17.12.2012
ul. Kurzy Targ 4

Dzielnica: Stare Miasto
Osiedle: Stare Miasto
Ulica: Kurzy Targ, dawniej:
Hünermarkt (do końca XVIII w.), następnie Hintermarkt - niewielka uliczka prowadząca od Rynku do ul. Szewskiej.
 

Kamienica, jak na "starą i rynkową" przystało, jest raczej niewielka. Ale w końcu i uliczka, przy której stoi, długością ni szerokością nie grzeszy - ma ponoć calutkie 75 metrów długości; ile szerokości - tego nie wiem, ale z pewnością za mało, bo górne partie fasady musiałam uwieczniać z balkonu sąsiedniego budynku ;).
ul. Kurzy Targ 4
Uliczka musiała tętnić życiem - kwitł tu handel uliczny i pracowali rzemieślnicy. Z pewnością kamieniczki posadowione przy ulicy były na przestrzeni wieków przebudowywane i unowocześniane... Aż na początku XX wieku postanowiono całkowicie "unowocześnić" południową pierzeję ulicy i kamieniczki wyburzono, by na ich miejscu postawić Dom Handlowy Braci Barasch.

ul. Kurzy Targ - od lewej: w 1887 roku i ok. 1903 roku.  
Zdjęcia pochodzą z albumu Macieja Łagiewskiego "Wrocław wczoraj - Breslau gestern"
Jako że blog jest o kamienicach, nie daruję sobie dramatycznego pytania: czy było warto? Dom Handlowy został stosunkowo szybko zmodernizowany i z oryginalnego projektu Georga Schneidera praktycznie nic nie pozostało. Czy taki sam los spotkałby stojące tam kamienice - szczerze wątpię. Wszak północna pierzeja Kurzego Targu wygląda dziś całkiem zacnie... 

Aptekarska siedziba miała szczęście, że nie znalazła się po "niewłaściwej stronie ulicy". To, jak w tej chwili prezentuje się budynek, to już miks stuleci. Akademia Medyczna przywróciła kamieniczkę do czasów świetności sprzed wojny, zatem obok średniowiecznych elementów budynek czaruje dodatkami z późniejszych stuleci. Oczywiście najbardziej charakterystyczny jest herb, od którego budynek zyskał nazwę Kamienicy Pod Złotym Orłem.
ul. Kurzy Targ 4
W cieniu XVIII-wiecznego złotego mutanta ;) pozostającego w bliskich stosunkach z Habsburgami znajdziemy inne smaczki. Fasada to przede wszystkim dzieło renesansowych budowniczych (kamienica była przebudowywana w 1554 roku). Jednak jeśli przyjrzeć się uważnie, można zauważyć ślady głębokiego średniowiecza. I to dosłownie głębokiego. Widzicie ten niewielki świetlik, tuż pod wywietrznikiem? Niegdyś było to pełnoprawne okno.
ul. Kurzy Targ 4 - parter
ul. Kurzy Targ 4 - pozostałości okna
Dzięki temu, że wewnątrz budynku znajduje się obecnie Dom Śląskiego Aptekarza, odwiedzający mają niepowtarzalną okazję zobaczyć kamienicę taką, jaka była przez wieki. Nie trzeba się zastanawiać, wymyślać, dociekać - wszystko podane na tacy. I dobrze. Nigdy nie widziałam znakomitej większości z przedmiotów, jakie się tam znalazły, więc moje wyobrażenia apteki bez obejrzenia ekspozycji byłyby dość ubogie. 
Główna apteczna sala do której wchodzi się bezpośrednio z Kurzego Targu wygląda bardzo typowo - typowo w znaczeniu "Tak sobie wyobrażałam starą aptekę!". Przepiękny sufit konkuruje o uwagę z niesamowitościami ukrytymi w szklanych pojemniczkach ustawionych na półkach. Te wszystkie mini szufladki, fiolki, wagi i inne fantastyczne przyrządy o których pewnie studenci farmacji mogliby coś więcej opowiedzieć... ale nie trzeba. Po co odzierać je z tego... niemal alchemicznego czaru?
ul. Kurzy Targ 4
Właśnie, jak już o alchemii... Alchemik najwyraźniej zagnieździł się w piwnicy. Muzeum przygotowało tę salkę pod kątem najmłodszych zwiedzających - jest więc trochę strasznie, bardzo niesamowicie, odrobinę magicznie. Z półki uśmiecha się do nas czaszka, a wszystko spowite pajęczynami i wątłym światłem ze wspomnianego już świetlika. 
Mam nadzieję, że grupa docelowa sąsiedniej wystawy ma wyższą średnią wieku, bo to tam spędziłam najwięcej czasu... Drodzy Państwo, steampunk jak się patrzy! Że to wszystko naprawdę stało w aptekach! Nie będę wszystkiego zdradzać - zachęcam do uważnego oglądania zdjęć.
ul. Kurzy Targ 4
Na wyższe kondygnacje można się dostać solidną klatką schodową, albo windą - budynek został przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Są jeszcze cudne, ażurowe schody z przełomu wieków, ale one sięgają jedynie pierwszego piętra. I są dość wątłe. I choć to pewnie tylko wrażenie, to polecam obejrzeć je z należną im czcią, a następnie wybrać coś pewniejszego ;). 

