24.03.2017
Wystawa w Galerii Ossolińskiej

Kamienica pod Złotym Słońcem gościła już kiedyś na łamach mojego bloga (notka: Rynek 6). Dziś powraca, bo i okazja ku temu odpowiednia: w Muzeum Pana Tadeusza podziwiać można wystawę opowiadającą historię tego wspaniałego budynku.


„Każda epoka pozostawiała w tym budynku trwałe ślady ważkich wydarzeń historycznych i artystycznych. W tej kamienicy – jak w zwierciadle – odbija się bogata historia naszego miasta i regionu. Od XIII wieku zawsze ambicją jej właścicieli było, aby stała się najcenniejszą rezydencją miejską i ozdobą rynku dumnego europejskiego miasta. I tak pozostało do dzisiaj.”
A. Dobrzyniecki, P. Oszczanowski - "Pod Złotym Słońcem. Rynek 6 we Wrocławiu – dom mieszczan, rezydencja władców, arcydzieło architektury"

Wystawa w Galerii Ossolińskiej

Od 1 marca do końca maja w galerii na dziedzińcu Muzeum macie szansę podziwiać wystawę planszową prezentującą historię Kamienicy Pod Złotym Słońcem. Wystawie towarzyszy broszurowa publikacja z tekstami Beaty Maciejewskiej, więc podczas zwiedzania nie trzeba robić notatek ;). Warto też wspomnieć, że teksty są w trzech językach: polskim, angielskim i niemieckim, a całość jest niezwykle przyjemna dla oka (za opracowanie graficzne odpowiadał Wojtek Świerdzewski).

Broszura towarzysząca wystawie
Wnętrza przyprawiają o rumieńce - zarówno ilością, jak i... hm, tematyką zdobień. Rozpusta, dołownie i w przenośni. W tej kamienicy zatrzymywali się królowie i cesarze (w tej i w jej sąsiadkach - Pod Siedmioma Elektorami i Pod Błękitnym Słońcem). Kogo gościły te mury i jak zmieniał się wygląd budynku przez wieki? Wszystkiego dowiecie się z wystawy.

Złote Słońce w pełnej krasie

Do poczytania i obejrzenia

W styczniu Ossolineum wydało książkę Arkadiusza Dobrzynieckiego i Piotra Oszczanowskiego "Pod Złotym Słońcem. Rynek 6 we Wrocławiu – dom mieszczan, rezydencja władców, arcydzieło architektury", którą dzięki uprzejmości Muzeum Pana Tadeusza właśnie pilnie studiuję i której fragment zacytowałam na początku notki. Więcej o samej książce pojawi się na blogu już niebawem, a narazie serdecznie polecam Wam wystawę w Galerii Ossolińskiej. Wstęp jest wolny. Muzeum Pana Tadeusza czeka na Was od wtorku do niedzieli w godzinach 10.00-18.00.

Wystawa w Galerii Ossolińskiej
Kamienica Pod Złotym Słońcem
Rynek 6, 50-106 Wrocław
tel. 71 75 50 640
info@ossolineum.pl
www.muzeumpanatadeusza.ossolineum.pl


Czytaj dalej
16.03.2017
Potencjał drzemiący w murach


W tegorocznej edycji konkursu Muratora Remont Roku 2016, w kategorii Wnętrza zwyciężył projekt przebudowy mieszkania w jednej z wrocławskich kamienic. Ile sił, czasu i nakładów wymaga taki remont? O tym miałam przyjemność porozmawiać z autorem projektu, architektem Wojciechem Drajewiczem z jeleniogórskiego studia ArCADa


Ewelina Kodzis: Czy budynek, w którym znajduje się mieszkanie, jest wpisany do rejestru zabytków?

Wojciech Drajewicz: Nie, nie jest w rejestrze, ale znajduje się w strefie ochrony konserwatorskiej. To jednak nie wpłynęło w żaden sposób na proces remontu. Konserwator nie ingeruje w to, jak przebiegają prace w mieszkaniu, jeśli jego wnętrze nie jest chronione. W tym przypadku ochronie podlegała elewacja kamienicy, a to nas bezpośrednio nie dotyczyło. 

- W jakim stanie jest kamienica?

