Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tak od serca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tak od serca. Pokaż wszystkie posty
12.06.2017
Poznaniu, wyburz chlebak

Na poznańskim spotkaniu blogerów Blog Conference Poznań byłam po raz pierwszy - do tej pory bywałam we Wrocławiu i Gdańsku. Poznań zaszalał z liczbą uczestników. Ponad 1000 blogerów! I przyznam, że to było fajne, bo poznałam mnóstwo osób. Jednak zorganizowanie takiego wydarzenia to ogromne przedsiewzięcie. Dziś kilka słów podsumowania. I kilka zdjęć, bo kamienice to Poznań ma, oj ma... 


Beczka miodu

Wykładów wysłuchałam z przyjemnością. Choć niektóre uraczyły mnie oczywistymi-oczywistościami, to dla innych po prostu warto było przyjechać. Moją absolutną faworytką była prelekcja Zwierza Popkulturalnego, czyli Katarzyny Czajki o tym, że warto być przyzwoitym blogerem. Tak kompletnie niepopularny temat, nie ;)? 

Poznań

Poznań | #arachnofobiaatakuje
Wordpressowe warsztaty z Darkiem Mołodeckim i rozmowa z dziewczynami z Lh.pl natchnęły mnie, by po raz kolejny zabrać się za blogową przeprowadzkę "na swoje". I tym razem na planach się nie skończy. Dzięki wszystkim za motywację, bo podchodzę do tematu jak pies do jeża...

Urzekła mnie też autorka JaninaDaily.com. Ba, mogę powiedzieć wręcz, że "dostałam Janiną", bo zachwyt spadł na mnie dość niespodziewanie, aż mnie przygniotło ;). Wstyd się przyznać, że wcześniej nie czytałam. Nadrobiłam zaległości, teraz jestem na bieżąco. Niesamowite poczucie humoru, sami sprawdźcie. 

Poznań
Było tak ciekawie, że przemilczę fakt, iż przez pierwsze dwa wykłady stałam przy schodach uczepiona jedną ręką barierki, a drugą kuli. Pech chciał, że podczas mojej poznańskiej eskapady kicałam sobie o kulach, po dość kłopotliwym urazie stawu skokowego. Wprawdzie widziałam parę wolnych miejsc - gdzieś u góry sali. Ale nie wyobrażałam sobie slalomu między osobami siedzącymi na schodach. Bo i tych nie brakowało. I tu już przechodzę do kwestii typowo organizacyjnych. 


Łyżka dziegciu

Międzynarodowe Targi Poznańskie to prawie jak państwo w państwie. Wzruszające były te hand made napisy i strzałki zrobione kredą na chodniku. Poważnie, nie śmieszkuję. Gdyby nie one, to pewnie bym zawróciła. MTP jest ogromne. A posucha informacyjna zniechęca do poszukiwań. Nawet bardziej niż kontuzja kostki.

Poznań
Na miejscu również skąpo z informacjami. Stoję w kolejce, by dowiedzieć się, że mojego identyfikatora nie ma. "Ale jak mi zależy, to mogę przyjść później, pewnie się znajdzie". Bardzo zachęcające. Pal licho identyfikator, ale brak wydrukowanych programów to już większa przykrość. Ci z sokolim wzrokiem mieli program na małych wyświetlaczach nad wejściami. Reszta, na szczęście, miała smartfony. 

Ostatnim "przewinieniem", jakiego się dopatrzyłam, jest absolutna dyskryminacja wegetarian w tamtejszym barze. Do wyboru mięcho, mięcho i ryba, a jeśli nie łaska - możesz sobie zjeść garść kopytek i surówkę. O trawożercach zapomniano również podczas niedzielnego śniadania. Cóż, ostatnie, co bym pomyślała o Poznaniu to to, że przymrę tam głodem (trust me, mam rodzinę w Poznańskiem ;)), jednak wspomniane już przestrzenie MTP skutecznie zniechęciły mnie do wyskoczenia do miasta na lunch. Zanim bym wyszła z MTP, to by było po przerwie...

Poznań
I to by było tyle. Choć nie, jeszcze coś:

Poznaniu, proszę, wyburz "chlebak". To czyste zło jest. Pod każdym możliwym względem. 



Czytaj dalej
6.04.2017
Poznam Poznań - wiaruchna czeka!

Pod koniec maja wyruszam na Blog Conference Poznań. To będzie mój debiut na tej konferencji. Skusił mnie już sam opis wydarzenia - prelekcje, panele dyskusyjne, no i warsztaty. Później poczytałam opinie tych, którzy byli&widzieli... I wyszło, że naprawdę warto. 


A skoro już wybieram się do stolicy Wielkopolski, to grzechem by było nie przyjechać trochę wcześniej. Poznańska secesja się sama nie obfotografuje. Na co poświęcić wolne popołudnie przed konferencją? Wiem już, że Wilda i że koniecznie Jeżyce. Wiem też, że ze zdjęć, które tam zrobię, powstanie wysoce nieprzyzwoity folder na moim dysku. Podejrzewam, że wyjadę ze złamanym sercem. Bo Wrocław mój aż tak secesją nie epatuje... 

Wiaruchna czeka!
























Kto się wybiera na Blog Conference Poznań? Może jakaś wcześniejsza blogerska integracja połączona ze zwiedzaniem miasta :)?

PS. A tak z innej beczki. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy zaalarmowali mnie we wtorek, że ktoś włamał się na Instagrama Wrocławskich Kamienic. Na szczęście udało mi się go odzyskać. Po tym, jak straciłam konto w lutym... nie wiem czy miałabym ochotę zaczynać po raz trzeci. Biorąc pod uwagę to, że tego samego dnia o nieudanych próbach logowania się na mój profil poinformował mnie Twitter "kamieniczny" i prywatny, to wszystko człowiekowi opada. Ręce, zapał, cukier we krwi. 



