Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śródmieście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śródmieście. Pokaż wszystkie posty
2.03.2017
ul. Ukryta 14

Dzielnica: Śródmieście  
Osiedle: Ołbin
Ulica: Ukryta, dawniej: Fiedlerstrasse

         
ul. Ukryta 14
Ukrytą odwiedziłam wiele miesięcy temu, stąd na zdjęciach jeszcze zieleń w pełni. O ile ogródki frontowe można sfotografować, o tyle panującego tam spokoju - nie sposób. Bardzo nietypowa - jak dla Śródmieścia - atmosfera. Kamieniczki oddzielone od ulicy całkiem szerokim chodnikiem i przysłonięte bujną zielenią to niezbyt częsty widok. 
Szkoda, że historia nie była łaskawsza dla tego miejsca. Ukryta jest Ukrytą ponoć dlatego, że po wojnie gruzowisko od strony ul. Sienkiewicza zasłaniało całą uliczkę. I pomyśleć, że kiedyś takie cuda tam stały...

źródło: Wratislaviae Amici
Kamienica nr 14 okazała się niezwykle ocho- i -achogenna. Zbudowana w 1902 roku, a więc dwa lata po wytyczeniu ulicy, najprawdopodobniej nie przeszła do tej pory żadnych poważniejszych remontów (tak przynajmniej poinformował mnie jeden z napotkanych lokatorów). Jeśli rzeczywiście tak było, to chylę czoła przed wszystkimi dotychczasowymi mieszkańcami. Widać, że te cegły ktoś kochał ;)! Ale po kolei. 

ul. Ukryta 14
Na fasadzie pobrzmiewa secesja. Parter boniowany. Od pierwszego do trzeciego piętra na obu krańcach budynku są piony balkonów. Część środkową zaznacza wykusz, również kończący się balkonem na wysokości trzeciego piętra. Brama wygląda jak z grubej, bawełnianej koronki - dopiero gdy podejdzie się bliżej, można docenić detale. Po prostu piękna! Domofon i "monitoring sąsiedzki" ;) działają bez zarzutu, dzięki czemu w środku zachowało się wiele oryginalnych elementów. Począwszy od posadzki o niezwykle żywych i wyrazistych kolorach (kto by powiedział, że ma ponad sto lat?!), przez majestatyczne drewniane schody, a na secesyjnych sztukateriach skończywszy. 

ul. Ukryta 14
I wiecie, co jeszcze tam jest? 
...
Witraż! Fragment się w drzwiach zachował. Niesamowite. Na etapie tego odkrycia byłam już gotowa zasiedlać hol. W sumie, jest tak duży, że niejeden developer by go nazwał "apartamentem". ;)  Klatka schodowa z duszą, pięknie doświetlona, przestrzenna, czysta. Gdzieniegdzie oryginalna stolarka drzwiowa. 

ul. Ukryta 14
Kamienicę nr 14 miałam przyjemność zwiedzić dzięki uprzejmości pana Rafała, którego rodzina zamieszkuje w tym pięknym miejscu. Dziękuję :)

Czytaj dalej
10.07.2016
ul. Jagiellończyka 16

Dzielnica: Śródmieście
Osiedle: Nadodrze
Ulica: Kazimierza Jagiellończyka, dawniej: Ottostrasse

 