Na piętrach, zwłaszcza pierwszym, gdzie znajdował się gabinet aptekarza, panuje nieprzyzwoity przepych. Oczywiście jest też "aptecznie": ciężkie, drewniane regały, tajemnicze fiolki, zabytkowe opakowania leków itp. Jednak dzisiejsze wyobrażenie aptekarza, czy nawet właściciela apteki zdecydowanie nie przystaje do tego, kim aptekarz był kiedyś. Sufity mnie oczarowały, a na widok złoceń na kolumnach zaniemówiłam. Zresztą, sami zobaczcie. 
ul. Kurzy Targ 4 - gabinet aptekarza
Pośród ochów i achów niemal przeoczyłam pewien bardzo ciekawy gadżet. W podłodze gabinetu jest... dziura! Obecnie przeszklona, ale jednak: dziura ta ma "zabytkowy rodowód" ;)! Po co komu dziura w gabinecie...? Z pewnością o tym i o innych ciekawostkach z życia codziennego aptekarza opowiedzą Wam pracownicy Muzeum Farmacji. Koniecznie wybierzcie się na wycieczkę, to niepowtarzalna możliwość obejrzenia świetnie odremontowanej kamienicy i poznania jej historii właśnie od tej najurokliwszej, najbarwniejszej strony - życia jej mieszkańców. 

Dzisiejsza galeria jest obowiązkowa. Nie żartuję. 
Pokaz slajdów tutaj.
A tu galeria dla klikaczy-tradycjonalistów. 

Czytaj dalej
07.10.2012
ul. Kurzy Targ 4

Dzielnica: Stare Miasto
Osiedle: Stare Miasto
Ulica: Kurzy Targ, dawniej:
Hünermarkt (do końca XVIII w.), następnie Hintermarkt - niewielka uliczka prowadząca od Rynku do ul. Szewskiej.
 