Czytaj dalej
16.03.2017
Potencjał drzemiący w murach


W tegorocznej edycji konkursu Muratora Remont Roku 2016, w kategorii Wnętrza zwyciężył projekt przebudowy mieszkania w jednej z wrocławskich kamienic. Ile sił, czasu i nakładów wymaga taki remont? O tym miałam przyjemność porozmawiać z autorem projektu, architektem Wojciechem Drajewiczem z jeleniogórskiego studia ArCADa


Ewelina Kodzis: Czy budynek, w którym znajduje się mieszkanie, jest wpisany do rejestru zabytków?

Wojciech Drajewicz: Nie, nie jest w rejestrze, ale znajduje się w strefie ochrony konserwatorskiej. To jednak nie wpłynęło w żaden sposób na proces remontu. Konserwator nie ingeruje w to, jak przebiegają prace w mieszkaniu, jeśli jego wnętrze nie jest chronione. W tym przypadku ochronie podlegała elewacja kamienicy, a to nas bezpośrednio nie dotyczyło. 

- W jakim stanie jest kamienica?

- Początkowo zniechęciła nas jej klatka schodowa – jest mocno zaniedbana. Jednak to ma szansę się zmienić. Pojawił się już domofon, brama jest zamykana, trzeba teraz wyremontować schody i położyć nowe tynki. Od strony podwórka można budynek zaizolować. Od strony ulicy fasada pokryta jest cegłą, którą trzeba będzie wyczyścić. To prace do wykonania w perspektywie kilku lat.


zwycięski projekt / fot. Piotr Mastalerz, Murator

- A samo mieszkanie?

- Małżeństwo, które zamieszkiwało ten lokal, zdecydowało się przenieść do mniejszego mieszkania. To ma ponad 100 m kw. i czuli, że jest dla nich po prostu za duże. Rozkład pomieszczeń nie był oryginalny, podczas wcześniejszych remontów zmieniono układ ścian działowych. Poprzedni właściciele przenieśli kuchnię i łazienkę w inne miejsce, utworzyli dość duży salon, a pozostałe – średniej wielkości – pokoje były w amfiladzie. Nie był to komfortowy układ funkcjonalny. Z oryginalnego wyposażenia mieszkania zachował się stary piec z interesującymi kaflami.  Rozebraliśmy go, ale zostawiliśmy kafle. Być może nowi lokatorzy pokuszą się kiedyś o zbudowanie repliki. Na sufitach były oryginalne stiuki, plafony, ale wszystkie w kiepskim stanie. Specjaliści oferowali, że mogą zrobić odciski i odtworzyć brakujące elementy, jednak  przez wielokrotne malowanie sztukaterie zatraciły swój rysunek, wyrazistość. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że wykonamy nowe, oczywiście gipsowe, pasujące do tego wnętrza, dość bogato zdobione. W całym mieszkaniu były stare, częściowo niesprawne instalacje. Nieliczne drewniane drzwi pokrywała farba olejna. Piękne podłogi ukrywały się pod kilkoma warstwami dywanów.


Tak było... / fot. Wojciech Drajewicz

- Co zdecydowało o zakupie tego konkretnego lokalu?

- Mieszkanie miało wspaniałą atmosferę, doskonałą lokalizację, wysokie wnętrza... Inwestorzy  od dawna szukali za moim pośrednictwem mieszkania we Wrocławiu. Biuro nieruchomości podsyłało mi kolejne adresy,  w sumie odwiedziłem kilkanaście miejsc. Za każdym razem robiłem zdjęcia i pomiary, by po powrocie do biura przeanalizować wszystkie dane i móc zaproponować inwestorom najdogodniejsze dla nich rozwiązania możliwe do zastosowania w danym mieszkaniu. Projekt tego konkretnego lokalu bardzo im się spodobał.

- Zakupy na rynku wtórnym, zwłaszcza w przypadku mieszkania w kamienicy, to trochę jak kupno kota w worku… Na pierwszy rzut oka nie stwierdzimy w jakim stanie są tynki, podłogi, instalacje. Na co „zwykły śmiertelnik” musi zwrócić uwagę podczas takich oględzin?

- To wszystko jest kwestią potrzeb i preferencji. Moi inwestorzy są w dobrej sytuacji finansowej, dlatego to nie stan mieszkania, a jego potencjał był podstawowym kryterium wyboru. Liczyło się to, co da się z niego wydobyć, by komfortowo mieszkać. Jednak jeśli chodzi o ocenę stanu mieszkania - „zwykły śmiertelnik” nie będzie wiedział, na co patrzeć. Nie warto podejmować takiego ryzyka, lepiej polegać na opinii kogoś doświadczonego. Porady architektów kosztują, ale warto z nich skorzystać, gdyż mieszkanie to inwestycja na dłużej. Dobrze jest wszystko przemyśleć, poznać słabe i mocne strony lokalu, a z pomocą specjalisty – wykorzystać potencjał drzemiący w murach.

- Mając odpowiednie fundusze, nie trzeba się obawiać kosztownego i skomplikowanego remontu. Ale czy kamieniczne mieszkanie może kryć w sobie „niespodzianki”, które będą nie do przeskoczenia?

- Pracuję w zawodzie ponad 30 lat, więc ocena stanu tego mieszkania nie przysporzyła mi problemów. Ale pewnie takie „niespodzianki” istnieją… Budowlaniec lub architekt z doświadczeniem z pewnością zwróci na nie uwagę. 

zwycięski projekt / fot. Piotr Mastalerz, Murator

- Co wymagało najwięcej pracy? W mieszkaniu, o którym pisałam wcześniej, najbardziej wymagająca okazała się podłoga.