- Początkowo zniechęciła nas jej klatka schodowa – jest mocno zaniedbana. Jednak to ma szansę się zmienić. Pojawił się już domofon, brama jest zamykana, trzeba teraz wyremontować schody i położyć nowe tynki. Od strony podwórka można budynek zaizolować. Od strony ulicy fasada pokryta jest cegłą, którą trzeba będzie wyczyścić. To prace do wykonania w perspektywie kilku lat.


zwycięski projekt / fot. Piotr Mastalerz, Murator

- A samo mieszkanie?

- Małżeństwo, które zamieszkiwało ten lokal, zdecydowało się przenieść do mniejszego mieszkania. To ma ponad 100 m kw. i czuli, że jest dla nich po prostu za duże. Rozkład pomieszczeń nie był oryginalny, podczas wcześniejszych remontów zmieniono układ ścian działowych. Poprzedni właściciele przenieśli kuchnię i łazienkę w inne miejsce, utworzyli dość duży salon, a pozostałe – średniej wielkości – pokoje były w amfiladzie. Nie był to komfortowy układ funkcjonalny. Z oryginalnego wyposażenia mieszkania zachował się stary piec z interesującymi kaflami.  Rozebraliśmy go, ale zostawiliśmy kafle. Być może nowi lokatorzy pokuszą się kiedyś o zbudowanie repliki. Na sufitach były oryginalne stiuki, plafony, ale wszystkie w kiepskim stanie. Specjaliści oferowali, że mogą zrobić odciski i odtworzyć brakujące elementy, jednak  przez wielokrotne malowanie sztukaterie zatraciły swój rysunek, wyrazistość. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że wykonamy nowe, oczywiście gipsowe, pasujące do tego wnętrza, dość bogato zdobione. W całym mieszkaniu były stare, częściowo niesprawne instalacje. Nieliczne drewniane drzwi pokrywała farba olejna. Piękne podłogi ukrywały się pod kilkoma warstwami dywanów.


Tak było... / fot. Wojciech Drajewicz

- Co zdecydowało o zakupie tego konkretnego lokalu?

- Mieszkanie miało wspaniałą atmosferę, doskonałą lokalizację, wysokie wnętrza... Inwestorzy  od dawna szukali za moim pośrednictwem mieszkania we Wrocławiu. Biuro nieruchomości podsyłało mi kolejne adresy,  w sumie odwiedziłem kilkanaście miejsc. Za każdym razem robiłem zdjęcia i pomiary, by po powrocie do biura przeanalizować wszystkie dane i móc zaproponować inwestorom najdogodniejsze dla nich rozwiązania możliwe do zastosowania w danym mieszkaniu. Projekt tego konkretnego lokalu bardzo im się spodobał.

- Zakupy na rynku wtórnym, zwłaszcza w przypadku mieszkania w kamienicy, to trochę jak kupno kota w worku… Na pierwszy rzut oka nie stwierdzimy w jakim stanie są tynki, podłogi, instalacje. Na co „zwykły śmiertelnik” musi zwrócić uwagę podczas takich oględzin?

- To wszystko jest kwestią potrzeb i preferencji. Moi inwestorzy są w dobrej sytuacji finansowej, dlatego to nie stan mieszkania, a jego potencjał był podstawowym kryterium wyboru. Liczyło się to, co da się z niego wydobyć, by komfortowo mieszkać. Jednak jeśli chodzi o ocenę stanu mieszkania - „zwykły śmiertelnik” nie będzie wiedział, na co patrzeć. Nie warto podejmować takiego ryzyka, lepiej polegać na opinii kogoś doświadczonego. Porady architektów kosztują, ale warto z nich skorzystać, gdyż mieszkanie to inwestycja na dłużej. Dobrze jest wszystko przemyśleć, poznać słabe i mocne strony lokalu, a z pomocą specjalisty – wykorzystać potencjał drzemiący w murach.

- Mając odpowiednie fundusze, nie trzeba się obawiać kosztownego i skomplikowanego remontu. Ale czy kamieniczne mieszkanie może kryć w sobie „niespodzianki”, które będą nie do przeskoczenia?

- Pracuję w zawodzie ponad 30 lat, więc ocena stanu tego mieszkania nie przysporzyła mi problemów. Ale pewnie takie „niespodzianki” istnieją… Budowlaniec lub architekt z doświadczeniem z pewnością zwróci na nie uwagę. 

zwycięski projekt / fot. Piotr Mastalerz, Murator

- Co wymagało najwięcej pracy? W mieszkaniu, o którym pisałam wcześniej, najbardziej wymagająca okazała się podłoga.