Zawsze, kiedy przyglądam się jakiejś kamienicy, zastanawiam się, jak wyglądała pierwotnie: jak była zdobiona, czy mieściły się w niej sklepy, zakłady, czym żyli mieszkańcy, z czym się kiedyś kojarzył dany adres. Czasami udaje mi się dotrzeć do tych informacji - bo na fasadzie widać fragmenty szyldów, bo na hydralu znalazłam zdjęcia, bo w książkach adresowych z Breslau było to czy tamto. Odtwarzanie "zaledwie" stuletniej przeszłości potrafi też przysporzyć problemów i zakończyć się brakiem jakichkolwiek donioślejszych odkryć w stylu "Ha! W 1928 fasolę tu sprzedawali!". 
ul. Kurzy Targ 4 - fasada
Kurzy Targ 4, choć do młódek kamienicznych ;) nie należy (pojawia się już w księgach podatkowych Wrocławia z 1286 roku), problematyczna pod tym względem nie jest. W kamienicy, od początku jej istnienia do roku 1951 mieściła się apteka. Mieścił się również i aptekarz z rodziną - nawet wiemy kto i kiedy! Na stronie serwisu Wratislaviae Amici możecie dokładnie sprawdzić, jakie były losy apteki Pod Podwójnym Złotym Orłem (zwanej też Apteką Targu Wiankowego). Nie ulega wątpliwości, że jest to jedna z najstarszych aptek w Polsce, a możliwe, że i pierwsza we Wrocławiu.
ul. Kurzy Targ 4
W momencie upaństwowienia aptek, w połowie XX wieku, przybytek przeniesiono, gdyż budynek przy ul. Kurzy Targ 4 był w bardzo złym stanie technicznym. Tak sobie niszczał dostojnie jeszcze do początku lat 80., aż w końcu został przekazany w użytkowanie wrocławskiej Akademii Medycznej. Zrodził się niecny plan odbudowy kamienicy i utworzenia w niej Muzeum Farmacji.
ul. Kurzy Targ 4 - w trakcie odbudowy
O tym, jak wyglądały kamienice przy ul. Kurzy Targ jeszcze długo po wojnie - wiem z opowiadań rodziny. A o tym, jak trudno zdobyć pieniądze na remont i jak szybko takie prace idą - wiem już z własnych obserwacji. Kurzy Targ 4 do czasów świetności powracał prawie 30 lat. W latach 1982 - 1991 prace nadzorował Konserwator Wojewódzki, a finansowało Ministerstwo Kultury i Sztuki. W roku 1991 kamieniczka oficjalnie przeszła na własność Akademii Medycznej - z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli głównie z wydatkami. Do 2006 roku mury rozbrzmiewały całkiem poważnym remontem ;) (renowacja stropów, montaż ogrzewania, wymiana dachu). Wtedy też kamieniczka zyskała "plecak", czyli dobudowany za budynkiem pion z zewnętrzną klatką schodową. 
ul. Kurzy Targ 4 - nowa-stara część
Remont miał sponsorów w postaci Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej i Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej w Warszawie. Niestety, żeby nie było zbyt różowo, pieniędzy zaczęło brakować. Prace wstrzymano na 4 lata. W 2010 roku projekt Dom Śląskiego Aptekarza uzyskał dofinansowanie ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego. Rok później remont budynku mógł się nareszcie zakończyć. 
ul. Kurzy Targ 4 - piwnice
O barwnej fasadzie i o tym, co się za nią kryje - już niebawem. 

Czytaj dalej
16.09.2012
ul. Gajowa 70

Dzielnica: Krzyki 
Osiedle: Huby
Ulica: Gajowa, dawniej: Herdain Strasse
- początkowo trakt prowadzący do wsi Herdain (Gaj); po przyłączeniu wsi do miasta, trakt nazwano po prostu Herdain Strasse. Za rok wytyczenia ulicy przyjmuje się 1910, choć pierwsze zabudowania pojawiły się tam znacznie wcześniej.
 


Wyremontowano ją już dawno - może 5, może 7 lat temu, nie pamiętam dokładnie. Dopiero kiedy zyskała nowe kolory, odkryłam, że jest ogromna. Wcześniej wtapiała się w ciąg burych, sypiących się fasad. Kamienica przy skrzyżowaniu ul. Gajowej i ul. Przestrzennej okazała się wybitnie wymagającą modelką. Narożna, duża, otoczona wąskimi chodniczkami i ulicami po których niczym pijane niedźwiedzie ;) toczą się nauki jazdy. Na pierwszy rzut oka budynek wydaje się dość skromnie dekorowany. Jednak, kiedy przyjrzeć się dokładniej, (lub zamontować teleobiektyw) okaże się, że najdrobniejsze detale są starannie dopracowane.
ul. Gajowa 70 - detale fasady. Niby takie same, ale...