- Potwierdzam, podłoga to był prawdziwy horror. Chcieliśmy za wszelką cenę ją zachować – to piękne, naturalne, stare drewno. Ale, jak wspomniałem, podział pomieszczeń musiał zostać zmieniony, a więc i podłogę należało położyć na nowo. Braki udało nam się uzupełnić dzięki brusom, z których zbudowana była jedna ze ścian działowych. Postanowiliśmy również, że nie będziemy cyklinować desek, tylko je odwrócimy. Wcześniej deski ułożone były na szlace, którą zastąpiliśmy keramzytem. W samym salonie podłogę kładliśmy przez dwa tygodnie. Jednak po ukończeniu prac efekt zrekompensował wszystko.
Deski oryginalnie były bez pióra i wpustu – i tak też je ułożyliśmy. Nie są związane ze sobą, a wypełnienie z keramzytu i wełny mineralnej nie stanowi dla nich oparcia, dlatego drewno cały czas pracuje. Planujemy wypełnić przestrzeń między warstwą a deskami pianką montażową.

- Jak długo trwał remont?

- Prace zaczęliśmy w lipcu, a skończyliśmy pod koniec stycznia, czyli 7 miesięcy. To długo, ale trzeba podkreślić, że mieszkanie przeszło kompletną przemianę – łącznie z układem ścian działowych czy instalacjami. Odkryliśmy też prawdziwą perełkę, piękne sklepienie w obecnej sypialni (wcześniejszej kuchni i łazience), dotychczas zasłonięte płytami gipsowymi. Wyeksponowaliśmy cegły, pokazaliśmy łuki po starych otworach drzwiowych.

Wręczenie nagród - Remont Roku 2016, kategoria Wnętrza / fot. Przemysław Szyszka/SE/East News

- Czy remont przebiegał typowo, bez niespodzianek?

- Nic mnie nie zaskoczyło w trakcie przebiegu prac, ale to prawdopodobnie zasługa mojego doświadczenia. Mieszkam i pracuję w regionie, w którym jest dużo starych domów. Inwestorzy podejmują się ich remontu, by organizować tam później np. gospodarstwa agroturystyczne. Ten remont nie był problematyczny. Owszem, pojawiły się pewne komplikacje podczas wykonywania instalacji, gdyż przenieśliśmy łazienki w zupełnie inne niż dotychczas miejsca, jednak ostatecznie wszystkie nasze plany udało się zrealizować.


- Podłoga położona na nowo, nowe okna, nowe stiuki, nowe instalacje, nowe ściany… Remont i wyposażenie takiego mieszkania to chyba koszt wyższy lub zbliżony do ceny zakupu samego lokalu?

- To prawda, jednak mieszkanie rekompensuje to swoją powierzchnią, oryginalnymi elementami i wspaniałym położeniem. W coś takiego po prostu warto zainwestować. W tej chwili jest tam duży salon (ok. 45 m kw.) z aneksem kuchennym (ok. 14 m. kw.), dwie sypialnie, dwie łazienki i korytarz. Nowi właściciele chcieli urządzić wszystko w stylu vintage, połączyć klasykę z nowoczesnością. Mieli dokładnie sprecyzowane oczekiwania i plany. Efekty mówią same za siebie - niedawno odwiedziła ich poprzednia lokatorka. Nie mogła uwierzyć, że to to samo mieszkanie…


_________________________________________

Remont Roku 2016 / fot. Przemysław Szyszka/SE/East News
Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis zachęci Was do dzielenia się efektami prac remontowych w kamienicach. Tych najodważniejszych zapraszam do wzięcia udziału w kolejnej edycji konkursu Remont Roku. Więcej informacji o konkursie już niebawem na tej stronie. Pełną relację z tegorocznej gali oraz uzasadnienia wyborów jury można znaleźć tutaj.



Czytaj dalej
9.03.2017
Agnes z Rosenstraße

Porządkując stare pliki natrafiłam na wywiad, który miałam kiedyś przyjemność przeprowadzić z rodowitą Wrocławianką. Materiał zmontował mój przyjaciel, Jakub Wilk. Pani pozostanie anonimowa (pod takim warunkiem zgodziła się na wykorzystanie tego materiału), ale na potrzeby narracji nazwijmy ją Agnes ;). Cała moja rozmowa z nią, bogato ilustrowana rodzinnymi zdjęciami, trwała kilka godzin, ale przyznam, że mogłabym jej słuchać znacznie dłużej. 





Check this out on Chirbit
Czytaj dalej
28.07.2016
BFG 2016 - Gdańsku, nadchodzę!


S ą  w y n i k i, b ę d z i e  G d a ń s k
Przyznam, że tak nastawiałam się na ponowne odwiedziny w tym mieście i uczestnictwo w konferencji, że właściwie prawie zapomniałam o tym "drobiazgu", jakim jest rejestracja... 

Teraz niecierpliwie czekam na program. Szkoda że nie jest on znany wcześniej (teoretycznie chyba tak powinno być - chcę jechać na konferencję, bo interesują mnie prelekcje), ale wierzę, że i tym razem organizatorzy staną na wysokości zadania. W ubiegłym roku się nie rozczarowałam. A prelekcję prof. Bralczyka oglądałam później jeszcze kilkakrotnie na YT ;)). 

G d z i e   n o c o w a ć   w   G d a ń s k u  
Zaczynam wielkie poszukiwania noclegu. Chciałabym pobyć w Gdańsku dłużej, nacieszyć się tym miastem. A bez przyzwoitej "bazy wypadowej" - będzie trudno. Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki. Może znacie jakieś fajne miejsce z klimatem? Może nawet w kamienicy ;)? Chętnie przetestuję. 


Czytaj dalej
12.07.2016
Własna pierzeja, czyli Mini Keramika


Jeśli nie macie pomysłu, co kupić np. w urodzinowym prezencie znajomemu kamienicolubowi - serdecznie polecam takie o cudeńka.

