12.06.2017
Poznaniu, wyburz chlebak

Na poznańskim spotkaniu blogerów Blog Conference Poznań byłam po raz pierwszy - do tej pory bywałam we Wrocławiu i Gdańsku. Poznań zaszalał z liczbą uczestników. Ponad 1000 blogerów! I przyznam, że to było fajne, bo poznałam mnóstwo osób. Jednak zorganizowanie takiego wydarzenia to ogromne przedsiewzięcie. Dziś kilka słów podsumowania. I kilka zdjęć, bo kamienice to Poznań ma, oj ma... 


Beczka miodu

Wykładów wysłuchałam z przyjemnością. Choć niektóre uraczyły mnie oczywistymi-oczywistościami, to dla innych po prostu warto było przyjechać. Moją absolutną faworytką była prelekcja Zwierza Popkulturalnego, czyli Katarzyny Czajki o tym, że warto być przyzwoitym blogerem. Tak kompletnie niepopularny temat, nie ;)? 

Poznań

Poznań | #arachnofobiaatakuje
Wordpressowe warsztaty z Darkiem Mołodeckim i rozmowa z dziewczynami z Lh.pl natchnęły mnie, by po raz kolejny zabrać się za blogową przeprowadzkę "na swoje". I tym razem na planach się nie skończy. Dzięki wszystkim za motywację, bo podchodzę do tematu jak pies do jeża...

Urzekła mnie też autorka JaninaDaily.com. Ba, mogę powiedzieć wręcz, że "dostałam Janiną", bo zachwyt spadł na mnie dość niespodziewanie, aż mnie przygniotło ;). Wstyd się przyznać, że wcześniej nie czytałam. Nadrobiłam zaległości, teraz jestem na bieżąco. Niesamowite poczucie humoru, sami sprawdźcie. 

Poznań
Było tak ciekawie, że przemilczę fakt, iż przez pierwsze dwa wykłady stałam przy schodach uczepiona jedną ręką barierki, a drugą kuli. Pech chciał, że podczas mojej poznańskiej eskapady kicałam sobie o kulach, po dość kłopotliwym urazie stawu skokowego. Wprawdzie widziałam parę wolnych miejsc - gdzieś u góry sali. Ale nie wyobrażałam sobie slalomu między osobami siedzącymi na schodach. Bo i tych nie brakowało. I tu już przechodzę do kwestii typowo organizacyjnych. 


Łyżka dziegciu

Międzynarodowe Targi Poznańskie to prawie jak państwo w państwie. Wzruszające były te hand made napisy i strzałki zrobione kredą na chodniku. Poważnie, nie śmieszkuję. Gdyby nie one, to pewnie bym zawróciła. MTP jest ogromne. A posucha informacyjna zniechęca do poszukiwań. Nawet bardziej niż kontuzja kostki.

Poznań
Na miejscu również skąpo z informacjami. Stoję w kolejce, by dowiedzieć się, że mojego identyfikatora nie ma. "Ale jak mi zależy, to mogę przyjść później, pewnie się znajdzie". Bardzo zachęcające. Pal licho identyfikator, ale brak wydrukowanych programów to już większa przykrość. Ci z sokolim wzrokiem mieli program na małych wyświetlaczach nad wejściami. Reszta, na szczęście, miała smartfony. 

Ostatnim "przewinieniem", jakiego się dopatrzyłam, jest absolutna dyskryminacja wegetarian w tamtejszym barze. Do wyboru mięcho, mięcho i ryba, a jeśli nie łaska - możesz sobie zjeść garść kopytek i surówkę. O trawożercach zapomniano również podczas niedzielnego śniadania. Cóż, ostatnie, co bym pomyślała o Poznaniu to to, że przymrę tam głodem (trust me, mam rodzinę w Poznańskiem ;)), jednak wspomniane już przestrzenie MTP skutecznie zniechęciły mnie do wyskoczenia do miasta na lunch. Zanim bym wyszła z MTP, to by było po przerwie...

Poznań
I to by było tyle. Choć nie, jeszcze coś:

Poznaniu, proszę, wyburz "chlebak". To czyste zło jest. Pod każdym możliwym względem. 



Czytaj dalej
19.05.2017
Renowacja kamienic, czyli wielkie sprzątanie

Kojarzycie kamienicę "z globusem" na wrocławskim Rynku? Ostatnio wypiękniała. Udało mi się porozmawiać z kimś, kto uczestniczył w pracach renowacyjnych dawnego domu handlowego Trautnera. Jolanta Bernal opowiedziała mi o kulisach tej wielkiej magii... i o tym, skąd są najlepsze widoki w mieście ;). 