Na parterze od zawsze były sklepy. Na Wratislaviae Amici wyczytalam, że jeszcze przed wojną, na samym rogu budynku, mieścił się skład wełny. Teraz jest bardziej różnorodnie i egzotycznie: salon kosmetyczny, lombard, jakiś sklep, a w samej kamienicy ponoć przyjmuje wróżka. Małe centrum usługowo-handlowe ;).
ul. Gajowa 70

Patrząc na budynek z daleka, łatwo przeoczyć bramę. Schodki prowadzące na właściwy, mieszkalny parter - marmurowe. Na ścianach w sieni też marmur. Zdobienia skromne, ładnie zachowane. Już podczas fotografowania drzwi natknęłam się na lokatorkę kamienicy, ale chyba wydałam jej się niegroźnym przypadkiem, bo mnie zignorowała. Podobnie postąpił pan, który minął mnie już w korytarzu rozgałęziającym się w kamienicy - jedna odnoga wzdłuż Gajowej, druga wzdłuż Przestrzennej, każda z nich zakończona klatką schodową. Wolę, kiedy uda się spotkać kogoś bardziej rozmownego. Zwłaszcza, gdy na temat samej kamienicy wielu informacji nie ma. Ale głupio tak naciągać ludzi na zwierzenia...
W środku budynek jest taki, jak można się spodziewać patrząc na fasadę - czysty, odświeżony i nieśmiało przyozdobiony. Nawet od podwórza jest ładnie. Gorzej z samym podwórzem, także widok z okien po tej stronie musi być koszmarny. Jedno zdjęcie i uciekłam...
ul. Gajowa 70 - wyjścia z klatek schodowych na podwórze
Zapraszam do obejrzenia zdjęć.
[s l a j d y]
[g a l e r i a ]

Czytaj dalej
02.09.2012
W starej-nowej papierni

Dziś notka z serii tych "od serca". Jak pisałam Wam ostatnio, bacznie przyglądam się temu, co dzieje się na Przedmieściu Oławskim w związku z budową soft loftów na terenie papierni, gdyż upatruję w tym szansy na rewitalizację (bardzo szeroko pojętą ;)) okolicy. W ubiegłą sobotę miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach fotograficznych Nowej Papierni. Calutki dzień, od 9.00 do 19.00 spędzony wśród pasjonatów fotografii - byli i amatorzy i ci bardziej "pro", ale wszyscy zgodnie zachwyceni Przedmieściem (albo po prostu dobrze udawali... ale nie, nie popadajmy w paranoję ;)). Warsztaty prowadził Tomasz Tomaszewski. Sądzę, że to znana "marka" i nie muszę wyjaśniać kto, co i jak. Jeśli jednak ktoś ma wątpliwości -  let me google that for you ;). Do 13 września wrocławianie mogą oglądać wystawę jego zdjęć w Rynku. Tomaszewski ma niesamowite wyczucie chwili, tę niezwykłą artystyczną wrażliwość... Zazdroszczę, podziwiam i polecam Wam - jeśli macie możliwość, koniecznie odwiedźcie wystawę. Podczas warsztatów mieliśmy okazję obejrzeć sporo jego prac. I choć w większości znałam te zdjęcia już wcześniej, zupełnie inaczej ogląda się je z komentarzami samego autora. 
Właśnie, komentarze. Przyznam, że wielu historii wysłuchałam z przymrużeniem oka. Ale każdy ma swoje doświadczenia, z tym się nie dyskutuje. Natomiast kreatywnego podejścia do kwestii prawnych związanych z ochroną wizerunku po prostu nie ogarniam. Może to i lepiej - bo co wolno wojewodzie... - dlatego będę się jednak trzymać przepisów. 
Tajników części teoretycznej wynosić poza mury papierni nie będę ;). Podczas części praktycznej obfotografowywaliśmy mury samej papierni i cuda architektoniczne Przedmieścia. Powiem Wam, że dawno się tak dobrze nie bawiłam w okolicach Traugutta ;). I choć około dwudziestoosobowa grupa ludzi uzbrojonych w aparaty, idąca grzecznie niczym szkolna wycieczka, z pewnością zwracała na siebie uwagę niemiłosiernie, to po prostu miło było spacerować wśród osób, które widziały to piękno ukryte pod wiekowymi warstwami kurzu i brudu. Ten ogromny potencjał Przedmieścia Oławskiego.
Zarówno podczas części teoretycznej, jak i praktycznej, troskliwą opieką otaczali nas organizatorzy warsztatów. Sam dobry pomysł to jedno, realizacja - drugie i trzeba przyznać, że było ok. Od wymogów technicznych/formalnych począwszy (bogowie... w tylu sypiących się ruinach byłam, a w takiej całkiem solidnej papierni dostałam kask - urbex dla przezornych :P), a na starannym zaplanowaniu zajęć na cały dzień skończywszy. Mam nadzieję, że pozostałe przedsięwzięcia tej firmy - o których pisałam Wam ostatnio - również dojdą do skutku. Z jednej strony to reklama dla RED development, a z drugiej - jakaś forma rewitalizacji społecznej (Jo, dziękuję za ten termin ;D!) tych okolic. Czyli win - win.