ul. Jagiellończyka 16
Jagiellończyka 16 ma lwa. Ma i przepastną sień (wyścigi dziecięcych rowerków można spokojnie zorganizować). Sympatycznych lokatorów też ma. I sielską atmosferę w podwórzu. A czego już nie ma? Trudno mi odgadnąć. Ściany wewnątrz budynku bezwstydnie świecą cegłami (tam, gdzie nie są akurat pokryte tradycyjną zieloną olejną). Podłoga to solidnych rozmiarów deski, mocno już "wygładzone" przez ponad sto lat użytkowania. Jednak gdzieniegdzie pojawia się coś, co przykuwa wzrok i każe się zastanawiać jak wyglądała kamienica za czasów swojej świetności.
ul. Jagiellończyka 16
Jedyne, co przychodziło mi do głowy, kiedy patrzyłam na to wszystko, to "Przykro mi". Tak zwyczajnie, po ludzku. 
PS Szukałam informacji o historii "kamienicy z lwem". Na dolny-slask.org.pl Administrator Virzzz pisze: "W pierwotnym projekcie elewacji (1888, G. Dressler) w tym miejscu miało być... okno. Ośmioosiowa kamienica w strefie parteru miała mieć 7 okien (jest 6) i proste wejście bez szczególnych zdobień". Tyle. Jeśli macie coś więcej na jej temat - piszcie, chętnie się dowiem :).

 
Czytaj dalej
13.07.2015
Mieszkanie Grzegorza

Przy okazji ostatniego wpisu o "kamienicach niczyich" (swoją drogą, fajna nazwa - może jakiś skwerek czy plac tak we Wrocławiu nazwiemy? Plac Strzelecki wydaje się tu bardzo dobrym kandydatem do zmiany nazwy...) napisało do mnie kilka osób, by opowiedzieć o swoich prywatnych bataliach. Walka o doprowadzenie do stanu używalności mieszkań pokrytych nie tyle patyną czasu, co wręcz dosłownie... osadami wieków to ponoć pasmo niespodzianek. Czasami tak zaskakujących, że nawet kwestia pieniędzy schodzi na dalszy plan.

O p o w i e ś ć  o  m e t a m o r f o z i e
O ponad stu metrach kwadratowych desek, trzech kilogramach gwoździ, klamkach, które macał sam rektor i o 5 fenigach ze swastyką... i o wielu, wielu innych atrakcjach opowiedział mi pewien szczęśliwy posiadacz mieszkania w kamienicy. Był na tyle uprzejmy, że zgodził się ze mną spotkać i porozmawiać o tym, jak to się stało, że "adoptował" takie bezpańskie, kamieniczne mieszkanie. Na potrzeby tego wpisu udostępnił też kilkadziesiąt zdjęć z remontu (wszystkie fotografie ilustrujące dzisiejszy wpis oraz zdjęcia w galerii na Flickr są jego autorstwa).

Zatem, w imieniu Grzegorza, zapraszam.
Nikt z jego najbliższej rodziny nie mieszka w kamienicach. Wydaje mi się, że to warte podkreślenia: jego zamiłowanie do wrocławskich czynszówek nie zostało odziedziczone w genach. Ba, jego rodzice nie byli zachwyceni - delikatnie mówiąc - kiedy oznajmił im, że postanowił kupić ponad stuletnie mieszkanie. Jednak mój rozmówca miał już wszystko przemyślane, sprawdzone i wykalkulowane. Zanim zdecydował się na zakup tego konkretnego mieszkania, miał konkretny zarys tego, czego szuka i listę punktów "do sprawdzenia". Wśród kwestii najistotniejszych znalazł się oczywiście ogólny stan budynku, dach, piwnice, sąsiedztwo i odległość od centrum. Co do mieszkania - Grzegorz chciał, by było duże i miał zachowane jak najwięcej oryginalnych elementów. Nie musiało być wyremontowane - wolał wszystko urządzić po swojemu, o czym zadecydowały względy i estetyczne, i finansowe (kamieniczne mieszkania po liftingu osiągają niebotyczne ceny, a jeśli dodać do tego koszt ponownego dekorowania zgodnie z własnymi upodobaniami - wychodzi bajońska suma).

No i takie się właśnie trafiło. Gdzieś w Śródmieściu.