Ewelina Kodzis: Od jak dawna tak sobie „rzeźbisz”?

Jolanta Bernal: Renowacją zabytków zajmuję się od 10 lat.

- Jakie przygotowanie trzeba mieć do takiej pracy?

- Jesteśmy po różnych szkołach, różnych kierunkach. Ja ukończyłam renowację zabytków w Szkole Wyższej Rzemiosł Artystycznych i Zarządzania we Wrocławiu, pracuję z magistrami ASP, specjalistami od rzeźby, ceramiki… Pracę w firmie Rodonit zaczęłam od wakacyjnych praktyk. Jakiś czas później wróciłam i już zostałam. Niektórych wciąż to dziwi, że jak to – „kobieta na budowie”… Ale w obecnym zespole mam jeszcze 3 koleżanki.


- Pierwszy poważny punkt w portfolio?

- Kościół św. Macieja i jego piękne wieże. To takie moje hobby, „kolekcjonuję” wieże – lubię to robić, bo na górze mam spokój i piękne widoki. Dlatego z radością pracowałam przy odnawianiu Archikatedry pw. św. Jana Chrzciciela czy Kolegiaty Świętego Krzyża i kościoła św. Bartłomieja na Ostrowie Tumskim. Marzy mi się jeszcze renowacja kościoła pw. św. Michała Archanioła przy Prusa – myślę, że i to jest wspaniały punkt widokowy.

- Spokój i piękne widoki? Trudno mi uwierzyć, że to takie sielskie warunki.

- To prawda, bywa trudno. Dużo kurzu, zanieczyszczeń, latem za gorąco, zimą za zimno. Czasami wydaje się, że pogoda jest akurat, ale na wysokości dochodzą silne podmuchy wiatru, co też nie ułatwia pracy.

- Kiedy więc najlepiej zaczynać renowację?

- Zwykle zaczyna się wiosną, gdy temperatura się podnosi.  Prace przy kamienicy Rynek 49 zaczęliśmy w czerwcu i właściwie większość skończyliśmy do jesieni. Jednocześnie zajmowaliśmy się frontem i elewacją od podwórza. Wiadomo, że niektóre etapy prac są niezwykle czasochłonne…

- Jakie są etapy prac w przypadku takiej kamienicy? Jesteśmy firmą, wygrywamy przetarg i… co dalej?

- Oczywiście dokumentacja i projekt. Gdy wszystko jest gotowe zaczyna się czyszczenie budynku. Mycie do skutku. To męczący, ale bardzo ważny etap. Wiele rzeczy można np. zamalować, ale jeśli się to doczyści, efekt będzie o wiele lepszy.


ul. Rynek 49

- Jak długo trwało to wielkie sprzątanie pod nr 49?

- Czyściliśmy całość wiele razy, dlatego zajęło nam to parę tygodni. Pogoda też nie ułatwiała zadania – we Wrocławiu panowały wówczas straszne upały. Ale, jak wspominałam, ten etap jest bardzo ważny – im dokładniej coś wyczyścimy, tym lepsze będą efekty późniejszych prac renowacyjnych. Czasami widzę rzeźby, które ktoś zniszczył, bo przedobrzył – zamiast doczyścić to, co się da, postanowił całość wypiaskować. „Bo było czarne”. Nie zawsze jest to dobre rozwiązanie, bo jeśli kamień jest w kiepskim stanie, to można zniszczyć oryginalną strukturę, szczegóły formy. Przy piaskowaniu niesamowicie ważne są wiedza i doświadczenie firmy, która to robi. Elewacja kamienicy z globusem jest cała z piaskowca, więc praktycznie wszystko było do czyszczenia.

- Co dalej, kiedy już wszystko wyczyszczone?

- Łatanie dziur, uzupełnianie ubytków. W przypadku numeru 49 brakowało szczytu kamienicy – musieliśmy zamontować go na nowo. I co ciekawe – jest to oryginał, który zdjęto parę lat temu (obawiano się, że spadnie). Taki montaż nie jest prosty…

- Domyślam się. Ale czy to oznacza, że jest szansa dla anioła z Piastowskiej? Można go zdjąć, przechować i kiedyś… może wróci w pełnej krasie… ? Z tym, że anioł jest całkiem pokaźny, to pewnie by skomplikowało całą operację…

- Nasz „szczycik” kamienicy miał około dwóch metrów. Z dołu może wydawać się niepozorny, ale zapewniam, że to nie jest drobiazg…

- OK, nie mam pytań – dobrze, że go zdemontowano zanim spadł. Zatem: uzupełniamy ubytki. A co jeśli nie wiemy, co było w danym miejscu?