  
Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket
Czytaj dalej
16.08.2012
Co czai się za kamienicą?

Gnębiona wspomnieniami utraconych zdjęć kamienicy z Kościuszki 142, wybrałam się w ostatni wtorek na spacer na Przedmieście Oławskie. Uzbrojona w aparat i mojego przyjaciela, miałam mocne postanowienie ponownego uwiecznienia wszystkich detali budynku. Po drodze postanowiliśmy skręcić w jedno z podwórek sąsiadujących z kamienicą. I stało się, miłość od pierwszego wejrzenia: mojemu przyjacielowi - zapalonemu eksploratorowi i miłośnikowi wszelkich industrialnych budowli - objawiło się wielkie gruzowisko, z którego wyłaniały się mury starej drukarni i fabryki papieru. Tyle "cudów" za standardową ścianą z kamienic...!

Jeden z budynków papierni


Skąd to się tu wzięło...
Przemysł papierniczy zagnieździł w tym miejscu już pod koniec XIX wieku. W 1897 roku postawiono tam oficynę, w której miała odbywać się produkcja. Jednak już rok później,  niejaki Henschel - stworzył nowy projekt zabudowań drukarni i papierni. W 1903 "do kompletu", na tej samej, ogromnej działce, ale od jej frontu - czyli przy dzisiejszej ulicy Kościuszki - doszła kamienica. Zaprojektowana przez architekta Maxa Günthera, miała być odpowiednia dla właściciela całego tego przybytku, inwestora Richarda Chutscha. Czy tam faktycznie zamieszkał - tego nie wiem, ale architekt się postarał, to pewne, kamienica jest bardzo duża, a od budynku głównego odchodzą dwie oficyny. I więcej już Wam o niej nic teraz nie powiem, bo takie cudo zasługuje na osobną notkę. Kilka lat później, na tej samej parceli postawiono jeszcze spory, 5-kondygnacyjny magazyn i wreszcie okazało się, że... już chyba nie ma więcej miejsca... ;)? Tak przynajmniej podejrzewam, bo w 1913 roku powstał projekt zazielenienia podwórza (przygotowała go firma Meltzer&Kreuz), który niejako zwieńczył dzieło. Niestety, sto lat później, całość zabudowań wyglądała już jak raj dla paintballowców.