- Potwierdzam, podłoga to był prawdziwy horror. Chcieliśmy za wszelką cenę ją zachować – to piękne, naturalne, stare drewno. Ale, jak wspomniałem, podział pomieszczeń musiał zostać zmieniony, a więc i podłogę należało położyć na nowo. Braki udało nam się uzupełnić dzięki brusom, z których zbudowana była jedna ze ścian działowych. Postanowiliśmy również, że nie będziemy cyklinować desek, tylko je odwrócimy. Wcześniej deski ułożone były na szlace, którą zastąpiliśmy keramzytem. W samym salonie podłogę kładliśmy przez dwa tygodnie. Jednak po ukończeniu prac efekt zrekompensował wszystko.
Deski oryginalnie były bez pióra i wpustu – i tak też je ułożyliśmy. Nie są związane ze sobą, a wypełnienie z keramzytu i wełny mineralnej nie stanowi dla nich oparcia, dlatego drewno cały czas pracuje. Planujemy wypełnić przestrzeń między warstwą a deskami pianką montażową.

- Jak długo trwał remont?

- Prace zaczęliśmy w lipcu, a skończyliśmy pod koniec stycznia, czyli 7 miesięcy. To długo, ale trzeba podkreślić, że mieszkanie przeszło kompletną przemianę – łącznie z układem ścian działowych czy instalacjami. Odkryliśmy też prawdziwą perełkę, piękne sklepienie w obecnej sypialni (wcześniejszej kuchni i łazience), dotychczas zasłonięte płytami gipsowymi. Wyeksponowaliśmy cegły, pokazaliśmy łuki po starych otworach drzwiowych.

Wręczenie nagród - Remont Roku 2016, kategoria Wnętrza / fot. Przemysław Szyszka/SE/East News

- Czy remont przebiegał typowo, bez niespodzianek?

- Nic mnie nie zaskoczyło w trakcie przebiegu prac, ale to prawdopodobnie zasługa mojego doświadczenia. Mieszkam i pracuję w regionie, w którym jest dużo starych domów. Inwestorzy podejmują się ich remontu, by organizować tam później np. gospodarstwa agroturystyczne. Ten remont nie był problematyczny. Owszem, pojawiły się pewne komplikacje podczas wykonywania instalacji, gdyż przenieśliśmy łazienki w zupełnie inne niż dotychczas miejsca, jednak ostatecznie wszystkie nasze plany udało się zrealizować.


- Podłoga położona na nowo, nowe okna, nowe stiuki, nowe instalacje, nowe ściany… Remont i wyposażenie takiego mieszkania to chyba koszt wyższy lub zbliżony do ceny zakupu samego lokalu?

- To prawda, jednak mieszkanie rekompensuje to swoją powierzchnią, oryginalnymi elementami i wspaniałym położeniem. W coś takiego po prostu warto zainwestować. W tej chwili jest tam duży salon (ok. 45 m kw.) z aneksem kuchennym (ok. 14 m. kw.), dwie sypialnie, dwie łazienki i korytarz. Nowi właściciele chcieli urządzić wszystko w stylu vintage, połączyć klasykę z nowoczesnością. Mieli dokładnie sprecyzowane oczekiwania i plany. Efekty mówią same za siebie - niedawno odwiedziła ich poprzednia lokatorka. Nie mogła uwierzyć, że to to samo mieszkanie…


_________________________________________

Remont Roku 2016 / fot. Przemysław Szyszka/SE/East News
Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis zachęci Was do dzielenia się efektami prac remontowych w kamienicach. Tych najodważniejszych zapraszam do wzięcia udziału w kolejnej edycji konkursu Remont Roku. Więcej informacji o konkursie już niebawem na tej stronie. Pełną relację z tegorocznej gali oraz uzasadnienia wyborów jury można znaleźć tutaj.



Czytaj dalej
09.03.2017
Agnes z Rosenstraße

Porządkując stare pliki natrafiłam na wywiad, który miałam kiedyś przyjemność przeprowadzić z rodowitą Wrocławianką. Materiał zmontował mój przyjaciel, Jakub Wilk. Pani pozostanie anonimowa (pod takim warunkiem zgodziła się na wykorzystanie tego materiału), ale na potrzeby narracji nazwijmy ją Agnes ;). Cała moja rozmowa z nią, bogato ilustrowana rodzinnymi zdjęciami, trwała kilka godzin, ale przyznam, że mogłabym jej słuchać znacznie dłużej. 