- Czasami odtwarza się to na podstawie starych zdjęć, zachowanych projektów, ale o tym decyduje już konserwator. W przypadku omawianej kamienicy mieliśmy szczęście – wszystko było doskonale zachowane.

- Jakieś wiekopomne znaleziska podczas prac?

- Nic z tych rzeczy. Gdy wchodzi nasza ekipa, budynek jest już z reguły doszczętnie „wypatroszony” – nad takimi pracami czuwa archeolog. Wiem, że w naszej kamienicy w piwnicach znaleziono kamienie ze starego, gotyckiego portalu.


Rynek 49

- Pora na wisienkę na torcie, tudzież globus na kamienicy.

- Musiał być zdemontowany, to była duża operacja. Inwestorowi zależało na tym, by zachować możliwie najwięcej oryginalnych elementów (a więc czyszczenie i renowacja), a brakujące dorobić dokładnie na wzór oryginałów. Szybki wykonała inna firma, ale montowaliśmy je my. Na globusie był pierwotnie napis, ale nic się nie zachowało i nie odtwarzaliśmy go.

- Załataliśmy braki. Co dalej?

- To już końcówka naszych prac. Gotową fasadę kamienicy nr 49 poddaliśmy jeszcze procesowi hydrofobizacji – pokryliśmy ją środkiem chroniącym przed wnikaniem wilgoci.

- Podsumowując to, o czym opowiedziałaś – ta kamienica miała chyba szczęście?

- Tak, dobrze zachowane sztukaterie, fasada bez większych ubytków, na parterze oryginalne płytki, a do tego wszystkiego inwestor, który nie bacząc na koszt przywiązuje dużą wagę do detali i polega na zdaniu specjalistów. Dla tego samego inwestora pracowałam też przy kamienicy przy ul. Rzeźniczej 28 i tamtą współpracę również wspominam bardzo dobrze. Efekty prac renowacyjnych nigdy nie będą tak trwałe jak coś zbudowanego na nowo, od podstaw. Jednak wiadomo, że zawsze cenniejszy jest budynek poddany renowacji niż całkowicie odbudowany. W tej pracy nie jestem i nie czuję się twórcą. Artyści to artyści, ja jestem rzemieślnikiem. Choć często gdy pracuję na fasadzie słyszę z dołu „A co pani tam rzeźbi?”… 


Rynek 49

Jolancie dziękuję za rozmowę i za wszystkie zdjęcia detali kamienicy. Koniecznie zajrzyjcie do galerii - znajdziecie tam fotki "przed & po". ;).


[GALERIA]

Czytaj dalej
27.04.2017
Pałacyk Wiskotta

Dzielnica: Stare Miasto
Osiedle: Przedmieście Świdnickie
Ulica: Podwale, dawniej: Schweidnitzer Stadtgraben (Podwale Świdnickie)

 


Dzisiaj będzie na bogato! Przed Wami nie jakaś #typowaczynszówka, tylko pałacyk. Taką rezydencję przy Podwalu 63 zaprojektował w 1897 r. architekt Wilhelm Werdelmann dla Theodora Wiskotta. O tym, że wrocławski radca, przemysłowiec i wydawca nie biedował, zapewnia każdy detal fasady. Wszystkie misterne zdobienia wykonane są z brązowego piaskowca (podczas gdy standardowo wykonywano je w tynku, gipsie, stiuku). Sam architekt był już wówczas znany m. in.ze zwycięskiego projektu łaźni miejskiej przy ul. Teatralnej.

Portal pałacyku Wiskotta | Podwale 63
Wiskott nie zdążył się nacieszyć tym lokum. Współwłaściciel Fabryki Papieru Kolorowego oraz wydawnictwa C.T. Wiskott (Die Fabrik Bunter Papiere, Buch und Steindruckerei von C.T. Wiskott) zmarł w 1901 r. Pochowano go na nieistniejącym już cmentarzu św. Maurycego, gdzieś między ul. Kamienną a ul. Spiską.


Podwale 63
Od 1928 roku w budynku mieściła się siedziba Stowarzyszenia Kupieckiego UNION, a od 1937 - biura. W 1994 roku budynek odrestaurowano. Obecnie Pałacyk Wiskotta można kupić lub wynająć. 