... i co z tym teraz zrobić?
Unikalność całego kompleksu, niezły stan, w jakim zachowały się budynki, dobra lokalizacja, ciekawa historia, a co za tym wszystkim idzie - wysoki potencjał. I znalazł się ktoś, kto ten potencjał dostrzegł: firma Real Estate Development planuje urządzić tam soft lofty. Prace na terenie ex-papierni już ruszyły. Od napotkanej przed papiernią Ewy Piechoty z firmy RED development dowiedziałam się, że wszelkie składziki, szopy, szopki i inne drewutnie muszą odejść ;). Dwa budynki (A, B) pójdą do rewitalizacji, trzeci (D) będzie "brand new" [Klik!]. Nad budynkami B i D widzicie opiewaną już przeze mnie kamienicę z Kościuszki 142. Ona też ma zyskać na tych planach - jej renowacja zostanie znacznie przyspieszona. Zajrzyjcie sobie na stronę Nowej Papierni (tak nazwano ten powstający zespół mieszkaniowy). Oprócz standardowych informacji kto, co, jak, gdzie i za ile - jest tam świetna galeria - jak było, jak jest i jak będzie. RED development planuje zakończyć prace na początku 2014 roku.
Warsztaty fotograficzne
A co z tego przyjdzie kamienicom?
Ekipa "zamieszana" ;) w powstawanie Nowej Papierni ma też bardziej ambitne plany - plany... no nie powiem, że odchamienia okolicy. Mentalnej rewitalizacji, moi drodzy.
Póki co, zorganizowano konkurs, w którym nagrodą jest udział w warsztatach fotograficznych prowadzonych przez Tomasza Tomaszewskiego. Konkurs kończy się 21 sierpnia, więc macie jeszcze trochę czasu. Szczegóły konkursu - tutaj. Oprócz konkursu, w planach są wystawy prac twórców lokalnych, album fotografii z Przedmieścia Oławskiego, wystawa zdjęć. Można tego wszystkiego słuchać z pobłażliwym uśmiechem, bo plany planami, a Trójkąt Trójkątem. A można po prostu przejść się po podwórzach Przedmieścia Oławskiego. Wtedy mocniej i boleśniej dociera, jak bardzo ta okolica potrzebuje - ludzi, którym się chce i będą wiedzieli jak. To za piękna część miasta, by nie wykorzystywać jej potencjału i pozwolić jej tak po prostu niszczeć. Trzymam kciuki za papiernię.

Czytaj dalej
13.08.2012
ul. Przestrzenna 23

Dzielnica: Krzyki
Osiedle: Huby
Ulica: Przestrzenna, dawniej: Goethestrasse - wytyczona w 1871 r i na cześć swego założyciela nazwana Pintostrasse. W późniejszych latach wielokrotnie zmieniała właścicieli. Jej budowę zakończono ostatecznie w 1887 r. i wówczas nadano jej nazwę Goethestrasse. Po wojnie ulicę przemianowano na Wielką, a w 1974 r. podzielono na ul. Wielką i ul. Przestrzenną. 

Przestrzenna 23

Czas zmierzyć się z demonami dzieciństwa. Moja babcia mieszkała kiedyś w kamienicy niedaleko Przestrzennej 23. Oprócz mojej babci, mieszkało tam więcej babć. A babcie te miały wnuczki i wnuków. Och, zabawa na podwórku była przednia ;)! Jednak dobra zabawa potrzebuje ciągle nowych inspiracji. W miarę opanowywania kolejnych podwórek, testowaliśmy cierpliwość naszych seniorek. W końcu babcie stanowczo powiedziały: dość. Na Przestrzenną 23 nie wolno. Decyzję umotywowano straszliwą historią o... ogromnych szczurach, które zamieszkują tamtejszą piwnicę. Ja, jako czterolatka, która nigdy nie widziała w terenie nawet myszy (a te w zoologicznym były przecież takie śliczne!), nie odczułam grozy sytuacji. Podobnie zdezorientowane były inne dzieci. Tymczasem dla kogoś, kto sprowadził się do Wrocławia tuż po wojnie, hasło "szczur" oznaczało realne zagrożenie. Ot, różnica pokoleń.
I tak to granic naszego wybiegu pilnowali niewidzialni wartownicy. A babcie miały spokój.