Prywatna pierzeja
Z uroczymi miniaturkami prawdziwych kamienic zetknęłam się po raz pierwszy w ubiegłym roku w Gdańsku. Były w jednym ze sklepików z pamiątkami, stały w witrynie - dokładnie naprzeciwko swoich "realnych" wzorców. Pierwsza myśl: Skandal, dlaczego Wrocław czegoś takiego nie ma?! I co zrobić, by miał ;)? Pracownicy sklepiku nie potrafili mi powiedzieć kto zajmuje się wyrobem tych śliczności. Do Wrocławia wróciłam więc ze złamanym sercem i dwiema gdańskimi miniaturkami. 

Temat powrócił podczas tegorocznego Jarmarku Świętojańskiego. Miniatury wrocławskich kamienic stały w jednej z budek i robiły furorę wśród turystów z Azji. Tym razem miałam więcej szczęścia - pani pracująca przy tym stoisku poinformowała mnie, że wyrobem miniaturek zajmuje się litewska Mini Keramika [klik!].

Na miejscu dostępne były dwa modele. Trzeci, dzięki uprzejmości pracowniczki stoiska i właścicieli sklepu, dotarł do mnie pod koniec Jarmarku. Nie wiem czy Mini Keramika ma w ofercie inne wrocławskie kamieniczki, ale liczę, że moja prywatna pierzeja na półce jeszcze się powiększy... 

Czytaj dalej
9.05.2016
Zapomniane Miasto

W niedzielny wieczór, 8 maja w holu Dworca Nadodrze odbył się pierwszy z cyklu koncertów "Zapomniane Miasto". O co chodzi? W skrócie: 12 koncertów, każdy z nich w nietypowym (dla występów artystycznych) otoczeniu. Dworce, parki, kamienice, podwórza. Wszystko po to, by pozwolić muzyce wyjść z sal koncertowych i zabrzmieć w miejscach, których blask już nieco przygasł. Motywem wspólnym wszystkich występów będzie "Tierkreis" ("Znaki zodiaku") Karlheinza Stockhausena - każdy z artystów zaprezentuje jedną część tego cyklu.
W ramach inauguracji całego projektu w murach dostojnego Dworca Nadodrze wystąpił wczoraj Kajetan Galas. Trudno mi oszacować ile osób przyszło... "Bardzo dużo" to mało precyzyjne, ale bardzo odpowiednie określenie. Przekrój wiekowy i społeczny też całkiem imponujący, a więc i oczekiwania z pewnością rozmaite. A jednak dźwiękom organów Hammonda udało się tę różnorodność spoić! Koncert spotkał się z niezwykle ciepłym przyjęciem, a sam artysta dzielnie zniósł niecodzienny akompaniament w postaci np. szumu dworcowej tablicy z rozkładem jazdy.

Nie wiem czy organizatorzy spodziewali się takiej frekwencji, ale jeśli tyle samo osób ma zamiar przyjść na koncerty w kolejnych lokalizacjach, to obawiam się, że się po prostu nie pomieszczą. O ile podwórze przy ul. Traugutta (gdzie odbędzie się kolejny koncert) zniesie wiele, to klatka schodowa przy ul. Kołłątaja już nie...  Mimo tych obaw zachęcam Was do udziału w kolejnych koncertach. Dla miłośników kamienic szykuje się tam kilka wyjątkowych miejsc.

Już w następną niedzielę koncert Aleksandry Wasik w podwórzu kamienic przy ul. Traugutta 102-104, czyli tam, gdzie  mieściła się niegdyś wytwórnia wódek Carla Schirdewana. Więcej informacji [tutaj].

Wybieracie się?
Do zobaczenia :)!


Czytaj dalej
14.09.2015
Spacerownik Wrocławski 2

Drugą część Spacerownika sprezentowała mi Agora. Do zrecenzowania, oczywiście. Ponoć pisać umiem, a nawet i lubię, jednak perspektywa recenzowania publikacji Beaty Maciejewskiej aktywuje prokrastynację powodowaną lekkim zakłopotaniem. Bo kimże ja jestem, żeby... ;)?


e-Sapcerownik?

Przezwyciężając dziewiczy rumieniec założyłam, że jestem turystą, zwiedzaczem, miastolubem, odbiorcą tej publikacji. I przetestowałam Spacerownik w praktyce, po prostu ruszyłam w trasę z książką w ręku. I tutaj pierwsza myśl – może warto przygotować wydanie elektroniczne? Nie mówię oczywiście o zrezygnowaniu z wersji papierowej, jednak często podczas mojej wycieczki... brakowało mi rąk do trzymania książki i żałowałam, że nie mogę zerkać do Spacerownika np. na ekranie telefonu. Jednak to już kwestia przyzwyczajenia i zorganizowania, bo wielkość i format książeczki są zdecydowanie przyjazne turystom z gatunku mniej objuczonych.

Co w środku?

A w środku wrocławski karnawał. Spacerownik jest trochę jak szkatułka z biżuterią. Niby niewielki, ale w środku mnóstwo błyskotek. I po przejrzeniu ich wszystkich i tak masz wrażenie, że tej bransolety to chyba wcześniej nie widziałeś... i zaczynasz od nowa. Miejsca, do których zaprasza Maciejewska, nawet jeśli znane szerszemu gronu miłośników Wrocławia, ożywiane i „odświeżane” są legendami, anegdotami i uwagami. Tras w tym niezwykłym przewodniku jest 10 i każda z nich wniesie coś do wiedzy o mieście – zarówno przyjezdnego, jak i wrocławianina. Do tego wspaniałe, jak zawsze, fotografie Mieczysława Michalaka (polecam zwłaszcza tym, którzy bez HDRa to by nawet selfie nie zrobili).