Attyka | Podwale 63
Najbardziej charakterystyczną ozdobą kamienicy jest jej grzebieniasta attyka. Pozostałe dekoracje są raczej stonowane - motywy heraldyczne, roślinne, ale także... zwierzęta morskie! Przyznaję, że raki są kosmiczne, ale osobiście pozostanę wierną fanką przepięknej bramy. Zapraszam do galerii, jest co oglądać. 

[Galeria]


Frutti di mare ;) | Podwale 63

Na koniec mam dla Was pytanie-propozycję. Macie ochotę obejrzeć wnętrza pałacyku? Chciałabym zorganizować tam spotkanie w stylu photo day. Co Wy na to? Dajcie znać w komentarzach. :)


Czytaj dalej
06.04.2017
Poznam Poznań - wiaruchna czeka!

Pod koniec maja wyruszam na Blog Conference Poznań. To będzie mój debiut na tej konferencji. Skusił mnie już sam opis wydarzenia - prelekcje, panele dyskusyjne, no i warsztaty. Później poczytałam opinie tych, którzy byli&widzieli... I wyszło, że naprawdę warto. 


A skoro już wybieram się do stolicy Wielkopolski, to grzechem by było nie przyjechać trochę wcześniej. Poznańska secesja się sama nie obfotografuje. Na co poświęcić wolne popołudnie przed konferencją? Wiem już, że Wilda i że koniecznie Jeżyce. Wiem też, że ze zdjęć, które tam zrobię, powstanie wysoce nieprzyzwoity folder na moim dysku. Podejrzewam, że wyjadę ze złamanym sercem. Bo Wrocław mój aż tak secesją nie epatuje... 

Wiaruchna czeka!
























Kto się wybiera na Blog Conference Poznań? Może jakaś wcześniejsza blogerska integracja połączona ze zwiedzaniem miasta :)?

PS. A tak z innej beczki. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy zaalarmowali mnie we wtorek, że ktoś włamał się na Instagrama Wrocławskich Kamienic. Na szczęście udało mi się go odzyskać. Po tym, jak straciłam konto w lutym... nie wiem czy miałabym ochotę zaczynać po raz trzeci. Biorąc pod uwagę to, że tego samego dnia o nieudanych próbach logowania się na mój profil poinformował mnie Twitter "kamieniczny" i prywatny, to wszystko człowiekowi opada. Ręce, zapał, cukier we krwi. 



Czytaj dalej
31.03.2017
ul. Podwale 61 po remoncie

Dzielnica: Stare Miasto
Osiedle: Przedmieście Świdnickie
Ulica: Podwale, dawniej: Schweidnitzer Stadtgraben (Podwale Świdnickie)

 


Kopciuszek z Podwala już od pewnego czasu jest wyszykowany na bal ;). Moja ulubiona trasa spacerowa zyskała kolejny jasny punkt. 
O tym, jak wyglądała przed remontem, a także o jej historii pisałam tutaj



Więcej zdjęć Kopciuszka [galeria]

Koniecznie obejrzyjcie bramę :)! 


Czytaj dalej
24.03.2017
Wystawa w Galerii Ossolińskiej

Kamienica pod Złotym Słońcem gościła już kiedyś na łamach mojego bloga (notka: Rynek 6). Dziś powraca, bo i okazja ku temu odpowiednia: w Muzeum Pana Tadeusza podziwiać można wystawę opowiadającą historię tego wspaniałego budynku.


„Każda epoka pozostawiała w tym budynku trwałe ślady ważkich wydarzeń historycznych i artystycznych. W tej kamienicy – jak w zwierciadle – odbija się bogata historia naszego miasta i regionu. Od XIII wieku zawsze ambicją jej właścicieli było, aby stała się najcenniejszą rezydencją miejską i ozdobą rynku dumnego europejskiego miasta. I tak pozostało do dzisiaj.”
A. Dobrzyniecki, P. Oszczanowski - "Pod Złotym Słońcem. Rynek 6 we Wrocławiu – dom mieszczan, rezydencja władców, arcydzieło architektury"

Wystawa w Galerii Ossolińskiej

Od 1 marca do końca maja w galerii na dziedzińcu Muzeum macie szansę podziwiać wystawę planszową prezentującą historię Kamienicy Pod Złotym Słońcem. Wystawie towarzyszy broszurowa publikacja z tekstami Beaty Maciejewskiej, więc podczas zwiedzania nie trzeba robić notatek ;). Warto też wspomnieć, że teksty są w trzech językach: polskim, angielskim i niemieckim, a całość jest niezwykle przyjemna dla oka (za opracowanie graficzne odpowiadał Wojtek Świerdzewski).