Kamienica z Przestrzennej 23 z pewnością jest inna. Powstała w okresie, kiedy zaczęto odchodzić od secesyjnych zdobień. Kamienica nie ma kwiatków, esów-floresów, kutych balkonów. Co ma? Horrorowo-ornitologiczne motywy. Dorodne dziury po kulach w tynku. I zdobienia na kształt szlaczków w zeszycie pierwszoklasisty. Najdziwniejsze, że nawet z tym wszystkim, prezentuje się bardzo dostojnie i okazale. 
Budynek został zaprojektowany w latach 1907-1908 przez Waltera Growalda. Growald urodził się w Breslau w 1884 roku i tutaj studiował architekturę. Wygląda więc na to, że kamienica nr 23 (a także jej sąsiadka, nr 25) były jednymi z pierwszych jego prac. Architekt przeniósł się później do Berlina, w którym niestety pozostał także po objęciu władzy przez nazistów. W listopadzie 1941 roku został deportowany do getta w Rydze, gdzie zmarł.

ul. Przestrzenna 23 - fasada
Fasada kamienicy nr 23 ma niezwykle surowy charakter. Okna są głęboko osadzone, podobnie wejście do sieni. Ma się wrażenie, że cały budynek został wydrążony w wielkim monolicie wygładzonym przez deszcz. Zdobień jest niewiele - proste szlaczki i sylwetki orłów. O ile pojedynczy orzeł wygląda niepokojąco, majestatycznie i władczo, o tyle dwa orły... rozciągające między sobą dwa szlaczki - w tym jeden taki... serduszkowy - budzą skojarzenia turpistyczne. Przynajmniej we mnie. Przepraszam. ;)
ul. Przestrzenna 23 - zdobienia fasady
W jednym z okien siedział kot. Na parapecie z kafli. Już się zastanawiałam, jakie mam szanse, by go złapać, kiedy będzie spadał, ale kot spadać ani myślał. Zamiast tego, urządził donośny koncert. 
ul. Przestrzenna 23 - balkon i zdobienia + kot w bonusie
Fasadę obejrzałam - kawałek po kawałku - już wieki temu. Na drodze do pełni szczęścia stanął działający zamek w bramie. Dopiero ostatnio, dzięki jednej z lokatorek (pozdrawiam ;)!), a dokładniej: dzięki jej rowerowi, który zatrzymał otwarte drzwi na dłużej, udało mi się obejrzeć wnętrze budynku. 
Sień w ślicznych płytkach - pobrzmiewają secesją, czy mi się tylko wydaje? Marmurowe schody. Na suficie proste zdobienia i smutny zaczep wspominający zapewne wiszącą na nim niegdyś lampę. Dzieciarnia ćwiczy na ścianach kaligrafię, ale szczególnie niszczycielskiej działalności nie odnotowałam. 

ul. Przestrzenna 23 - płytki na ścianach w sieni
Schody ogromne, z drewnianymi poręczami i ze świetlikiem w dachu. A jak uroczo skrzypią...! Podejrzewam, że mieszkańcy mają ich serdecznie dosyć. Na półpiętrach donice z kwiatami - w oknach i na balkonach też sporo kwiecia. Lubię. Ale kwiatów z klatki schodowej Wam nie pokażę, bo aparat mnie wyśmiał. Ze światłem żarówek - zdjęcia koszmarne, bez światła - też nie lepsze, bo ciemno okrutnie, a statywu nie wzięłam. Ostatecznie wybrałam kilka wersji samej klatki schodowej, w lepszej lub gorszej jakości. Myślę, że majestat oddają.
ul Przestrzenna 23
I wiecie co? Szczurów nie spotkałam. Pewnie się już wyprowadziły...;)))

Więcej zdjęć z Przestrzennej 23? Tutaj!