Spacerownik zabrałam ze sobą na wakacje. Tak trochę przekornie, żeby sprawdzić, czy dzięki tej lekturze zatęsknię za miastem, które ostatnimi czasy dało mi się we znaki. I wiecie co? Wielka Ucieczka poniosła porażkę już pierwszego dnia wyjazdu. Czytałam właśnie jeden z rozdziałów, kiedy usłyszałam nad sobą niemalże zbulwersowany okrzyk spoglądającego mi przez ramię znajomego: „To my coś takiego we Wrocławiu mamy?! To ja to chcę zobaczyć!”. I zaczęło się planowanie, gdzie to też pójdziemy, jak już wreszcie (!!!) wrócimy do Wrocławia. Człowiek z Wrocławia wyjdzie, ale Wrocław z człowieka nigdy... ;P


Czytaj dalej
28.07.2015
Blog Forum Gdańsk 2015

W tym roku znów odwiedzę Gdańsk :)! 


Pod koniec września jadę na coroczną konferencję blogerów Blog Forum Gdańsk. Mam zamiar wybrać się do Trójmiasta trochę wcześniej, w piątek (zobaczymy co na to moi Przełożeni, których oczywiście serdecznie pozdrawiam :P), by przejść się po mieście i oczywiście zajrzeć do tamtejszych kamienic. Polećcie mi, proszę, takie gdańskie kamieniczne must-see. Poradą w kwestii sprawdzonych noclegów też nie pogardzę ;).




Czytaj dalej
19.12.2014
Wyniki konkursu

Pewnie już wiecie z Facebooka, ale... :) Z przyjemnością informuję, że decyzją jury LeoApart główne nagrody w konkursie "Zapoluj na lwa" zdobyli: pani Jolanta Bernal, pani Anna Kot i pan Paweł Rogacki. Już niebawem powędrują do Państwa bony prezentowe Empiku. Zwycięzców mogło być tylko troje, ale dla pozostałych uczestników konkursu mam miłą wiadomość. Wypatrujcie listonosza, niebawem przyjdą do Was Czekoladowe Pocztówki (z kamieniczkami, a jakże!). 

A oto zwycięskie prace:
fot. Paweł Rogacki

fot. Jolanta Bernal

fot. Anna Kot

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie zgłoszenia, zdjęcia, maile i aktywność na Facebooku. Liczne zdjęcia, które przysłaliście, to dla mnie wyraźny sygnał, że lubicie konkursy i doskonale znacie Wrocław. Chyba muszę zacząć planować kolejny konkurs :). 


Czytaj dalej
17.10.2014
Srebrna Wieża po sąsiedzku


Jakiś czas temu razem z grupką blogerów i fotografów zostałam zaproszona do Silver Tower Center. Jeśli ktoś jeszcze nie kojarzy - jest to nowoczesny kompleks biurowo-hotelowo-usługowy o wysokim standardzie i ponad 25 tys. m kw. powierzchni użytkowej. Dla zwykłych śmiertelników, to "to duże, lustrzane, co wyrosło przed Dworcem PKP" ;). Właściwie nawet się ucieszyłam, że w miejscu, które wyglądało jak krater po uderzeniu meteorytu, coś zaczyna się dziać. Mamy wyjątkowego pecha, jeśli chodzi o krajobraz w tej okolicy. Wysiadasz z pociągu, wychodzisz z odnowionego dworca, a tu przystanki zamieszkane przez stałych bywalców, straszące hotele Grand i Piast, wesołe bloki i właśnie ta nieszczęsna dziura po meteorycie. Hotel Piast wyłamał się z upiornej parady, codziennie obserwuję postępujące prace i liczę, że będzie efekt "wow!". Silver Tower Center zajęło miejsce po kraterze. 
stuletnia sąsiadka zagląda przez okna

S z p i n a k  z  K r a i n y  C z a r ó w
W nowoczesnym budownictwie gustuję jak w szpinaku - po prostu wiem, że czasem trzeba i że jeśli dobrze się to przyrządzi, to nawet nie będzie takie obrzydliwe, a na zdrowie pójdzie. Ponoć są nawet miłośnicy szpinaku ;). Zatem: jak przyprawiono Silver Tower Center?

Zaprojektowany przez Maćków Pracownię Projektową budynek składa się z dwóch segmentów: części wysokiej z 14 kondygnacjami użytkowymi mieszczącymi biura, oraz niższej, sześciokondygnacyjnej, z usługami i handlem, a także trzygwiazdkowym hotelem ibis Styles Wrocław Centrum i centrum konferencyjnym. Na poziomie parteru oraz +1 znajduje się publiczna część hotelowa, natomiast na wyższych piętrach do dyspozycji gości będą 133 pokoje nawiązujące do baśniowego świata Alicji z Krainy Czarów. Prosta, dynamiczna i pokryta szkłem bryła hotelu jest niczym zwierciadło, w którym odbija się dworzec kolejowy i tętniąca życiem okolica. Wystarczy wejść do hotelu, by przenieść się na drugą stronę baśniowego lustra. Można będzie zrelaksować się w wygodnych fotelach inspirowanych kołnierzem Królowej albo zjeść śniadanie w restauracji śniadaniowej, w której nawet stoły wiszą do góry nogami! Jest jeszcze cała masa bajkowych detali, czekająca na odkrycie przez gości: zaczytana Alicja w każdym pokoju hotelowym, biurka z nogami w kształcie klucza, miniaturowe drzwi i ściany pełne luster.

wnętrze pokoju
No dobrze, tu mnie zaskoczyli. Lustrzak wyglądał z zewnątrz bardzo imponująco (czytaj: jest ogromny. Nie wiem, czy nie za duży, by się wpasować w ten fragment miasta. Ale od takich rozważań są specjaliści, nie ja...). Nie podejrzewałam, że skrywa Krainę Czarów. Najwyraźniej STC chce wyjść do ludzi, bo oprócz hotelu, biur i bajkowych elementów pojawią się też lokale usługowe, handlowe i gastronomiczne, a także wszędobylski drapieżny owad. Będzie też plac, ławki, zieleń.