Broszura towarzysząca wystawie
Wnętrza przyprawiają o rumieńce - zarówno ilością, jak i... hm, tematyką zdobień. Rozpusta, dołownie i w przenośni. W tej kamienicy zatrzymywali się królowie i cesarze (w tej i w jej sąsiadkach - Pod Siedmioma Elektorami i Pod Błękitnym Słońcem). Kogo gościły te mury i jak zmieniał się wygląd budynku przez wieki? Wszystkiego dowiecie się z wystawy.

Złote Słońce w pełnej krasie

Do poczytania i obejrzenia

W styczniu Ossolineum wydało książkę Arkadiusza Dobrzynieckiego i Piotra Oszczanowskiego "Pod Złotym Słońcem. Rynek 6 we Wrocławiu – dom mieszczan, rezydencja władców, arcydzieło architektury", którą dzięki uprzejmości Muzeum Pana Tadeusza właśnie pilnie studiuję i której fragment zacytowałam na początku notki. Więcej o samej książce pojawi się na blogu już niebawem, a narazie serdecznie polecam Wam wystawę w Galerii Ossolińskiej. Wstęp jest wolny. Muzeum Pana Tadeusza czeka na Was od wtorku do niedzieli w godzinach 10.00-18.00.

Wystawa w Galerii Ossolińskiej
Kamienica Pod Złotym Słońcem
Rynek 6, 50-106 Wrocław
tel. 71 75 50 640
info@ossolineum.pl
www.muzeumpanatadeusza.ossolineum.pl


Czytaj dalej
16.03.2017
Potencjał drzemiący w murach


W tegorocznej edycji konkursu Muratora Remont Roku 2016, w kategorii Wnętrza zwyciężył projekt przebudowy mieszkania w jednej z wrocławskich kamienic. Ile sił, czasu i nakładów wymaga taki remont? O tym miałam przyjemność porozmawiać z autorem projektu, architektem Wojciechem Drajewiczem z jeleniogórskiego studia ArCADa


Ewelina Kodzis: Czy budynek, w którym znajduje się mieszkanie, jest wpisany do rejestru zabytków?

Wojciech Drajewicz: Nie, nie jest w rejestrze, ale znajduje się w strefie ochrony konserwatorskiej. To jednak nie wpłynęło w żaden sposób na proces remontu. Konserwator nie ingeruje w to, jak przebiegają prace w mieszkaniu, jeśli jego wnętrze nie jest chronione. W tym przypadku ochronie podlegała elewacja kamienicy, a to nas bezpośrednio nie dotyczyło. 

- W jakim stanie jest kamienica?

- Początkowo zniechęciła nas jej klatka schodowa – jest mocno zaniedbana. Jednak to ma szansę się zmienić. Pojawił się już domofon, brama jest zamykana, trzeba teraz wyremontować schody i położyć nowe tynki. Od strony podwórka można budynek zaizolować. Od strony ulicy fasada pokryta jest cegłą, którą trzeba będzie wyczyścić. To prace do wykonania w perspektywie kilku lat.


zwycięski projekt / fot. Piotr Mastalerz, Murator

- A samo mieszkanie?

- Małżeństwo, które zamieszkiwało ten lokal, zdecydowało się przenieść do mniejszego mieszkania. To ma ponad 100 m kw. i czuli, że jest dla nich po prostu za duże. Rozkład pomieszczeń nie był oryginalny, podczas wcześniejszych remontów zmieniono układ ścian działowych. Poprzedni właściciele przenieśli kuchnię i łazienkę w inne miejsce, utworzyli dość duży salon, a pozostałe – średniej wielkości – pokoje były w amfiladzie. Nie był to komfortowy układ funkcjonalny. Z oryginalnego wyposażenia mieszkania zachował się stary piec z interesującymi kaflami.  Rozebraliśmy go, ale zostawiliśmy kafle. Być może nowi lokatorzy pokuszą się kiedyś o zbudowanie repliki. Na sufitach były oryginalne stiuki, plafony, ale wszystkie w kiepskim stanie. Specjaliści oferowali, że mogą zrobić odciski i odtworzyć brakujące elementy, jednak  przez wielokrotne malowanie sztukaterie zatraciły swój rysunek, wyrazistość. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że wykonamy nowe, oczywiście gipsowe, pasujące do tego wnętrza, dość bogato zdobione. W całym mieszkaniu były stare, częściowo niesprawne instalacje. Nieliczne drewniane drzwi pokrywała farba olejna. Piękne podłogi ukrywały się pod kilkoma warstwami dywanów.