R e k t o r s k i e  k l a m k i
To mieszkanie miało dużo szczęścia Po pierwsze: poprzedni właściciele nie mieli ani zapędów dekoratorskich, ani też niszczycielskich. Ściany i sufity pokrywała hojna warstwa białych farb. Po drugie: zachowały się sztukaterie, stolarka drzwiowa i okienna, podłogi. Po trzecie: nowy właściciel wie co z tym wszystkim zrobić :).
Wprawdzie przyznał mi się, że początkowo nie myślał o tak gruntownym remoncie. Okazało się jednak, że podłoga w pokoju nad nieogrzewanym holem wymaga reanimacji. Jeśli ściągać deski w jednym pokoju - to można i we wszystkich. Przy okazji można dokonać wiekopomnych odkryć (3 kg gwoździ, skrawki niemieckich gazet i 5 fenigów - no kto by nie chciał znaleźć? ;)). A jak już się ściągnie tych sto metrów kwadratowych desek, to... głupio by było nie zrobić dokładnie w s z y s t k i e g o, nie? No wzruszyłam się, szczerze, wzruszyłam się na widok tych klamek przed & po.
A, taka ciekawostka, ponoć tymi właśnie klamkami otwierał okna pewien rektor, do którego to mieszkanie należało za czasów Breslau. Przedmioty codziennego użytku to całkiem magiczna sprawa...

P l a n y
Po zakończeniu prac remontowych Grzesiek planuje oddać mieszkanie w ręce dekoratorki wnętrz, zaznacza jednak, że sofy z Ikea to tam nie planuje. Mówcie co chcecie, może ze mnie beton, ale odetchnęłam z ulgą.
Na deser info. Mój rozmówca zadeklarował, że chętnie podzieli się wiedzą praktyczną zdobytą podczas remontu. Chcielibyście taki mini poradnik o tym co i jak po kolei? Jak wybrać mieszkanie w kamienicy, jak je remontować, na co zwrócić uwagę, jak wybrać odpowiednich specjalistów? Dajcie znać w komentarzach. A teraz już zapraszam do galerii zdjęć z przebiegu tej niezwykłej metamorfozy.

Czytaj dalej
4.04.2013
ul. Prusa 38

Dzielnica: Śródmieście  
Osiedle: Ołbin
Ulica: Bolesława Prusa, dawniej: Lehmdamm
         

Kiedy przygotowywałam materiał z "okrągłej" kamienicy (Prusa 5/ Świętokrzyska 57), a następnie z sąsiedniej Prusa 5a, zerkałam na drugą stronę ulicy - na wpół z fascynacją, na wpół z przerażeniem. Gdzieś w tle przemykał zachwyt i nabożna cześć, jaką żywię dla ruin. Bo, nie ukrywajmy, przy Prusa 38 stała dorodna ruina. Przynajmniej jak na miejskie warunki. Ależ byłam ciekawa, jak jest w środku po wysiedleniu! Opuszczona kamienica to takie "skończone dzieło". Te wszystkie lata, tylu różnych lokatorów... Pewnie ściany i podłogi pokryte były solidnymi warstwami farby (to jak narastające słoje drzewa, czy inne skamieliny ;)). Stopnie schodów zdążyły się zaokrąglić na brzegach, barierka trzeszczała groźnie, a drzwi do każdego mieszkania zdołały się już na tyle wyindywidualizować, że w niczym nie przypominały tych oryginalnych. Ślady ludzi i stylów z ponad stu lat, wszystko wymieszane. To raczej typowy kamienicowy scenariusz, ale za każdym razem realizowany przez inną obsadę aktorską i na innej scenie, więc trudno mi się znudzić oglądaniem tych spektakli.
ul. Prusa z widoczną kamienicą nr 38 ok. 1906 roku
Ostatnio dokładniej przyglądałam się Prusa 38 w 2012 roku, wyglądała wtedy mniej więcej tak. Sądziłam, że pójdzie do wyburzenia. Oczywiście po tym, jak doszczętnie zawali jej się dach, a w środku wybuchnie kilka tajemniczych pożarów (na takiej drodze, jak podejrzewam, jest nieodżałowana Benedyktyńska 6). Jednak kamienica postanowiła zostać baśniowym Kopciuszkiem. Może nie oczarowała urodą, bo tę trudno jeszcze było dostrzec ;), ale Marta Lempart, prezeska Diamond Properties, doceniła potencjał tych murów. Bo przecież blisko rynku, niedaleko Park Tołpy, ogród botaniczny. Niby centrum, a całkiem przyjemnie cicho. Odremontowana okrągła kamienica zapewnia jedyny w swoim rodzaju widok z okien na prywatne słońce.
ul. Prusa 38 - widok ze skrzyżowania z Warzywniczą
Kiedy zobaczyłam, że w kamienicy zaczynają się jakieś prace, włączył mi się wewnętrzny hejter. "Rozgrzebią i zostawią, jak nic!" Wiadomo, że taniej wybudować coś nowego niż robić totalny-kompletny-absolutny remont zabytkowego budynku. Dostosować architekturę XIX wieku do wymogów, jakie stawiają potencjalni nabywcy w XXI wieku. A na obklejenie jej styropianem i udawanie, że jest cacy - już trochę za późno, bo budynek nie przeszedł żadnych sensowniejszych remontów od 1945 roku. Żałowałam też, że przepadną dwa napisy - resztki poniemieckiego i nazwa pierwszej powojennej księgarni we Wrocławiu - Homo. 