Check this out on Chirbit
Czytaj dalej
02.03.2017
ul. Ukryta 14

Dzielnica: Śródmieście  
Osiedle: Ołbin
Ulica: Ukryta, dawniej: Fiedlerstrasse

         
ul. Ukryta 14
Ukrytą odwiedziłam wiele miesięcy temu, stąd na zdjęciach jeszcze zieleń w pełni. O ile ogródki frontowe można sfotografować, o tyle panującego tam spokoju - nie sposób. Bardzo nietypowa - jak dla Śródmieścia - atmosfera. Kamieniczki oddzielone od ulicy całkiem szerokim chodnikiem i przysłonięte bujną zielenią to niezbyt częsty widok. 
Szkoda, że historia nie była łaskawsza dla tego miejsca. Ukryta jest Ukrytą ponoć dlatego, że po wojnie gruzowisko od strony ul. Sienkiewicza zasłaniało całą uliczkę. I pomyśleć, że kiedyś takie cuda tam stały...

źródło: Wratislaviae Amici
Kamienica nr 14 okazała się niezwykle ocho- i -achogenna. Zbudowana w 1902 roku, a więc dwa lata po wytyczeniu ulicy, najprawdopodobniej nie przeszła do tej pory żadnych poważniejszych remontów (tak przynajmniej poinformował mnie jeden z napotkanych lokatorów). Jeśli rzeczywiście tak było, to chylę czoła przed wszystkimi dotychczasowymi mieszkańcami. Widać, że te cegły ktoś kochał ;)! Ale po kolei. 

ul. Ukryta 14
Na fasadzie pobrzmiewa secesja. Parter boniowany. Od pierwszego do trzeciego piętra na obu krańcach budynku są piony balkonów. Część środkową zaznacza wykusz, również kończący się balkonem na wysokości trzeciego piętra. Brama wygląda jak z grubej, bawełnianej koronki - dopiero gdy podejdzie się bliżej, można docenić detale. Po prostu piękna! Domofon i "monitoring sąsiedzki" ;) działają bez zarzutu, dzięki czemu w środku zachowało się wiele oryginalnych elementów. Począwszy od posadzki o niezwykle żywych i wyrazistych kolorach (kto by powiedział, że ma ponad sto lat?!), przez majestatyczne drewniane schody, a na secesyjnych sztukateriach skończywszy. 

ul. Ukryta 14
I wiecie, co jeszcze tam jest? 
...
Witraż! Fragment się w drzwiach zachował. Niesamowite. Na etapie tego odkrycia byłam już gotowa zasiedlać hol. W sumie, jest tak duży, że niejeden developer by go nazwał "apartamentem". ;)  Klatka schodowa z duszą, pięknie doświetlona, przestrzenna, czysta. Gdzieniegdzie oryginalna stolarka drzwiowa. 

ul. Ukryta 14
Kamienicę nr 14 miałam przyjemność zwiedzić dzięki uprzejmości pana Rafała, którego rodzina zamieszkuje w tym pięknym miejscu. Dziękuję :)

Czytaj dalej
23.02.2017
ul. Jagiellończyka 11

Dzielnica: Śródmieście
Osiedle: Nadodrze
Ulica: Kazimierza Jagiellończyka, dawniej: Ottostrasse

 
Jagiellończyka 11



Nie rzuca się w oczy jako pierwsza z całej pierzei, ale kiedy przyjrzałam się jej zdobieniom - po prostu musiałam ją obfotografować :).

ul. Jagiellończyka 11
Na każdym piętrze coś się dzieje: okien z parteru pilnują lwy, na pierwszym piętrze pysznią się wspaniałe maski kobiece, a w każdym z dorodnych naczółków na drugim piętrze siedzi równie dorodny putto (no, dobrze, nie w każdym, z jednego najwyraźniej wyleciał...). Prawdopodobnie przez bliskie sąsiedztwo wspomnianych naczółków, na trzecim piętrze dzieje się mniej. Ale to tylko chwilowe ;). Na czwartym piętrze, nad każdym z ujętych pilastrami okien znów putto i znów zdobienia. Pomiędzy nimi, w - najprawdopodobniej dębowych - liściach widać piękne kartusze. 

ul. Jagiellończyka
Wyżej straszą cegły, ale poza tym fragmentem cała fasada wygląda naprawdę nieźle (najpewniej była odświeżana). Ubytki w zdobieniach są raczej niewielkie. Również wandale jakoś przeoczyli tę kamienicę. Co się kryje pod tynkiem? W jakim stanie jest budynek? Niestety, nie spotkałam żadnego z mieszkańców, by podpytać jak się tam mieszka. 