Tak było... / fot. Wojciech Drajewicz

- Co zdecydowało o zakupie tego konkretnego lokalu?

- Mieszkanie miało wspaniałą atmosferę, doskonałą lokalizację, wysokie wnętrza... Inwestorzy  od dawna szukali za moim pośrednictwem mieszkania we Wrocławiu. Biuro nieruchomości podsyłało mi kolejne adresy,  w sumie odwiedziłem kilkanaście miejsc. Za każdym razem robiłem zdjęcia i pomiary, by po powrocie do biura przeanalizować wszystkie dane i móc zaproponować inwestorom najdogodniejsze dla nich rozwiązania możliwe do zastosowania w danym mieszkaniu. Projekt tego konkretnego lokalu bardzo im się spodobał.

- Zakupy na rynku wtórnym, zwłaszcza w przypadku mieszkania w kamienicy, to trochę jak kupno kota w worku… Na pierwszy rzut oka nie stwierdzimy w jakim stanie są tynki, podłogi, instalacje. Na co „zwykły śmiertelnik” musi zwrócić uwagę podczas takich oględzin?

- To wszystko jest kwestią potrzeb i preferencji. Moi inwestorzy są w dobrej sytuacji finansowej, dlatego to nie stan mieszkania, a jego potencjał był podstawowym kryterium wyboru. Liczyło się to, co da się z niego wydobyć, by komfortowo mieszkać. Jednak jeśli chodzi o ocenę stanu mieszkania - „zwykły śmiertelnik” nie będzie wiedział, na co patrzeć. Nie warto podejmować takiego ryzyka, lepiej polegać na opinii kogoś doświadczonego. Porady architektów kosztują, ale warto z nich skorzystać, gdyż mieszkanie to inwestycja na dłużej. Dobrze jest wszystko przemyśleć, poznać słabe i mocne strony lokalu, a z pomocą specjalisty – wykorzystać potencjał drzemiący w murach.

- Mając odpowiednie fundusze, nie trzeba się obawiać kosztownego i skomplikowanego remontu. Ale czy kamieniczne mieszkanie może kryć w sobie „niespodzianki”, które będą nie do przeskoczenia?

- Pracuję w zawodzie ponad 30 lat, więc ocena stanu tego mieszkania nie przysporzyła mi problemów. Ale pewnie takie „niespodzianki” istnieją… Budowlaniec lub architekt z doświadczeniem z pewnością zwróci na nie uwagę. 

zwycięski projekt / fot. Piotr Mastalerz, Murator

- Co wymagało najwięcej pracy? W mieszkaniu, o którym pisałam wcześniej, najbardziej wymagająca okazała się podłoga.

- Potwierdzam, podłoga to był prawdziwy horror. Chcieliśmy za wszelką cenę ją zachować – to piękne, naturalne, stare drewno. Ale, jak wspomniałem, podział pomieszczeń musiał zostać zmieniony, a więc i podłogę należało położyć na nowo. Braki udało nam się uzupełnić dzięki brusom, z których zbudowana była jedna ze ścian działowych. Postanowiliśmy również, że nie będziemy cyklinować desek, tylko je odwrócimy. Wcześniej deski ułożone były na szlace, którą zastąpiliśmy keramzytem. W samym salonie podłogę kładliśmy przez dwa tygodnie. Jednak po ukończeniu prac efekt zrekompensował wszystko.
Deski oryginalnie były bez pióra i wpustu – i tak też je ułożyliśmy. Nie są związane ze sobą, a wypełnienie z keramzytu i wełny mineralnej nie stanowi dla nich oparcia, dlatego drewno cały czas pracuje. Planujemy wypełnić przestrzeń między warstwą a deskami pianką montażową.

- Jak długo trwał remont?

- Prace zaczęliśmy w lipcu, a skończyliśmy pod koniec stycznia, czyli 7 miesięcy. To długo, ale trzeba podkreślić, że mieszkanie przeszło kompletną przemianę – łącznie z układem ścian działowych czy instalacjami. Odkryliśmy też prawdziwą perełkę, piękne sklepienie w obecnej sypialni (wcześniejszej kuchni i łazience), dotychczas zasłonięte płytami gipsowymi. Wyeksponowaliśmy cegły, pokazaliśmy łuki po starych otworach drzwiowych.

