12.06.2017

Na poznańskim spotkaniu blogerów Blog Conference Poznań byłam po raz pierwszy - do tej pory bywałam we Wrocławiu i Gdańsku. Poznań zaszalał z liczbą uczestników. Ponad 1000 blogerów! I przyznam, że to było fajne, bo poznałam mnóstwo osób. Jednak zorganizowanie takiego wydarzenia to ogromne przedsiewzięcie. Dziś kilka słów podsumowania. I kilka zdjęć, bo kamienice to Poznań ma, oj ma... 


Beczka miodu

Wykładów wysłuchałam z przyjemnością. Choć niektóre uraczyły mnie oczywistymi-oczywistościami, to dla innych po prostu warto było przyjechać. Moją absolutną faworytką była prelekcja Zwierza Popkulturalnego, czyli Katarzyny Czajki o tym, że warto być przyzwoitym blogerem. Tak kompletnie niepopularny temat, nie ;)? 

Poznań

Poznań | #arachnofobiaatakuje
Wordpressowe warsztaty z Darkiem Mołodeckim i rozmowa z dziewczynami z Lh.pl natchnęły mnie, by po raz kolejny zabrać się za blogową przeprowadzkę "na swoje". I tym razem na planach się nie skończy. Dzięki wszystkim za motywację, bo podchodzę do tematu jak pies do jeża...

Urzekła mnie też autorka JaninaDaily.com. Ba, mogę powiedzieć wręcz, że "dostałam Janiną", bo zachwyt spadł na mnie dość niespodziewanie, aż mnie przygniotło ;). Wstyd się przyznać, że wcześniej nie czytałam. Nadrobiłam zaległości, teraz jestem na bieżąco. Niesamowite poczucie humoru, sami sprawdźcie. 

Poznań
Było tak ciekawie, że przemilczę fakt, iż przez pierwsze dwa wykłady stałam przy schodach uczepiona jedną ręką barierki, a drugą kuli. Pech chciał, że podczas mojej poznańskiej eskapady kicałam sobie o kulach, po dość kłopotliwym urazie stawu skokowego. Wprawdzie widziałam parę wolnych miejsc - gdzieś u góry sali. Ale nie wyobrażałam sobie slalomu między osobami siedzącymi na schodach. Bo i tych nie brakowało. I tu już przechodzę do kwestii typowo organizacyjnych. 


Łyżka dziegciu

Międzynarodowe Targi Poznańskie to prawie jak państwo w państwie. Wzruszające były te hand made napisy i strzałki zrobione kredą na chodniku. Poważnie, nie śmieszkuję. Gdyby nie one, to pewnie bym zawróciła. MTP jest ogromne. A posucha informacyjna zniechęca do poszukiwań. Nawet bardziej niż kontuzja kostki.

Poznań
Na miejscu również skąpo z informacjami. Stoję w kolejce, by dowiedzieć się, że mojego identyfikatora nie ma. "Ale jak mi zależy, to mogę przyjść później, pewnie się znajdzie". Bardzo zachęcające. Pal licho identyfikator, ale brak wydrukowanych programów to już większa przykrość. Ci z sokolim wzrokiem mieli program na małych wyświetlaczach nad wejściami. Reszta, na szczęście, miała smartfony. 

Ostatnim "przewinieniem", jakiego się dopatrzyłam, jest absolutna dyskryminacja wegetarian w tamtejszym barze. Do wyboru mięcho, mięcho i ryba, a jeśli nie łaska - możesz sobie zjeść garść kopytek i surówkę. O trawożercach zapomniano również podczas niedzielnego śniadania. Cóż, ostatnie, co bym pomyślała o Poznaniu to to, że przymrę tam głodem (trust me, mam rodzinę w Poznańskiem ;)), jednak wspomniane już przestrzenie MTP skutecznie zniechęciły mnie do wyskoczenia do miasta na lunch. Zanim bym wyszła z MTP, to by było po przerwie...

Poznań
I to by było tyle. Choć nie, jeszcze coś:

Poznaniu, proszę, wyburz "chlebak". To czyste zło jest. Pod każdym możliwym względem. 



This is the most recent post.
Starszy post

1 komentarz:

  1. Ten dworzec to koszmar, jest nieprakktyczny, a do tego strasznie brzydki.

    OdpowiedzUsuń