Parter budynku Silver Tower Center, oprócz części hotelowej, to również lokale handlowe, usługowe i gastronomiczne (na poziomach od -1 do 0). Z ich ofert korzystać będą nie tylko hotelowi goście czy pracownicy tutejszych biur, ale także mieszkańcy Wrocławia. Od 1 października br. rusza na podbój podniebień restauracja ''Czary Mary''. Znany i doceniany w branży szef kuchni Rafał Borys zadba o to, aby serwowane w niej potrawy zaczarowały każdego. Nad magiczną atmosferą lokalu czuwały będą dwa Białe Króliki zerkające na gości z muralu ściennego. Na powierzchni 1100 mkw. znajdzie się Biedronka (...). 
Nie wiem, czy są nam potrzebne nowe miejsca na lokale handlowe i usługowe. Po pustych bezkresach PKP długo przetaczały się róże jerychońskie. Zamiast Dworca Autobusowego również będziemy mieli galerię - pewnie podobnie uczęszczaną. Ba, nawet w oddalonych o kawałek Arkadach jest pustawo. Czy lokalizacja w STC będzie tak łakomym kąskiem, że przyciągnie wyjątkowe marki i klientów? Zwłaszcza z tą Biedronką w tle? Ponoć ma to być biedra de lux, konkurencja dla delikatesów typu Alma, wyjątkowy standard wykończenia i inne takie. Zobaczymy. 
widok z okien STC na podwórza przy Pułaskiego
STC tylko pozornie nie powinno nas interesować, drodzy miłośnicy kamienic. Lustrzana bryła sąsiaduje z czynszówkami, więc widok z okien  budynku bywa... oryginalny. Kontrast nie musi wyglądać źle, ale zaniedbanie zawsze będzie razić. A pobliskie kamienice... Cóż. I teraz powstaje pytanie: jaką drogą to dalej pójdzie? Wyburzeń? Renowacji? Mam nadzieję, że stanie się to raczej impulsem do odnowienia dostojnych starowinek, a nie pozbycia się problemu. Miłym ukłonem w stronę zabytków Wrocławia jest odnowienie zabytkowego słupa z lat 30. XX w., który już stoi na placu przed STC. Jego powierzchnia reklamowa ma być podświetlona, a słup znów będzie pełnił funkcję ogłoszeniową. 

Jak Wam się podoba STC i co sądzicie o takich wrocławskich puzzlach? Łączenie nowego ze starym jest nieuniknione, ale w jaki sposób robić to najlepiej? Widzieliście jakieś ciekawe przykłady takich połączeń? Piszcie, podrzucajcie zdjęcia i linki.


Kilka zdjęć z STC: [galeria]




Czytaj dalej
11.02.2014
Wrocławska Mapa Miejsc Zapomnianych

Przemierzyli Wrocław wzdłuż i wszerz, by przygotować wyjątkową mapę – Wrocławską Mapę Miejsc Zapomnianych. Artyści z Fundacji Teatr Nie-Taki: Karol Budrewicz, Przemysław Górecki i Piotr Kunc uwiecznili je na zdjęciach, a Michał Czerwonka przygotował krótki film prezentujący wybrane zakątki. 3 lutego otwarto wystawę prezentującą efekty ich pracy. Jak wyszło? Ciekawie. 
(Jeśli przemilczeć fakt, że na wstępie złamano mi serce mówiąc, iż kamienic na wystawie nie ma, bo autorów interesowały tylko obiekty o dużej powierzchni...)

Wrocławska Mapa Miejsc Zapomnianych

Czytaj dalej
2.09.2012
W starej-nowej papierni

Dziś notka z serii tych "od serca". Jak pisałam Wam ostatnio, bacznie przyglądam się temu, co dzieje się na Przedmieściu Oławskim w związku z budową soft loftów na terenie papierni, gdyż upatruję w tym szansy na rewitalizację (bardzo szeroko pojętą ;)) okolicy. W ubiegłą sobotę miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach fotograficznych Nowej Papierni. Calutki dzień, od 9.00 do 19.00 spędzony wśród pasjonatów fotografii - byli i amatorzy i ci bardziej "pro", ale wszyscy zgodnie zachwyceni Przedmieściem (albo po prostu dobrze udawali... ale nie, nie popadajmy w paranoję ;)). Warsztaty prowadził Tomasz Tomaszewski. Sądzę, że to znana "marka" i nie muszę wyjaśniać kto, co i jak. Jeśli jednak ktoś ma wątpliwości -  let me google that for you ;). Do 13 września wrocławianie mogą oglądać wystawę jego zdjęć w Rynku. Tomaszewski ma niesamowite wyczucie chwili, tę niezwykłą artystyczną wrażliwość... Zazdroszczę, podziwiam i polecam Wam - jeśli macie możliwość, koniecznie odwiedźcie wystawę. Podczas warsztatów mieliśmy okazję obejrzeć sporo jego prac. I choć w większości znałam te zdjęcia już wcześniej, zupełnie inaczej ogląda się je z komentarzami samego autora. 
Właśnie, komentarze. Przyznam, że wielu historii wysłuchałam z przymrużeniem oka. Ale każdy ma swoje doświadczenia, z tym się nie dyskutuje. Natomiast kreatywnego podejścia do kwestii prawnych związanych z ochroną wizerunku po prostu nie ogarniam. Może to i lepiej - bo co wolno wojewodzie... - dlatego będę się jednak trzymać przepisów. 
Tajników części teoretycznej wynosić poza mury papierni nie będę ;). Podczas części praktycznej obfotografowywaliśmy mury samej papierni i cuda architektoniczne Przedmieścia. Powiem Wam, że dawno się tak dobrze nie bawiłam w okolicach Traugutta ;). I choć około dwudziestoosobowa grupa ludzi uzbrojonych w aparaty, idąca grzecznie niczym szkolna wycieczka, z pewnością zwracała na siebie uwagę niemiłosiernie, to po prostu miło było spacerować wśród osób, które widziały to piękno ukryte pod wiekowymi warstwami kurzu i brudu. Ten ogromny potencjał Przedmieścia Oławskiego.
Zarówno podczas części teoretycznej, jak i praktycznej, troskliwą opieką otaczali nas organizatorzy warsztatów. Sam dobry pomysł to jedno, realizacja - drugie i trzeba przyznać, że było ok. Od wymogów technicznych/formalnych począwszy (bogowie... w tylu sypiących się ruinach byłam, a w takiej całkiem solidnej papierni dostałam kask - urbex dla przezornych :P), a na starannym zaplanowaniu zajęć na cały dzień skończywszy. Mam nadzieję, że pozostałe przedsięwzięcia tej firmy - o których pisałam Wam ostatnio - również dojdą do skutku. Z jednej strony to reklama dla RED development, a z drugiej - jakaś forma rewitalizacji społecznej (Jo, dziękuję za ten termin ;D!) tych okolic. Czyli win - win.