Wręczenie nagród - Remont Roku 2016, kategoria Wnętrza / fot. Przemysław Szyszka/SE/East News

- Czy remont przebiegał typowo, bez niespodzianek?

- Nic mnie nie zaskoczyło w trakcie przebiegu prac, ale to prawdopodobnie zasługa mojego doświadczenia. Mieszkam i pracuję w regionie, w którym jest dużo starych domów. Inwestorzy podejmują się ich remontu, by organizować tam później np. gospodarstwa agroturystyczne. Ten remont nie był problematyczny. Owszem, pojawiły się pewne komplikacje podczas wykonywania instalacji, gdyż przenieśliśmy łazienki w zupełnie inne niż dotychczas miejsca, jednak ostatecznie wszystkie nasze plany udało się zrealizować.


- Podłoga położona na nowo, nowe okna, nowe stiuki, nowe instalacje, nowe ściany… Remont i wyposażenie takiego mieszkania to chyba koszt wyższy lub zbliżony do ceny zakupu samego lokalu?

- To prawda, jednak mieszkanie rekompensuje to swoją powierzchnią, oryginalnymi elementami i wspaniałym położeniem. W coś takiego po prostu warto zainwestować. W tej chwili jest tam duży salon (ok. 45 m kw.) z aneksem kuchennym (ok. 14 m. kw.), dwie sypialnie, dwie łazienki i korytarz. Nowi właściciele chcieli urządzić wszystko w stylu vintage, połączyć klasykę z nowoczesnością. Mieli dokładnie sprecyzowane oczekiwania i plany. Efekty mówią same za siebie - niedawno odwiedziła ich poprzednia lokatorka. Nie mogła uwierzyć, że to to samo mieszkanie…


_________________________________________

Remont Roku 2016 / fot. Przemysław Szyszka/SE/East News
Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis zachęci Was do dzielenia się efektami prac remontowych w kamienicach. Tych najodważniejszych zapraszam do wzięcia udziału w kolejnej edycji konkursu Remont Roku. Więcej informacji o konkursie już niebawem na tej stronie. Pełną relację z tegorocznej gali oraz uzasadnienia wyborów jury można znaleźć tutaj.



Czytaj dalej
09.03.2017
Agnes z Rosenstraße

Porządkując stare pliki natrafiłam na wywiad, który miałam kiedyś przyjemność przeprowadzić z rodowitą Wrocławianką. Materiał zmontował mój przyjaciel, Jakub Wilk. Pani pozostanie anonimowa (pod takim warunkiem zgodziła się na wykorzystanie tego materiału), ale na potrzeby narracji nazwijmy ją Agnes ;). Cała moja rozmowa z nią, bogato ilustrowana rodzinnymi zdjęciami, trwała kilka godzin, ale przyznam, że mogłabym jej słuchać znacznie dłużej. 





Check this out on Chirbit
Czytaj dalej
02.03.2017
ul. Ukryta 14

Dzielnica: Śródmieście  
Osiedle: Ołbin
Ulica: Ukryta, dawniej: Fiedlerstrasse

         
ul. Ukryta 14
Ukrytą odwiedziłam wiele miesięcy temu, stąd na zdjęciach jeszcze zieleń w pełni. O ile ogródki frontowe można sfotografować, o tyle panującego tam spokoju - nie sposób. Bardzo nietypowa - jak dla Śródmieścia - atmosfera. Kamieniczki oddzielone od ulicy całkiem szerokim chodnikiem i przysłonięte bujną zielenią to niezbyt częsty widok. 
Szkoda, że historia nie była łaskawsza dla tego miejsca. Ukryta jest Ukrytą ponoć dlatego, że po wojnie gruzowisko od strony ul. Sienkiewicza zasłaniało całą uliczkę. I pomyśleć, że kiedyś takie cuda tam stały...

źródło: Wratislaviae Amici
Kamienica nr 14 okazała się niezwykle ocho- i -achogenna. Zbudowana w 1902 roku, a więc dwa lata po wytyczeniu ulicy, najprawdopodobniej nie przeszła do tej pory żadnych poważniejszych remontów (tak przynajmniej poinformował mnie jeden z napotkanych lokatorów). Jeśli rzeczywiście tak było, to chylę czoła przed wszystkimi dotychczasowymi mieszkańcami. Widać, że te cegły ktoś kochał ;)! Ale po kolei. 