Miałam jednak szczęście - solidne, drewniane drzwi okazały się otwarte, więc miałam okazję obejrzeć wnętrze. Pierwsze rozczarowanie: płytki zniknęły. Można sobie tylko wyobrażać, jak wyglądała niegdyś posadzka. Szkoda, bo przy tak uroczej fasadzie, pewnie i kafle były frymuśne ;). Hol kończy się puszką - a właściwie blaszanymi drzwiami na podwórze. Piękne nie są, ale z pewnością zamknięte. Pewnie dzięki temu ściany nie są pokryte bazgrołami. Ocalałe zdobienia są zamalowane grubą warstwą farby. A żeby nie było smutno, to detale świecą seledynową olejną ;). Ten sam odcień miałam na klatce schodowej bloku, w którym się wychowałam. Straszył mnie jeszcze w czasach wczesnej podstawówki. Raz zapomniałam kluczy do domu. Kilka godzin siedzenia  na klatce schodowej jak we wnętrzu psychodelicznego groszku. Brrr. Nigdy już nie byłam tym samym człowiekiem. No, ale wracając do tematu - seledynowe detale zdają się mieć dobrze, mimo kontrowersyjnego koloru. 

ul. Jagiellończyka 11
Lubię takie kamienice. Widać, że jest czysto i że mieszkańcy o to dbają. To po prostu cieszy. Aż miałam wyrzuty sumienia, że udało mi się wejść - wszak mogłam być artystycznie niewyżytą jednostką uzbrojoną w marker... Wychodząc, zamknęłam starannie drzwi. 

Więcej zdjęć: [klik]

Czytaj dalej
14.12.2016
Mieszkanie Grzegorza już po remoncie!

Pytacie mnie o losy mieszkania, które zakupił Grzesiek, bohater notki z ubiegłego roku [klik!]. Zatem, moi drodzy, dziś długo wyczekiwany update. 

Grzegorz i jego mieszkanie mają się doskonale. Wiem, bo sama widziałam. Początkowo skomplikowany związek ;) ewoluował do cudnej symbiozy. Mieszkanie przeszło niesamowitą metamorfozę, fotografowanie go było dla mnie ogromną radochą. Zapraszam na zdjęcia - ku pokrzepieniu serc tych, którzy tkwią we własnych remontach.
P r z e d  i  p o
Żeby było po kolei, warto zacząć od planu (dziękuję za udostępnienie :)). Grzegorz wspomniał mi kiedyś, że dla niego mieszkanie zaczyna się od bodajże 100 m kw. I nawet według tej klasyfikacji jego lokum spokojnie można nazwać mieszkaniem.

Jest salon, jest sypialnia, ogromny przedpokój z garderobą, kuchnia, jadalnia z balkonem, łazienka. (A jak już o łazience... To chyba moje ulubione zestawienie. Łazienka w stylu postapo i łazienka obecnie...)

Po lewej - łazienka po Wielkim Wybuchu ;), po prawej - stan obecny
To, co rzuca się w oczy zaraz po wejściu, to niesamowita przestrzeń. Mieszkanie jest rozkładowe, ma piękne, duże okna, a dzięki starannemu doborowi mebli - jest po prostu "lekkie". Oczywiście, mając do dyspozycji taki metraż, trzeba się postarać, by go szczelnie wypełnić (czytaj: zagracić), ale wielu się udaje ;). Łatwo też popaść w bezkresne uwielbienie dla czarujących staroci i zrobić sobie w domu małe muzeum. Ale to nie tutaj. To mieszkanie miało szczęście.

Jadalnia z uroczą galerią widoków z miasta
Oryginalna w większości lokum podłoga, odsłonięte gdzieniegdzie cegły i piękne drewniane  drzwi nie pozwalają jednak zapomnieć, że to miejsce z historią. Grzesiek jest pasjonatem Wrocławia i jego przeszłości, co doskonale podkreślają zdjęcia i plany Breslau na ścianach. Ba, nawet mata pod krzesło jest tematyczna!