Czytaj dalej
20.07.2012
ul. Piastowska 23

Dzielnica: Śródmieście
Osiedle: Plac Grunwaldzki 

Ulica: Piastowska, dawniej: Piasten Strasse, Memelland Strasse


  
Tak, jak sobie postanowiłam przy okazji fotografowania kamienicy z aniołem, wróciłam na Piastowską w celu obsypania zachwytami sąsiadki numeru 25. Sąsiadki o niezwykle ponętnych balkonach.

ul. Piastowska 23
Piastowska 23 to jedno z tych miejsc, któremu upływający czas jedynie przysporzył uroku. Wyobrażacie sobie te ażury w jednolitym kolorze? To by już nie było to samo. Przyznam, że w trakcie przeglądania zdjęć z tej wyprawy, ze zgrozą zauważyłam, że 80% to szczegółowe fotografie fragmentów kutych balustrad... A przecież to nie jedyny wabik tej kamienicy! Przechodniów czaruje także detalami fasady i świetnie zachowaną stolarką. 

ul. Piastowska 23
Zazwyczaj sklepy rezydujące na parterach kamienic uskuteczniają totalną demolkę wszystkiego, co się da, jednak warzywniak z Piastowskiej okazał się przyjemnie powściągliwy w tej kwestii. Nie ma tu wrzeszczącego kolorami ogromnego szyldu. Ba, nawet fasada nie ucierpiała - nie pomalowano jej na żaden szałowy kolor (co jest bardzo popularną praktyką - "tak żeby było czysto i miło"). Działalność reklamująco-zachęcająca ograniczyła się do naklejek na szybach. Podobnie kulturalnie zachowała się sąsiednia knajpka - naklejki, jakiś niewielki szyld, o ile dobrze pamiętam. No i dobrze. Bo na Piastowskiej 23 zachowały się oryginalne drewniane witryny sklepowe. Widoczne na nich motywy powtarzają się także na bramie wejściowej i wjazdowej. Taka wisienka dla uważnych. 

ul. Piastowska 23
Cały parter kamienicy jest zajęty przez lokale usługowe i bramę wjazdową. Brama wygląda trochę tak, jakby ktoś w ostatniej chwili sobie przypomniał, że do budynku musi być jakieś wejście. Jest po prostu... mała. Co jak co, ale do tego, to mnie wrocławskie kamienice nie przyzwyczaiły. Przez małe drzwi wchodzimy do małego holu. Z niego, małymi schodkami, do wąskiego korytarzyka. Po prawej stronie zamurowane przejście do bramy wjazdowej. Zamurowane i zastawione szafą - na wszelki wypadek ;). Ładna posadzka, choć doprawdy nie wiem, o co chodzi z tymi runicznymi/azteckimi/okultystycznymi (niepotrzebne skreślić) "płytkami"...

ul. Piastowska 23
Przy balustradzie wyraźny ślad dawnej bytności lampy. I równie wyraźny dowód na to, że schody się sypią. Ale Deska-the-Superhero je powstrzyma! Przynajmniej na chwilę...

ul. Piastowska 23
Drzwi do mieszkań w większości oryginalne, niektóre odświeżone. Myślę, że można założyć, że mieszkańcy Piastowskiej 23 zasługują na remont ich budynku. I że tego remontu nie zmarnują. W kamienicy jest czysto, domofon działa (wpuściła mnie jedna z lokatorek, uprzednio zlustrowawszy i mnie i aparat). Od podwórza - wspomniane już przy okazji wizyty na Piastowskiej 25 sielskie ogródki projektów autorskich ;). Miło jest. Ale antycznie. Kamienica potrzebuje remontu. 

ul. Piastowska 23
No, może nie cała. Balkony muszą zostać takie, jakie są. ;)
Zapraszam - pokaz slajdów tutaj, a poniżej galeria. 


   
Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

 

Czytaj dalej