ul. Ukryta 14
Na fasadzie pobrzmiewa secesja. Parter boniowany. Od pierwszego do trzeciego piętra na obu krańcach budynku są piony balkonów. Część środkową zaznacza wykusz, również kończący się balkonem na wysokości trzeciego piętra. Brama wygląda jak z grubej, bawełnianej koronki - dopiero gdy podejdzie się bliżej, można docenić detale. Po prostu piękna! Domofon i "monitoring sąsiedzki" ;) działają bez zarzutu, dzięki czemu w środku zachowało się wiele oryginalnych elementów. Począwszy od posadzki o niezwykle żywych i wyrazistych kolorach (kto by powiedział, że ma ponad sto lat?!), przez majestatyczne drewniane schody, a na secesyjnych sztukateriach skończywszy. 

ul. Ukryta 14
I wiecie, co jeszcze tam jest? 
...
Witraż! Fragment się w drzwiach zachował. Niesamowite. Na etapie tego odkrycia byłam już gotowa zasiedlać hol. W sumie, jest tak duży, że niejeden developer by go nazwał "apartamentem". ;)  Klatka schodowa z duszą, pięknie doświetlona, przestrzenna, czysta. Gdzieniegdzie oryginalna stolarka drzwiowa. 

ul. Ukryta 14
Kamienicę nr 14 miałam przyjemność zwiedzić dzięki uprzejmości pana Rafała, którego rodzina zamieszkuje w tym pięknym miejscu. Dziękuję :)

Czytaj dalej
23.02.2017
ul. Jagiellończyka 11

Dzielnica: Śródmieście
Osiedle: Nadodrze
Ulica: Kazimierza Jagiellończyka, dawniej: Ottostrasse

 
Jagiellończyka 11



Nie rzuca się w oczy jako pierwsza z całej pierzei, ale kiedy przyjrzałam się jej zdobieniom - po prostu musiałam ją obfotografować :).

ul. Jagiellończyka 11
Na każdym piętrze coś się dzieje: okien z parteru pilnują lwy, na pierwszym piętrze pysznią się wspaniałe maski kobiece, a w każdym z dorodnych naczółków na drugim piętrze siedzi równie dorodny putto (no, dobrze, nie w każdym, z jednego najwyraźniej wyleciał...). Prawdopodobnie przez bliskie sąsiedztwo wspomnianych naczółków, na trzecim piętrze dzieje się mniej. Ale to tylko chwilowe ;). Na czwartym piętrze, nad każdym z ujętych pilastrami okien znów putto i znów zdobienia. Pomiędzy nimi, w - najprawdopodobniej dębowych - liściach widać piękne kartusze. 

ul. Jagiellończyka
Wyżej straszą cegły, ale poza tym fragmentem cała fasada wygląda naprawdę nieźle (najpewniej była odświeżana). Ubytki w zdobieniach są raczej niewielkie. Również wandale jakoś przeoczyli tę kamienicę. Co się kryje pod tynkiem? W jakim stanie jest budynek? Niestety, nie spotkałam żadnego z mieszkańców, by podpytać jak się tam mieszka. 

Miałam jednak szczęście - solidne, drewniane drzwi okazały się otwarte, więc miałam okazję obejrzeć wnętrze. Pierwsze rozczarowanie: płytki zniknęły. Można sobie tylko wyobrażać, jak wyglądała niegdyś posadzka. Szkoda, bo przy tak uroczej fasadzie, pewnie i kafle były frymuśne ;). Hol kończy się puszką - a właściwie blaszanymi drzwiami na podwórze. Piękne nie są, ale z pewnością zamknięte. Pewnie dzięki temu ściany nie są pokryte bazgrołami. Ocalałe zdobienia są zamalowane grubą warstwą farby. A żeby nie było smutno, to detale świecą seledynową olejną ;). Ten sam odcień miałam na klatce schodowej bloku, w którym się wychowałam. Straszył mnie jeszcze w czasach wczesnej podstawówki. Raz zapomniałam kluczy do domu. Kilka godzin siedzenia  na klatce schodowej jak we wnętrzu psychodelicznego groszku. Brrr. Nigdy już nie byłam tym samym człowiekiem. No, ale wracając do tematu - seledynowe detale zdają się mieć dobrze, mimo kontrowersyjnego koloru. 

ul. Jagiellończyka 11
Lubię takie kamienice. Widać, że jest czysto i że mieszkańcy o to dbają. To po prostu cieszy. Aż miałam wyrzuty sumienia, że udało mi się wejść - wszak mogłam być artystycznie niewyżytą jednostką uzbrojoną w marker... Wychodząc, zamknęłam starannie drzwi. 

Więcej zdjęć: [klik]

Czytaj dalej