Analiza mapy pod kątem linii tramwajowych w Breslau ;)
Z takiego wnętrza nie chce się wychodzić. Ale niebawem będzie po co ;). Tamtejsza wspólnota bierze kredyt na remont kamienicy :)! Niesamowicie pozytywna wiadomość.

Żeby nie było jak w filmie familijnym, to warto wspomnieć o terenie za kamienicą. Terenie, który wygląda jak po Pomniejszym Wybuchu (czyli i tak lepiej niż łazienka podczas remontu ;)). Grzesiek opowiedział mi o tym, że jeśli jego wspólnota chciałaby nieco uporządkować to miejsce, cytuję:

"Teren bezpośrednio za kamienicą (w obniżeniu) chcielibyśmy wyrównać, utwardzić i wymienić płot i furtkę prowadzącą do wejścia. Sąsiedzi z nr 13 mają podobnie zrobione. Jeśli chodzi o zieleń/podwyższenie, to obecnie nasi mieszkańcy się nim zajmują i dbają o zieleń. Chcielibyśmy ogrodzić go żywopłotem oraz wyrównać teren i nasadzić więcej zieleni".
... to musi ten teren od miasta wydzierżawić. Przepisy to zaskakująca sprawa.
Szczęśliwie koszt dzierżawy nie zrujnuje niczyjej kieszeni, więc, jak to ujął Grzesiek "chyba się szarpną" ;))).


Dopisek:
Grzesiek twierdzi, że teren za budynkiem wcale nie jest taki zły, bo całkiem zielono tam i w ogóle w porównaniu z innymi podwórkami to... blablabla. Ja jednak wiem swoje, widziałam zdjęcia podwórza po deszczu. Błotne SPA. 

Sufit w sypialni

Gratulacje i ogromne podziękowania dla Grzesia :).

Więcej zdjęć? [klik!]




Czytaj dalej
01.10.2016
Blog Forum Gdańsk 2016

Jadąc tam czułam się jak romansująca mężatka. Bo przecież Wrocław taki mój, od zawsze, na zawsze. A jednak często wracam myślami do Trójmiasta! Sopot to cudowne wille i molo, Gdynia - plaża w Orłowie i wspomnienia z dzieciństwa. A Gdańsk? Gdańsk jest po prostu magiczny. I mówię to ja, Wrocofilka.  
W o k ó ł  t e m a t u
W tym roku motywem przewodnim konferencji było pytanie „Czy blogerzy zmieniają świat na lepsze?”. W prelekcjach i panelach przewijało się raczej nieśmiało, choć każda z występujących osób miała "potencjał", by do tematu nawiązać odważniej... Ba, pewnie była niejedna okazja, by publiczność - a więc również i ja - pobawiła się w moderatora. Jednak z prelegentami pokroju Mariusza Szczygła jest taki "problem", że mogłabym słuchać godzinami. Na każdy temat, nomen omen. 

Oprócz postaci pokroju wspomnianego mistrza, miałam okazję podziwiać stosunkowo młode stażem gwiazdy internetów. Niecierpliwie czekałam na panel z udziałem Uli Łupińskiej, czyli Pani Korektor. Nie rozczarowałam się. Moja ulubiona orędowniczka poprawności językowej, zadeklarowana kociara, a do tego drobny złośliwiec ;) - na żywo wypada jeszcze sympatyczniej niż w wersji blogowej. 
S r e b r n e  l i s y  b l o g o s f e r y
Spodobał mi się również pomysł zaproszenia blogerów-seniorów. Rekacje publiczności - pozytywne, ale jednak duże zaskoczenie - utwierdziły mnie w przekonaniu, że jeszcze sporo pracy i czasu przed nami, by stwierdzenia pokroju "moja babcia lubi gry komputerowe", "mój dziadek jest blogerem" przestały brzmieć tak orientalnie, jak jest jeszcze w tej chwili. Dzięki temu, że miałam kiedyś przyjemność współtworzyć pismo dla osób 65+, zdążyłam się z tematem oswoić na tyle, by nie reagować nerwowymi heheszkami. Nasze społeczeństwo się starzeje, chyba pora wziąć na klatę to, że emerytura może być doskonałym czasem na próbowanie nowości, na rozwój, na szukanie nowych pasji. Innymi słowy: nie zakładajmy dziadkom beretów. 

