedstawiają, co to za ludzie, jakie to miasto i dlaczego właściwie te zdjęcia są w rodzinnym albumie? 

Szukaliście tego typu informacji na własną rękę? 
Podzielcie się efektami :)


Czytaj dalej