  
Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket
Czytaj dalej
16.08.2012
Co czai się za kamienicą?

Gnębiona wspomnieniami utraconych zdjęć kamienicy z Kościuszki 142, wybrałam się w ostatni wtorek na spacer na Przedmieście Oławskie. Uzbrojona w aparat i mojego przyjaciela, miałam mocne postanowienie ponownego uwiecznienia wszystkich detali budynku. Po drodze postanowiliśmy skręcić w jedno z podwórek sąsiadujących z kamienicą. I stało się, miłość od pierwszego wejrzenia: mojemu przyjacielowi - zapalonemu eksploratorowi i miłośnikowi wszelkich industrialnych budowli - objawiło się wielkie gruzowisko, z którego wyłaniały się mury starej drukarni i fabryki papieru. Tyle "cudów" za standardową ścianą z kamienic...!

Jeden z budynków papierni


Skąd to się tu wzięło...
Przemysł papierniczy zagnieździł w tym miejscu już pod koniec XIX wieku. W 1897 roku postawiono tam oficynę, w której miała odbywać się produkcja. Jednak już rok później,  niejaki Henschel - stworzył nowy projekt zabudowań drukarni i papierni. W 1903 "do kompletu", na tej samej, ogromnej działce, ale od jej frontu - czyli przy dzisiejszej ulicy Kościuszki - doszła kamienica. Zaprojektowana przez architekta Maxa Günthera, miała być odpowiednia dla właściciela całego tego przybytku, inwestora Richarda Chutscha. Czy tam faktycznie zamieszkał - tego nie wiem, ale architekt się postarał, to pewne, kamienica jest bardzo duża, a od budynku głównego odchodzą dwie oficyny. I więcej już Wam o niej nic teraz nie powiem, bo takie cudo zasługuje na osobną notkę. Kilka lat później, na tej samej parceli postawiono jeszcze spory, 5-kondygnacyjny magazyn i wreszcie okazało się, że... już chyba nie ma więcej miejsca... ;)? Tak przynajmniej podejrzewam, bo w 1913 roku powstał projekt zazielenienia podwórza (przygotowała go firma Meltzer&Kreuz), który niejako zwieńczył dzieło. Niestety, sto lat później, całość zabudowań wyglądała już jak raj dla paintballowców.

... i co z tym teraz zrobić?
Unikalność całego kompleksu, niezły stan, w jakim zachowały się budynki, dobra lokalizacja, ciekawa historia, a co za tym wszystkim idzie - wysoki potencjał. I znalazł się ktoś, kto ten potencjał dostrzegł: firma Real Estate Development planuje urządzić tam soft lofty. Prace na terenie ex-papierni już ruszyły. Od napotkanej przed papiernią Ewy Piechoty z firmy RED development dowiedziałam się, że wszelkie składziki, szopy, szopki i inne drewutnie muszą odejść ;). Dwa budynki (A, B) pójdą do rewitalizacji, trzeci (D) będzie "brand new" [Klik!]. Nad budynkami B i D widzicie opiewaną już przeze mnie kamienicę z Kościuszki 142. Ona też ma zyskać na tych planach - jej renowacja zostanie znacznie przyspieszona. Zajrzyjcie sobie na stronę Nowej Papierni (tak nazwano ten powstający zespół mieszkaniowy). Oprócz standardowych informacji kto, co, jak, gdzie i za ile - jest tam świetna galeria - jak było, jak jest i jak będzie. RED development planuje zakończyć prace na początku 2014 roku.
Warsztaty fotograficzne
A co z tego przyjdzie kamienicom?
Ekipa "zamieszana" ;) w powstawanie Nowej Papierni ma też bardziej ambitne plany - plany... no nie powiem, że odchamienia okolicy. Mentalnej rewitalizacji, moi drodzy.
Póki co, zorganizowano konkurs, w którym nagrodą jest udział w warsztatach fotograficznych prowadzonych przez Tomasza Tomaszewskiego. Konkurs kończy się 21 sierpnia, więc macie jeszcze trochę czasu. Szczegóły konkursu - tutaj. Oprócz konkursu, w planach są wystawy prac twórców lokalnych, album fotografii z Przedmieścia Oławskiego, wystawa zdjęć. Można tego wszystkiego słuchać z pobłażliwym uśmiechem, bo plany planami, a Trójkąt Trójkątem. A można po prostu przejść się po podwórzach Przedmieścia Oławskiego. Wtedy mocniej i boleśniej dociera, jak bardzo ta okolica potrzebuje - ludzi, którym się chce i będą wiedzieli jak. To za piękna część miasta, by nie wykorzystywać jej potencjału i pozwolić jej tak po prostu niszczeć. Trzymam kciuki za papiernię.