Na pierwsze moje BFG przyjechałam w dniu konferencji. Na kolejnym, ubiegłorocznym, byłam już dwa dni wcześniej. W tym roku dałam sobie tydzień na zachwycanie się miastem. Jeśli dostanę zaproszenie na kolejną edycję, pojadę dwa tygodnie wcześniej. Uroczyście przysięgam!

Materiały z konferencji można obejrzeć [tutaj]. 


Czytaj dalej
05.09.2016
Kamienice na papierze

Aparaty cyfrowe odebrały trochę magii fotografowaniu. Pamiętam emocje związane z oddawaniem kliszy do wywołania, wyczekiwanie na odbitki i najważniejsze pytanie „jak wyszły”. Teraz każde zdjęcie mogę przed wywołaniem dokładnie obejrzeć, przeprowadzić selekcję i wybrać te, które chcę mieć na papierze, a które po prostu skasuję. Niestety, ten tryb pracy niepostrzeżenie doprowadził do tego, że zdjęcia – zamiast w albumach, pod ręką – siedzą na dysku i… chyba trochę rzadziej je przeglądam. 

Z a w o  d n a  e l e k t r o n i k a
Czasami dostaję od Was maile z pytaniem, czy moje zdjęcia są dostępne w formie odbitek czy plakatów, albo czy mogę udostępnić Wam pliki w wyższej rozdzielczości. Znaczna część kadrów z „początków kamienicowania” niestety przepadła, razem z dyskiem, na którym je gromadziłam. Od czasów tej pamiętnej katastrofy zaczęłam robić dodatkowe kopie, ale… kto mi zagwarantuje, że dysk zewnętrzny też pewnego dnia nie ulegnie awarii?

Zatem – powrót do przeszłości, ale w odświeżonej wersji: zamiast tradycyjnego albumu – fotoksiążka.

Ł a t w e  p r o j e k t o w a n i e
Firma, która wykonała moją fotoksiążkę, udostępnia do pobrania specjalną aplikację, dzięki której sami możemy zaprojektować nasze „wydawnictwo”. Korzystałam z wersji Saal Design 4.0. Nie wiem, czy tak samo wygląda to w przypadku innych firm, ale aplikacja jest niezwykle intuicyjna. Możemy wybierać z gotowych szablonów, możemy je modyfikować, możemy też stworzyć coś całkowicie autorskiego. 
Aplikacja będzie nas cały czas pilnować – informować o jakości wstawianego zdjęcia, a także wyświetlać linie, dzięki którym możemy umieszczać fotografie na konkretnej wysokości. Projekt w każdej chwili można zapisać, by wrócić do niego za jakiś czas. Oprócz wskazówek technicznych przy projektowaniu układu, fajną funkcją aplikacji jest to, że automatycznie podlicza nam koszt naszego projektu – a ten zmienia się w zależności od np. wybranego papieru czy okładki. Miłym dodatkiem jest też opcja czat-pomocy. Nie musiałam z niej wprawdzie korzystać – jak wspominałam, aplikacja praktycznie prowadzi nas za rękę – ale może komuś się przyda.
N a  w y c i ą g n i ę c i e  r ę k i
Fotoksiążka dotarła do mnie opakowana w folię bąbelkową i w sztywną, kartonową kopertę. Okładka w żaden sposób nie ucierpiała w transporcie (a z racji, że wybrałam wersję błyszczącą, trochę obawiałam się zarysowań na powierzchni). 
Przyznam, że zobaczenie swoich zdjęć wydrukowanych na dobrej jakości papierze, w pięknych, nasyconych kolorach i w ustalonym przez siebie układzie sprawia przyjemność :). Jest ten efekt "odświętnego wow". Fotoksiążka przyciąga uwagę osób, które mnie odwiedzają -jest namiętnie kartkowana praktycznie każdego dnia. Ba, sama również po nią sięgam z przyjemnością. Myślę, że zdecyduję się na uwiecznianie moich ulubionych fotografii w tej właśnie formie. Elektronika elektroniką, ale... Czuję się dziwnie spokojniej, kiedy mam coś na papierze ;). 

Projektujecie swoje fotoksiążki? Jeśli tak, to czy drukujecie je dla siebie, a może wręczacie komuś w prezencie? 


Czytaj dalej