Mimo mojego czarnowidztwa (jak ja lubię się mylić w takich kwestiach!), remont kamienicy szczęśliwie dobiegł końca. Uroczyste otwarcie zaplanowano na 9 marca. Jak się później przekonałam, termin dla mnie idealny - w króciutkiej przerwie między jedną dwutygodniową chorobą, a drugą dwutygodniową chorobą...
 
Otwarcie faktycznie było uroczyste. Poczęstunek, szampan, jazzowi muzycy. I naprawdę sporo gości! 
ul. Prusa 38
Kierownik budowy - Radosław Borowski - opowiedział mi o tym, jak ogromnym przedsięwzięciem jest remont kamienicy. Ponoć Prusa 38 była w środku cudem, ale w tym złym znaczeniu - kreatywność lokatorów w ratowaniu sypiącego się budynku nie znała granic, więc c u d, że nic się nikomu nie stało. Przyznam, że słuchanie o ogromie prac włożonych w to przedsięwzięcie było nieco traumatyczne. Wprawdzie pan Borowski powiedział, że "wszystko się da" :) i że w trakcie realizacji projektu nie poszli na żadne ustępstwa - nawet jeśli pojawiały się jakieś trudności, ale... Tak sobie myślę, że może to i dobrze, że nie muszę znać kamienic "od podszewki". Ignorance is bliss.
ul. Prusa 38 - zachowany detal w holu
Budynek przeszedł generalny remont. Fasada została pieczołowicie odtworzona (jest pod opieką konserwatora) i odzyskała pierwotny wygląd - za wyjątkiem dobudowanego piętra, oczywiście. Zmieniło się wnętrze. Zamiast dwóch (mogę się mylić, ale wydaje mi się, że pierwotnie były właśnie po dwa) mieszkań na piętrze - są po cztery. Ostatnia, dobudowana kondygnacja ma trzy mieszkania. Budynek zyskał windę, więc jest teraz przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Na klatce schodowej balustrady są ze szkła - dobre rozwiązanie, jeśli nie chce się optycznie "zagracić" przestrzeni. Na ścianach sztukaterie i tapety. Nad całością czuwała architektka wnętrz, Monika Tomczak i trzeba przyznać, że rezultat lekko onieśmiela. Drugiej tak... jasnej kamienicy w całym Wrocławiu raczej nie zobaczycie. Jak długo będzie tak jasno - zależy od lokatorów. Z drugiej strony, nie można pomalować wszystkiego olejną w łatki moro "bo przecież ludzie i tak ubrudzą" ;).
ul. Prusa 38
Kiedy zajrzałam na stronę Renesansowych Apartamentów, okazało się, że większość mieszkań jest już sprzedana. Nie dziwię się. 

Zapraszam do galerii i na pokaz slajdów
  
Czytaj dalej