Czytaj dalej
13.08.2012
ul. Przestrzenna 23

Dzielnica: Krzyki
Osiedle: Huby
Ulica: Przestrzenna, dawniej: Goethestrasse - wytyczona w 1871 r i na cześć swego założyciela nazwana Pintostrasse. W późniejszych latach wielokrotnie zmieniała właścicieli. Jej budowę zakończono ostatecznie w 1887 r. i wówczas nadano jej nazwę Goethestrasse. Po wojnie ulicę przemianowano na Wielką, a w 1974 r. podzielono na ul. Wielką i ul. Przestrzenną. 

Przestrzenna 23

Czas zmierzyć się z demonami dzieciństwa. Moja babcia mieszkała kiedyś w kamienicy niedaleko Przestrzennej 23. Oprócz mojej babci, mieszkało tam więcej babć. A babcie te miały wnuczki i wnuków. Och, zabawa na podwórku była przednia ;)! Jednak dobra zabawa potrzebuje ciągle nowych inspiracji. W miarę opanowywania kolejnych podwórek, testowaliśmy cierpliwość naszych seniorek. W końcu babcie stanowczo powiedziały: dość. Na Przestrzenną 23 nie wolno. Decyzję umotywowano straszliwą historią o... ogromnych szczurach, które zamieszkują tamtejszą piwnicę. Ja, jako czterolatka, która nigdy nie widziała w terenie nawet myszy (a te w zoologicznym były przecież takie śliczne!), nie odczułam grozy sytuacji. Podobnie zdezorientowane były inne dzieci. Tymczasem dla kogoś, kto sprowadził się do Wrocławia tuż po wojnie, hasło "szczur" oznaczało realne zagrożenie. Ot, różnica pokoleń.
I tak to granic naszego wybiegu pilnowali niewidzialni wartownicy. A babcie miały spokój.

Kamienica z Przestrzennej 23 z pewnością jest inna. Powstała w okresie, kiedy zaczęto odchodzić od secesyjnych zdobień. Kamienica nie ma kwiatków, esów-floresów, kutych balkonów. Co ma? Horrorowo-ornitologiczne motywy. Dorodne dziury po kulach w tynku. I zdobienia na kształt szlaczków w zeszycie pierwszoklasisty. Najdziwniejsze, że nawet z tym wszystkim, prezentuje się bardzo dostojnie i okazale. 
Budynek został zaprojektowany w latach 1907-1908 przez Waltera Growalda. Growald urodził się w Breslau w 1884 roku i tutaj studiował architekturę. Wygląda więc na to, że kamienica nr 23 (a także jej sąsiadka, nr 25) były jednymi z pierwszych jego prac. Architekt przeniósł się później do Berlina, w którym niestety pozostał także po objęciu władzy przez nazistów. W listopadzie 1941 roku został deportowany do getta w Rydze, gdzie zmarł.

ul. Przestrzenna 23 - fasada
Fasada kamienicy nr 23 ma niezwykle surowy charakter. Okna są głęboko osadzone, podobnie wejście do sieni. Ma się wrażenie, że cały budynek został wydrążony w wielkim monolicie wygładzonym przez deszcz. Zdobień jest niewiele - proste szlaczki i sylwetki orłów. O ile pojedynczy orzeł wygląda niepokojąco, majestatycznie i władczo, o tyle dwa orły... rozciągające między sobą dwa szlaczki - w tym jeden taki... serduszkowy - budzą skojarzenia turpistyczne. Przynajmniej we mnie. Przepraszam. ;)
ul. Przestrzenna 23 - zdobienia fasady
W jednym z okien siedział kot. Na parapecie z kafli. Już się zastanawiałam, jakie mam szanse, by go złapać, kiedy będzie spadał, ale kot spadać ani myślał. Zamiast tego, urządził donośny koncert. 
ul. Przestrzenna 23 - balkon i zdobienia + kot w bonusie
Fasadę obejrzałam - kawałek po kawałku - już wieki temu. Na drodze do pełni szczęścia stanął działający zamek w bramie. Dopiero ostatnio, dzięki jednej z lokatorek (pozdrawiam ;)!), a dokładniej: dzięki jej rowerowi, który zatrzymał otwarte drzwi na dłużej, udało mi się obejrzeć wnętrze budynku. 
Sień w ślicznych płytkach - pobrzmiewają secesją, czy mi się tylko wydaje? Marmurowe schody. Na suficie proste zdobienia i smutny zaczep wspominający zapewne wiszącą na nim niegdyś lampę. Dzieciarnia ćwiczy na ścianach kaligrafię, ale szczególnie niszczycielskiej działalności nie odnotowałam. 

ul. Przestrzenna 23 - płytki na ścianach w sieni
Schody ogromne, z drewnianymi poręczami i ze świetlikiem w dachu. A jak uroczo skrzypią...! Podejrzewam, że mieszkańcy mają ich serdecznie dosyć. Na półpiętrach donice z kwiatami - w oknach i na balkonach też sporo kwiecia. Lubię. Ale kwiatów z klatki schodowej Wam nie pokażę, bo aparat mnie wyśmiał. Ze światłem żarówek - zdjęcia koszmarne, bez światła - też nie lepsze, bo ciemno okrutnie, a statywu nie wzięłam. Ostatecznie wybrałam kilka wersji samej klatki schodowej, w lepszej lub gorszej jakości. Myślę, że majestat oddają.
ul Przestrzenna 23
I wiecie co? Szczurów nie spotkałam. Pewnie się już wyprowadziły...;)))

Więcej zdjęć z Przestrzennej 23? Tutaj!


Czytaj dalej